poniedziałek, 6 lutego 2012

Pociągiem do jazzu

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz jechałem pociągiem. Trzy lata temu? Cztery lata temu? W każdym razie dawno. dziś poruszam się raczej autobusami, swoim samochodem.

Nie kojarzę pociągów zbyt pozytywnie – dziś polska kolej to kolejki (nomen omen) zdezorientowanych pasażerów, brudne przedziały, tłok, spóźnienia, wciąż likwidowane połączenia, remontowane torowiska…

Kiedyś było inaczej. 5 lat studiów przejeździłem dzięki uprzejmości PKP. Były przygody, jasne.

Nie zapomnę dość hmmm… niekomfortowych warunków w przedziale pełnym pijanych rezerwistów, którzy pozawijani w dziwaczne chusty upstrzone podpisami kolegów przez kilka godzin pili kolejne piwa.

Nie zapomnę podróży na święta; na zewnątrz około 20 stopni, ja stoję na korytarzu, gdzie ogrzewanie włącza się TYLKO WTEDY, gdy na kolejnych stacjach otwierano drzwi i wysiadali ludzie!

Najczulej wspominam piątkowe powroty do rodzinnego Kalisza. Rację mają ci, którzy w pociągach widzą najromantyczniejsze wehikuły. Jest coś niezwykłego w oderwaniu się od samego siebie i roztopieniu się w pejzażu widzianym za oknem.

Podobny efekt uzyskamy gapiąc się w płonący ogień (najlepiej w kominku lub na biwaku) lub obserwując płynącą wodę (kran się nie liczy).

Zapach torowiska, latem, gdy rozgrzane podkłady kolejowe niemal pękają pod ciężarem gorących szyn. Dworce, bary dworcowe, starsze panie w kasach…

Z Poznania wyjeżdżałem o 20:30. Pociąg osobowy. Postój na każdej stacji. Gasnący dzień. Małe stacyjki. Opuszczone szlabany. Rzędy domków, do których niemal można było zajrzeć zanim pociąg zdążył się rozpędzić.

W domu byłem już nocą, około 23. Czerwcowe powroty były ciepłe. Niebo gwiaździste. Ulice prowadzące do mojego domu puste. Furtka od ulicy zamknięta. Nie chcę budzić rodziców ani braci, nawet sąsiadów z dołu mi żal budzić. Przeskakuję przez bramę jak rasowy włamywacz.

Dlaczego to opisuję? Przecież to o niczym… Ano kolejny raz w nocy słuchałem muzyki i powtórzyłem sobie piękną płytę Marcina Wasilewskiego i jego przyjaciół. Płyta pt. „Faithfull” i drugi w kolejności utwór „Night train to you.” Tak, to o pociągu, ale to raczej elegancki skład Deutsche Bahn niż nasz zwykły z Tanich Linii Kolejowych (porównanie to zapożyczyłem z jakieś recenzji wyżej wymienionej płyty).





Jeżeli miałbym kogokolwiek zachęcić do słuchania jazzu, to włączyłbym mu ten oto utwór.

Nieco patetyczno-nostalgiczny ten post. Rozładujmy więc ten nastrój.

Pociąg wjeżdża na peron. Zaczyna się toczyć powolutku, powolutku. Ja jak rasowy podróżnik staję na stopniach wagonu, luzak, plecak przewieszony przez jedno ramię, chcę wyskoczyć jeszcze w biegu, delikatnym biegu. Skaczę i stykając się z podłożem peronu robię widowiskowy fikołek do tyłu…

...bo wyskoczyłem w przeciwną stronę niż jechał pociąg.

PS

To był wpis neutralny światopoglądowo.

hi hi hi

18 komentarzy:

  1. aaa czyli zapomnialo sie,jak nalezy wysiadac z pociagu w biegu:)))
    nie jechalam pociagiem ...18 lat,ale pamietam te chwile,kiedy pociag zatrzymywal sie w szczerych polach lub lasach,nikt nie wiedzial dlaczego i kiedy znowu ruszy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś sobie skrócił drogę do domu i zatrzymał przy pomocy hamulca bezpieczeństwa może? Te raczki zawsze mnie prowokowały do pociągnięcia ;-)

      Usuń
  2. Się nie pomyślało nawet. Zawsze z fizyką na opak byłem...

