czwartek, 29 marca 2012

Ach ten generał to miał...

Od września wchodzi w życie kolejna reforma edukacji. Nie powiem Wam, ile już ich przeżyłem, ale pewne jest jedno - każda reforma generuje niesamowity ruch na rynku wydawniczym, w związku z czym szkoły zalewa fala darmowych egzemplarzy promocyjnych różnych podręczników.

Sam dostałem już dwa gratisy. Zdążył do mnie zadzwonić nadgorliwy przedstawiciel handlowy, pytając, czy (po dwóch dniach namysłu) zdecydowałem się już na wybór konkretnego podręcznika. Czujecie? Gorączka. Wydawnictwa prześcigają się w bonusach, tzw. "obudowach", czyli obiecują gotowe testy, scenariusze lekcji, plansze, karty pracy etc.

Dziś na naszych stołach wylądowały elegancko opakowane propozycje kolejnego potentata w branży. Książki zapakowano w piękne kartoniki (moim zdaniem szczyt snobizmu to poinformować na pudełku, że "zaprojektował je światowej sławy projektant współpracujący z m.in. BMW czy Toyotą).



 Łatwo można by było oszukać koleżanki, że właśnie przysłano im biżuterie lub inne drobiazgi.

- Co to jest? - padają pytania.
- Znowu książki nam przysyłają.
- Nie mogliby raz przysłać czegoś konkretniejszego? Bransoletki jakiejś, apaszki?
- Racja - potwierdzam - w domu już mam książkę.

Takie mniej więcej toczyły się rozmowy dzisiaj.

Potem uruchomił się moduł wspomnieniowy.

- Zobaczcie - mówię - dziś co rok jakaś reforma, zmieniana podstawa programowa, zmieniane to, zmieniane tamto. A biedne dzieci...
- Rodzice - poprawiam mnie kolega.
-... a biedni rodzice wciąż muszą kupować nowe książki. Nawet rodzeństwo nie może po sobie mieć książek, bo nie pasują już po dwóch trzech latach. A ćwiczenia? Co roku nowe! Ktoś pamięta, jak to było kiedyś? Szło się w podstawówce całą klasą do biblioteki szkolnej i odbierało się komplet podręczników po starszym roczniku. Książki miały na końcu metryczki, w które wpisywało się informacje o stanie egzemplarza na początku i na końcu roku szkolnego. I komu przeszkadzał taki układ?

I dalej się zanurzam we wspomnianiach:

Kiedyś, ósma klasa to była, dostałem w spadku po jakimś niesamowitym jajcarzu książkę od historii. W książce KAŻDA fotografia była podpisana lub przerobiona. KAŻDA. Nie uchował się żaden przywódca, generał, prosty żołnierz cz polityk. Nie było żadnych świętości czy tematów tabu. Poprzedni właściciel miał poczucie humoru, nieco podstawówkowe, ale miał. Takie próbki zapamiętałem:


Wody będzie potąd jak przyjdzie przypływ.


Patrz, mam zapalniczkę w palcu.



Ach ten generał to miał długiego...



I jeszcze jedno. Uczeń, który miał świadectwo z paskiem, dostawał komplet NOWYCH podręczników. Nigdy nie miałem paska, ale jakoś nie żałuję..

25 komentarzy:

  1. To kolejna forma opodatkowania i narzędzie propagandy. Czy dobrze sądzę, że działalność MEN i wydawnictw jest skoordynowana, dzięki czemu mamy politycznie poprawną wersję nie tylko historii ale również przykłady w podręcznikach z innych przedmiotów? Warto by prześledzić cykl produkcyjny reformy. Jak wykuwają się pomysły, jak program reform zamieniany jest w program szkolny, a ten w zamówienie na podręcznik u kogo? i gdzie? Jedno jest pewne: ani rodzice, ani nauczyciele nie mają nic do powiedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stąd mój niepopularny pogląd, że powinny być 2, góra 3 podręczniki do jednego przedmiotu i koniec!

      Usuń
    2. W bałaganie robi się najlepsze pieniądze, panowie, nie zapominajcie o tym drobiazgu.

      Usuń
    3. I jeszcze jedno, Marku, treści nauczania w szkole ZAWSZE będą dla kogoś kontrowersyjne. W USA wciąż się kłócą, czy uczyć w szkole o teorii Darwina czy wdeptać ją w ziemię. I tam, gdzie bardziej konserwatywnie się żyje, uczy się tak. Tam, gdzie mniej konserwatywnie, inaczej...

      Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził (w tej kwestii).

      Usuń
    4. Dlatego powinny być szkoły z i przeciw teorii Darwina itd. A wybór powinien należeć do rodziców (gdzie posłać dzieci) i nauczycieli (czego chcą uczyć) i właściciela szkoły (jak chce prowadzić szkołę). Teraz relacja między tymi grupami jest zaburzona przez władze oświatowe, które działają rzekomo w ich interesie i interesie dzieci. Państwo najzwyczajniej uniemożliwia rodzicom decydowanie o swoich dzieciach. Od nauczycieli też lepiej wie jak i czego mają uczyć swoich uczniów.

