wtorek, 14 lutego 2012

Downshifting czyli jak szybko zostać żulem

Telewizja śniadaniowa kieruje się swoimi do bólu przewidywalnymi prawidłami – przegląd prasy, poważny temat, błahy temat, wiadomości, pogoda, ploty, gotowanie z jakimś uśmiechniętym bałwanem, konkurs, zespół grający na żywo z podkładu…

Oglądam rano najstarszy polski tego typu program „Kawa czy herbata?”Oczywiście jednym okiem, bo drugim śledzę poczytania obudzonego już Synka. W studiu pojawiają się dwie panie w lekko średnim wieku (około 40), ubrane elegancko, taki typ sprzedawczyni z ekskluzywnego butiku. Korpulentne, w wizualnie wyszczuplających ciemnych ciuchach, rozjaśnione gustowną biżuterią…

Tematem spotkania jest tzw. downshifting. O ile dobrze pojąłem zagadnienie, jest to trend polegający na tym, że ludzie zabiegani, zmęczeni surową rzeczywistością, pogonią za pieniędzmi, luksusami, ratami kredytów, pracą w korporacjach, ZWALNIAJĄ.

Zwalniają się z katorżniczych etatów, wyprowadzają się na przedmieścia lub na wieś. Zaczynają być panami swojego czasu. Mają więcej miejsca na rozwój wewnętrzny etc.

Dwie panie zachwalały na potęgę swoje wybory i rozmowa toczyła się gładko do momentu, gdy prowadzący zapytał:

- Ale czy ta propozycja nie jest dla osób, które już osiągnęły pewien status? Mają odłożone pieniądze i mogą sobie pozwolić na zwolnienie tempa?

Kobiety spojrzały na siebie, a jedna zaczęła tłumaczyć coś tak pokrętnie, że bardziej logicznie brzmiał strumień świadomości Molly Bloom wieńczący „Ulissesa” Joyce’a.

Chodziło o to, że one są coachami, doradzają ludziom, jaki mają pokierować swoim życiem, jak zamienić pragnienie w decyzje o zmianie, bo najważniejsze to się zdecydować bla bla bla…

***

Pamiętam, jak lata temu, gdy dopiero definiowało się zjawisko polegające na tym, że wszystkie stare panny nagle zamieniły się w singielki, oglądałem podobnie stymulujący intelektualnie materiał.

Kilka młodych kobiet przekonywało prowadzących, że bycie singielką to styl bycia i cała filozofia oparta na bla bla bla… i że ogólnie jest cool i że to niesprawiedliwe, że w naszym społeczeństwie każda kobieta, która nie wyjdzie za mąż przed trzydziestką jest obiektem kpin lub przesadnego zainteresowania przysłowiowych ciotek na przysłowiowych imieninach.

W kontrze przytomny dziennikarz przytoczył list, jaki przyszedł na adres programu.

„Jestem trzydziestoletnią młodą kobietą. Mieszkam w małym miasteczku, gdzie nie ma ani jednego wolnego fajnego faceta. Dziewczynom w studiu łatwo być singielkami, bo w Warszawie w każdej chwili można nie być taką singielką i kogoś znaleźć, a w mojej mieścince już tak nie można…”

***

Oczywiście moja obserwacja jest zbyt naiwna jak dla Was, moi mili odbiorcy.

Życie w Centrum sobie, a życie na obrzeżach sobie. Gorzej, że Centrum (już od czasów Oświecenia) ma tendencje do rządzenia i uzurpuje sobie prawo do narzucania wszystkiemu naokoło własnego światopoglądu, filozofii, sposobu bycia, swoich norm i zachowań.

(Stąd ten podły podział na postępowe Centrum i zaściankowy Ciemnogród, ale to temat na inny post)

To, co napiszą/wymyślą „mądre” panie redaktorki w Centrum, pani Jadzia w malutkim Pleszewie, Skalmierzycach lub Kokaninie postanowi powielić. Pół biedy, jak przez dwa tygodnie będzie „szukała oświecenia w dopasowanych do daty urodzenia kolorach ubrań”, gorzej jak jej mąż poczuje zew downshiftingu, rzuci konkretną robotę i zacznie szukać kontaktu z Matką Ziemią…


Downshifting po polsku

17 komentarzy:

  1. Cóż, tak to jest, kiedy propozycja "stylu życia" nijak nie pasuje do rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Otóż to, otóż to! Sposób myślenia zależy od zasobności portfela. Serwowanie w TV porad w stylu "jak przerwać nudę na jachcie w czasie faluty u wybrzeży Karaibów" jest mocno wkurzające. Większość z nas musi zarabiać pieniądze i nie może sobie pozwolić na rezygnację z gonitwy za kasą, bo ta kasa to np. 2000zł na rękę. jak tu rzucić taką "karierę" i "konsumpcyjny styl życia"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kredyty na 30 lat są niezłą szczepionką na wszelkie downshifty...

