piątek, 10 lutego 2012

Co by było...

Gdybym pewnego pięknego czerwcowego dnia w połowie lat 90 nie odebrał pewnego telefonu, nie pisałbym dziś tych słów, nie miałbym Żony (tej właśnie konkretnej), nie miałbym dzieci (tych właśnie). 

A było to tak - miałem studiować polonistykę we Wrocławiu. Tak jak mój polonista, który baaardzo zachwalał to miasto i wciąż miał w instytucie kilku znajomych ze swoich studenckich czasów, dziś już szacownych doktorów lub profesorów.

Jadę. Mimo dokładnej mapy nie udaje mi się trafić na miejsce przed godziną 14. Jest już za późno, by złożyć papierzyska. Wracam do Kalisza zły, ale z mocnym postanowieniem, że "jutro to wszystko załatwię..."

Następnego dnia trafiam bez problemu, ale... nie miałem pieniędzy na tzw. opłatę egzaminacyjną. Bez tego nie mogę nawet starać się o miejsce na filologii! (Tu jest miejsce na wiązankę wulgaryzmów, uzasadnionych, przyznacie...).

Wściekam się i mówię: "Pierdolę! Składam papiery w Kaliszu." W moim rodzinnym mieście uruchomiono polonistykę, ale tylko w wymiarze licencjackim. Lepsze to niż nic. Składam i koniec. Nigdzie więcej nie jadę!

Informuję o wszystkim zdumionych rodziców, którzy jednak akceptują mój plan. Siedzę wieczorem w domu. Nigdzie nie wychodzę. Zbyt zmęczony jestem po drugiej z rzędu nieudanej wyprawie do Wrocławia.

Dzwoni telefon. Kumpel z liceum:

- Złożyłeś już papiery?
- Sypiesz sól na świeże rany - mówię i rozwijam narrację.
- Staruszku - tak mówił, serio - to choć złożymy jutro do Poznania. Jedziesz ze mną? Jutro ostatni dzień przyjmują.

No i mnie przekonał... dzięki temu na piątym roku poznałem przyszłą Żonę, zostałem dla niej w Poznaniu (teraz już pod Poznaniem mieszkamy), mamy dzieci...

...i pomyśleć tylko - dwie wtopy, telefon, który mnie zastał (stacjonarny!!!), Poznań...

Coś wypadłoby z tego łańcucha wydarzeń i...

14 komentarzy:

  1. Właśnie - kolejny argument w 'apologii przypadkowości', czyli, że jednak 'wciąż jesteśmy bardziej dziełem naszych przypadków, niż własnym dziełem', jak chciał pewien mądry, tak zwany, postmodernista :-)
    Ja też jestem tu i teraz i do tego - taki, jaki jestem - przez przypadek, a nawet przez kilka. I to jest piękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można powiedzieć, że mogło być lepiej... albo gorzej. A cholera wie...

      pzdr

      Usuń
  2. przeznaczenie?
    czy przypadek?

    pozdrawiam weekendowo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani to, ani to pewnie w moim przypadku, bo jako ktoś wierzący wierzę, że takiego matoła życiowego jakim jestem trzeba jakoś prowadzić. Od "przypadku" do "przypadku"...

      pzdr Ido!

      Usuń
    2. Przypadek - co absolutnie nie umniejsza konsekwencjom :-)

      Usuń
  3. Raczej przypadek - ale póżniej to już przeznaczenie - pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowite są takie historie, w których kolejne przypadki prowadzą od punktu do punktu aż do dnia dzisiejszego. Ja jestem na przykład dzieckiem przypadku kolejowego. Gdyby ma rozkładzie jazdy w Krakowie pierwszy pociąg odjeżdżał do Tarnowa, a nie do Oświęcimia (w obu miejscowościach były Zakłady Chemiczne, a mój ojciec chemik szukał pracy) nie spotkałby mojej matki i... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja tam sobie myślę, że to nie przypadek. Dla mnie osobiście to wykorzystanie szansy, którą daje nam Bóg. Korzystając z wolnej woli wybieramy (lub nie) rozwiązanie, które wydaje się nam przypadkiem, zbiegiem okoliczności itp.
    Jakoś tak nie umiem tego wytłumaczyć dokładnie, ale myślę, że rozumiesz, co mam na myśli.
    Pozdrawiam z mroźnego Kłodzka.

    OdpowiedzUsuń
  6. No ale z drugiej strony, Antku popatrz na to tak: jeśli nie ta poznana na studiach w Poznaniu kobieta, to dziś inna byłaby Twoją żoną. Miałbyś inne dzieci, inny dom, inną pracę. A wtedy też byś powiedział: gdybym wtedy pojechał z kumplem do Poznania, nie mieszkałbym teraz "gdzieś tam", nie poznałbym TEJ kobiety, nie poszedłbym na studia do Kalisza, Wrocławia czy na Oxford.
    To nasze wybory, czasami osłabione lub wzmocnione zewnętrznymi okolicznościami decydują o tym, gdzie i z kim wylądujemy na planecie ŻYCIE. Ale czy to jest PRZEZNACZENIE? Chyba nie...

    OdpowiedzUsuń
  7. Co jest komu przeznaczone, to na drodze rozkraczone. Intuicja podpowiada, że to prawda, ale co to takiego intuicja?
    Racjonalnie rzecz ujmując, to zdani jesteśmy na przypadek, ślepy los, gdy stoimy na rozdrożu i nawet wiemy, że w tym miejscu decydujemy o swoim życiu, ale przyszłości nie przewidzimy, i przeznaczenia nie wykluczymy.
    Zatem determinizm i przypadkowość razem w naszym życiu wyczyniają najdziksze swawole.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wyglada na to, ze wszystko jest dzielem przypadku:) Czyli jakby czlowiek nie stanal to i tak d**a z tylu:))

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.