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze mi się pociągi kojarzą. Nigdy nie jeździłem pociągiem 'regularnie', nie miałem takiej trasy do czy z domu gdzieś. Zawsze jechałem w podróż, czyli - zawsze przygoda! Ostatnio latem, na (mało jazzowy) Jarocin.
    Nie przepadam za rezerwistami, ale piwko w pociągu - dobra rzecz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piwko dobra rzecz, nawet nie w pociągu. Zwłaszcza czeskie piwo...

      pzdr

      ps

      Może przyjdzie dzień i się napijemy?

      Usuń
  4. Cóż takie wpisy neutralne też są potrzebne ;-P
    Ja nadal mam pociąg do pociągów ;-)
    Prawko zdawałam chyba z 11 razy, bez skutku pozytywnego. Na rower za zimno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, ja dopiero za 10 razem zdałem pierwszy raz!

      ;-)

      Raz mi nawet egzaminator powiedział: "Jakby Pan z placu wyjechał, to bym pana przepuścił, bo już żal patrzeć na te męczarnie..."

      A potem jak zdałem, legalnie i bez taryfy ulgowej, to po miesiącu wiozłem Żonę do porodu. Tak się wyrobiłem!

      Usuń
  5. We wrzesniu 2008 jezdzilam po Polsce pociagami przez 3 tygodnie i nie moge narzekac. Co prawda kupowalismy bilety I klasy, wiec moze to naprawde duza roznica, nie wiem. W ciagu tych samych 3 tygodni jezdzilismy samochodem tylko dwa dni. I zdecydowanie wole pociag:) Jestem wrecz pewna, ze gdybysmy na te 3 tygodnie wypozyczyli samochod, to na pewno wrocilabym do Ameryki rozwiedziona:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PKP cementuje związki - myślisz, że zajechaliby daleko z takim sloganem?

      ;-)

      pzdr

      Usuń
  6. Fajna muzyka, chociaż ja bym ten utwór nazwał raczej "Crazy Train in Broad Daylight", ale to szczegół.
    Nie wyskakuj NIGDY z pociągu, bo możesz zostać nie tylko Antkiem Bosym, ale gorzej - beznogim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, dawno nie skakałem z pociągu. Zmądrzałem od tamtego czasu.

      pzdr

      Usuń
  7. A mnie akurat do jazzu nie musisz zachęcać, i utwór, który zapodałeś znam,a i płytę przesłuchałam wielokrotnie!
    I śmieszne są te przygody pociągowe, ale ja jednak nadal pałam miłością do tegoż środka komunikacji i nigdy nie porzucę go na rzecz własnego samochodu. Bo cóż to za kierowca, który nie odróżnia prawa, od lewa? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może kariera motorniczego? Po mieście się najeździsz i tory same prowadzą

      ;-)

      pzdr

      Usuń
  8. Z Rybnika do Katowic - droga przez mękę; pociągi stare, telepią, a w środku zimno, bo wieje z nieszczelności wszelakich, a w tyłek gorąco, bo grzejniki są pod du.
    Z Katowic do Gliwic płaciłam tyle, co za bilet autobusowy, co mnie zaskoczyło, bo jak za taką fajną przejażdżkę w ciepełku i komforcie, nie spodziewałam się tak niskiej opłaty.
    No, ale z R do K, to 'zwykła' kolej, ale już z K do G, to Koleje Śląskie... I warto się było 'przekludzać' 20 kilometrów dalej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ot, zagadki kolei polskich. Z cyklu "Z miasta A wyjeżdża pociąg do miasta B..."

      Pzdr

      Usuń
  9. To jest bardzo ładny wpis:) A jazz jest najlepszy na świecie. U nas w domu ciągle. Syn tez uwielbia:) (córcia mniej)...oby do wiosny, buziak:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dzieciaki tuż po urodzeniu męczyłem Milesem Davisem, wierząc w uspokajającą moc "Kind of blue"...

      pzdr

      Usuń
  10. Moim niezrealizowanym marzeniem jest pojechać na wagary pociągiem do Małkini i zjeść w dworcowej restauracji śledzika po japońsku. Potem to można pojechać dokądkolwiek...
    P.S. Przypomnij sobie co im puszczałeś przed urodzeniem. Może wtedy ukształtowałeś ich gust?

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.