      Usuń
  3. Dobre. Dodam, że niektórzy się downshiftingują permanentnie samorealizując się na etatach, by uczynić nasze życie lepszym wbrew naszej woli, a za to za nasze pieniądze.
    Co do singielek, to z przytoczonego listu wynika być może różnica w definicji starej panny i singielki. Mianowicie: stara panna nie ma możliwości, a singielka ma wybór i wybiera aż do późnej starości. Aczkolwiek to uproszczenie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Moim zdaniem to proste: proponowane style życia nie są dla wszystkich. Ale nic nie jest dla wszystkich. Kiedy piszesz o książkach, zachwalasz je i polecasz, też nie piszesz do wszystkich, tylko do tych, do których Twoje pisanie może trafić.
    Nie ma co upraszczać, becie singlem czy singielką to pewnie jest, jeśli nie 'filozofia' (nie nadużywałbym tego słowa), to przynajmniej jakiś system założeń, na pewno powodujący określony styl bycia i tak dalej.
    Propozycja downshiftingu nie jest pewnie kierowana do wszystkich, co nie znaczy, że nie istnieje grupa ludzi, dla których jest ona sensowna, może i zbawienna, na pewno cenna. I jeśli zawiera w sobie ideę samorealizacji, wewnętrznego rozwoju wynikających ze 'zwolnienia', to wcale nie musi oznaczać, że się stanie żulem czy po prostu obibokiem. Idea obiboctwa to zupełnie co innego i w inne potrzeby się wpisuje ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bracie (wybacz tę familiarność), sam dobrze wiesz, że są potrzeby i potrzeby, wartości i wartości.

      Jasne, że downshifting nie jest dla każdego, tak jak dla każdego nie są Rolexy, wille z basenami i jachty (które ostatnio ponoć potaniały...).

      Nie do końca pewnie klarownie się "wypisałem" - mnie nie wkurza "zwalnianie tempa", bo i zdrowsze to niż wyścig szczurów. Mnie wkurza sugerowanie, że wszystko jest dla wszystkich - a taki właśnie wydźwięk mają te "nowinki z Centrum."

      Ove chwycił w lot mój przekaz.

      PS

      Mnie jeszcze wkurza "centralizacja" - co wakacje forsuje się "reklamę społeczną" o brzmieniu mniej więcej takim:

      "Dzięki nim mamy wolną Polskę. Możemy mówić w naszym własnym języku bla bla bla To Twoja historia - Powstanie Warszawskie."

      (http://www.youtube.com/watch?v=sYO-I8_lVRE)

      I tak oto Centrum narzuca całemu krajowi swoje klęski...

      Usuń
    2. Ja po prostu nie czuję, że mi się coś narzuca. Ove ma rację, jak najbardziej. Ty też masz rację, że słuchanie bzdur podobnych to tych przytoczonych bywa wkurzające. Ale - idąc tym tropem - mógłbym się wkurzać na każdą reklamę drogiego samochodu (bo mnie nie stać na nowe auto z salonu, a w reklamach to tak prosto wygląda, wręcz: Audi dla każdego) i tak dalej. Tyle, że Audi nikt mi nie każe kupować, nawet nie sugeruje, że mieć Audi, to norma. Podobnie z mądrościami wszelkiej maści i treści kołczów. Czegoś mogę posłuchać, coś nawet przemyśleć, większość oleję.
      A i, podejrzewam, 'centrum' pełne jest ludzi, dla których pewne rzeczy są nieosiągalne. To tak na marginesie.

      Usuń
  5. P.S. Downshiftingujesz się trochę w ferie? Mi tam bardzo miło było zwolnić :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki Bosy,

    uśmiałem się szczerze. Kiedy człowiek ma poczucie, że wszystko dokoła pogrąża się w absurdzie, zawsze można zajrzeć na Twój blog po łyk zdrowego rozsądku.

    pzdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Romo, dzięki. Ale moja Żona raczej by się uśmiała, gdybyś jej o tym moim "rozsądku" powiedział...

      pzdr

      Usuń
  7. Hahahahah, panie - mistrz! Rozbawiły mnie do łez. Ja jestem w centrum, ale jednak na wsi...swojej własnej:) Dobrego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Trochę jak zachwalana przez bardzo-modne-wicznie-młode-panie biżuteria ze zużytych płyt cd i innych śmieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agato, widziałem, wyobraź sobie, nawet na żywo taką "biżu" - katastrofa, chociaż recycling się chwali...

      Usuń
  9. O rany! Jestem w lekko średnim wieku?!!! Ale co dokładnie znaczy ok 40?? 40+? Czy może -50? Pytanie nie jest a'propos ale jakoś mnie strasznie zaintrygowało, z wiadomych powodów, rzecz jasna : )

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.