      Usuń
    5. Tylko, marku, czy nie dojdziemy do pewnej dziwacznej sytuacji, gdy będą powstawały szkoły uczące całkowicie absurdalnych kwestii? Wymyślam - zróbmy szkołę dla zwolenników teorii heliocentrycznej, dla wierzących w reinkarnację itd.

      A co? czy nie będzie to betonowało umysłów? Poza tym uważam, że lepiej poznac jedną teorię więcej niż zamknąc się w wieży z kości słoniowej jednego słusznego poglądu.

      To tak, jakbym na przykład na polskim omawiał z entuzjazmem tylko i wyłącznie utwory patriotyczno-romantyczne zapominając o oświeceniu i pozytywizmie.

      Usuń
    6. To, znana zresztą ze szkoły, aczkolwiek pozaprogramowo, metoda sprowadzenia tezy przeciwnika do absurdu - co zresztą sugerujesz między wierszami. Ilu znasz nauczycieli, którzy zaproponują dyrektorowi szkoły taki program, a rodzice poślą do niej swoje dzieci. Czerwona słoma wyłazi ci z butów. Masz rodziców i nauczycieli za durniów, którym musisz wskazać właściwy kierunek?

      Usuń
    7. Dla jednych faszystą jestem, dla innych komunistą. Zawsze marzyłem o takiej niejednoznaczności...

      ;-)

      Usuń
    8. I faszyści i komuniści to splamiona krwią lewica. Jakoś mi nie pasuje to do Twojej osoby nawet z przymróżeniem oka. A co do poglądów to większość znanych mi osób ma mieszane w zależności od kwestii. Nie wiem czy to dlatego, że jesteśmy dziećmi PRLu, czy kwestia doświadczeń rodzinnych i osobistych, czy to kwestia budowy naszych mózgów? Kolory, dźwięki też inaczej odbieramy. Ale prawda jest jedna.
      P.S.A jakie masz zdanie na temat bonu oświatowego, czyli rodzic płaci wybranej szkole bonem i jeżeli ma taką wolę to dopłaca z własnej kieszeni do droższej?

      Usuń
    9. Ale mnie faszystą nazywano, gdy broniłem ogólnie nazywanych wartości.

      Usuń
    10. W nowym poście o szkole etc. Nie chcę tutaj rozwijac dyskusji, bo się komenty rozłażą na dwie strony. Ok?

      Usuń
    11. Ok
      Pozdrawiam,
      Marek

      Usuń
  2. W podstawówce przypadły mi w udziale książki po kuzynach :DDD Ależ to była gratka - co strona, to jakaś niespodzianka, bo albo komentarz, albo jakiś rysunek, utrzymane w podobnej tonacji, co te z Twoich wspomnień.
    A później gimnazjum... i pojawiły się nówki bez wyrazu.

    ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A najlepsze jest to, że nauczyciel wcale nie musi uzywac podręczników...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja używam. I się wkurzam... Jeju, jakie tam nudy zapodają ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. ha ha, pamiętam pamiętam takie jajcarskie podpisy. Dziwne, że to właśnie książki do historii były ich pełne;)

    U nas na podwórku był taki oto ruch książkowy: najpierw Marzena, albo Grzesiek, potem Łukasz, ja, po mnie Tomek, po Tomku jego siostra Asia. I co, dało się? Dało:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten system "podwórkowy" baaardzo w moim guście.

      pzdr

      Usuń
  6. Jedynie książki do rosyjskiego (tak, uczyłam się) wolałam, żeby były nowe- szału można było dostać z zabazgranym tekstem.
    Taki brak spójności w szkolnictwie czemuś służy? Czy zwyczajnie robia sobie u góry na złość i negują dla zasady postanowienia poprzedników?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, w mojej podstawówce wyjątkowo pastwiono się na książkach do "ruska."

      Taki bunt w skali mikro.

      pzdr

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Autentyki z lat 80. Bezcenne wspomnienia.

      Usuń
  8. chociaż nienawidzę niszczenia książek to ubawiłam się czytając te komentarze :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolejne reformy... Kolejne podręczniki, a poziom wykształcenia spada mimo oficjalnych statystyk, bo wszak nie o papierach mówię. Dzisiejszy magister to mniej więcej nasza matura...

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem z rocznika, który jako pierwszy obejmuje ta reforma. Wolałabym uczyć się z takiego podręcznika z historią odkupionego od koleżanki, niestety to skończyło się już w podstawówce. Zresztą treść tych podręczników wcale się diametralnie nie zmienia, więc po co się wygłupiać? Ale mam wrażenie, że uczniowie i nauczyciele mało się tutaj liczą, ważne, żeby cały czas reformować i "udoskonalać". Szkoda, chciałabym znaleźć takie napisy w jakiejś książce. : )

    OdpowiedzUsuń
  11. też trzy paczki od operonu dostałam:D

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.