czwartek, 2 lutego 2012

Dnia 1 lutego 2012 roku

Kalina dostała ostrego kataru. Z nosa jej cieknie, ale wszystko jest w porządku, gdy trzyma postawę wyprostowaną. Gdy się kładzie - katar "wpada" jej pewnie do gardła. Krztusi się i kaszle. Długa zasypia. Gdy w końcu mija pierwszych kilkadziesiąt minut, budzi się z płaczem.

Zabieram ją do dużego łóżka. Tam też wojuje. Wciąż w nocnym amoku podnosi się, wypluwa smoka. Zaczyna płakać. Ja się wściekam, bo w pokoju obok śpi Tymek. . On też jest chory. Budzi się w nocy z gorączką i woła o coś do picia. (Tymczasem przychodzi Żona i dowiaduję się od niej, że Szymborska umarła. Smutno)

Przenoszę się z nią do salonu. Tam rozkładam kanapę i odgradzam stronę Kaliny potężnym fotelem, żeby w nocy nie spadła z łóżka. Młoda potrafi tak się wiercić, że zwiedzić całe łóżko lunatykując to dla niej pestka. Sam śpię od ściany,  żeby Córa  się o nią nie huknęła.

Sen. Jaki sen? Walka z zakatarzonym dzieckiem. Oboje na granicy snu i jawy. Czuwamy? Śpimy? Mnie się coś jakby śni.

Czesław Miłosz. Śni mi się Miłosz. Mam we śnie jego książkę i idę po autograf. Już, już, za chwilę książka w rękach Noblisty, a tu ŁUP! WRZASK!

Kalina spadła z łóżka.

Uspokajanie trwa jakieś 20 minut. Zasypia. Ja też.

Budzi się z potężną śliwą nad jej prawym okiem.


A ja się budzę z jednym z moich ulubionych wierszy Szymborskiej. 

Dnia 16 maja 1973 roku

Jedna z tych wielu dat, 
kóre nie mówią mi już nic. 

Dokąd w tym dniu chodziłam. 
co robiłam - nie wiem. 

Gdyby w pobliżu popełniono zbrodnię 
- nie miałabym alibi. 

Słońce błysło i zgasło 
poza moją uwagą. 
Ziemia się obróciła 
bez wzmianki w notesie. 

Lżej by mi było myśleć, 
że umarłam na krótko, 
niż że nic nie pamiętam, 
choć żyłam bez przerwy. 

Nie byłam przecież duchem, 
oddychałam, jadłam, 
stawiałam kroki, 
które było słychać, 
a ślady moich palców 
musiały zostać na klamkach. 

Odbijałam się w lustrze. 
Miałam na sobie coś w jakimś kolorze. 
Na pewno kilku ludzi mnie widziało. 
Może w tym dniu 
znalazłam rzecz zgubioną wczesniej. 
Może zgubiłam znalezioną później. 

Wypełniały mnie uczucia i wrażenia. 
Teraz to wszystko 
jak kropki w nawiasie. 

Gdzie się zaszyłam, 
Gdzie się pochowałam - 
to nawet niezła sztuczka 
tak samej sobie zejśc z oczu.
Potrząsam pamięcią - 
może coś w jej gałęziach 
uśpione od lat 
poderwie się z furkotem. 

Nie. 
Najwyraźniej za dużo wymagam, 
bo aż jednej sekundy.

16 komentarzy:

  1. Współczuje i życzę szybkiego powrotu do zdrowia twoich dzieci i spokoju :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Nikt nie napisałby tego lepiej niż Wisława.

    Kalina - jaka juz duza, a dopiero co pisałeś, że zostaniesz tatą:)

    jakże przemijamy...

    OdpowiedzUsuń
  3. Polonisto, raz " mi" na początku zdania, to może się zdarzyć, ale mam wrażenie , że to nie przypadek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może być (X) krzyżyk w miejscu podpisu. Nie upieram się...

      A błąd poprawię i dziękuję, mimo niezbyt miłego tonu, za korektę.

      Usuń
  4. Przepraszam.Mam na imię Beata.
    Tonu mojego głosu nie mogłeś usłyszeć ze zrozumiałego powodu.
    Faktem jest , że mnie osobiście bardzo złości błędna pisownia nauczyciela.Może to fobia , ale tak już mam.
    Twojego bloga bardzo lubię .
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wybacz, ale poczułem się wezwany do tablicy. Robię błędy. Jasne. Mój blog nie jest pod stałym nadzorem żadnego urzędu kontroli zapisu.

    Zdarza się i już...

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że Cię uraziłam.Nie było to moim zamiarem.Bardzo Cię przepraszam i wracam do cichego czytania Twojego bloga dla przyjemności.
    Beata.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie, nie uraziłaś. Po prostu dziwnie się poczułem. Uznajmy sprawę za niebyłą, a jeśli znajdziesz coś jeszcze - wal śmiało, Beato!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawie, jak zawsze na tej Twojej karuzeli ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, wolałbym mniej "ciekawe" życie. Przynajmniej choroby dzieci bym wyeliminował..

      pzdr

      Usuń
  9. Dzieci tak mają, że wyczuwają instynktownie najmniejszą dziurę w antyspadaniowej barykadzie...

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo poruszający post. Tak między wierszami pokazuje tę niesamowita prawdę o życiu, taką oczywistą i nieoczywistą: jedni umierają, inni się rodzą, wszyscy przemijamy, a życie toczy się cały czas. Nie wiem, czy było twoja intencją to pokazać, ale ja to własnie znalazłam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Elu, dzięki. Ważne słowa z Twojej strony. A mój zamysł? Dałem wiersz o "niepamiętaniu" jednego konkretnego dnia z przeszłości. A ja ten jeden konkretny dzień starałem się opisać jak najintensywniej.

    Takie puszczone oko do Poetki.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.