piątek, 13 stycznia 2012

Ospa party czyli post z prądem

Miałem wczoraj wielki plan - stworzyć post, w którym połączę futbol, brytyjskie kino i Fryderyka Nietzschego, ale nad Wielkopolską powiało, porwało linie wysokiego napięcia i... ostał mi (Wam) się ino sznur. Filmik, którym miał ilustrować głęboki porywający tekst ;-)

Usunąłem to "coś" dopiero wieczorem, bo cały dzień byłem z uczennicą na konkursie i guzik mogłem się odnieść do Waszych znaków zapytania - "O co temu człowiekowi chodziło?"

Tekst powstanie, ale niech się trochę pogoda utemperuje, bo wieje mi trochę za oknem i śniegiem pachnie powietrze.

***

Rano słyszałem najdziwniejszą informację, jaka dotarła do mnie w 2012 roku. Fakt, to dopiero styczeń, ale ja już się tak zdziwiłem, że ciężko mi się odnieść. 

W Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii modne stało się zjawisko celowego zarażania dzieci chorobami zakaźnymi. Jak podaje TVN24, organizowane są tzw. "ospa-party", podczas których zdrowe dzieci odwiedzają chore po to, by jak najszybciej zachorować i uzyskać odporność.

"Nie słyszałam, żeby w Polsce tak postępowano. Niestety istnieje taka procedura. Jest to świadome zarażenie dziecka i choroba postępuje normalnie. Jednak należy pamiętać, że powikłania po chorobie są znacznie groźniejsze od powikłań po szczepionce. Rodzice wychodzą z założenia, że dziecko powinno się pochorować, żeby nabyć odporność, tymczasem wyrządzają mu krzywdę" - mówi nam kierownik Zakładu Wirusologii z Państwowego Zakładu Higieny.

Pani kierownik, jak sama powiedziała, nie wie nic na temat szerzenia się takiego procederu w naszym kraju, jednak nie trzeba długo szukać, żeby znaleźć internetowe fora, na których rodzice pytają o to, czy nie zarazić umyślnie dziecka. Podaję za portalem Wiadomości24.

Nałożyłem to na słowa Rafała Ziemkiewicza z felietonu "L4 mówi o kryzysie":

W sierpniu 2011 r. Polacy spędzili na L4 aż niemal dwa miliony dni więcej niż w znacznie lepszym dla gospodarki sierpniu 2009 r. Podobnie było we wrześniu tego roku, choć w tym wypadku różnica – w porównaniu z wrześniem 2009 r. – wyniosła niespełna milion dni.

I wyszło mi, że może nie tylko dzieci organizują "sobie" takie chorobowe party. Może dorośli też się gdzieś po Facebookach, Naszych Klasach etc umawiają na wzajemne zarażanie lub inne atrakcje, co by u lekarza wiarygodnie wyglądać.

Ale o ile zarażenie się drogą kropelkową na przykład grypą od jakiejś fajnej dziewczyny/faceta (co kto lubi) może być nawet i sympatyczne na krótką metę, to już w "żółtaczka party", "odra party" , "grzybica party" nie wyglądają już tak atrakcyjnie. 

Wizyty u ortopedy można załatwić na "broken party" (chodziło się do klasy z rozszerzonym angielskim), a "wścieklizna party" uda się znakomicie, gdy pomiędzy gości wpuścimy parę oszalałych czworonogów...

...o chorobach wenerycznych ze zrozumiałych względów nie będę się rozpisywał.

PA!

11 komentarzy:

  1. Ja się boję przedszkola. Tzn. nie swojego, co momentu, kiedy Moje Młode pójdzie do tej wylęgarni chorób zakaźnych i przyniesie jakiś prezencik. Przechodziłam tylko coś a la szkarlatyna, ale było poplątane z czymś innym, więc w gruncie rzeczy nie przechodziłam żadnej choroby wieku dziecięcego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Toż to chore strasznie. A zaszczepić to nie można? No po co korzystać ze zdobyczy medycyny, po co...

    OdpowiedzUsuń
  3. A mówią, że człowiek to inteligentne stworzenie...
    Brak mi słów. Odpowiednich słów.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Agato, strach jest wciąż. Nasz Synek chodzi od września i już trzy razy się poważnie rozłożył. Cóż, taka cena socjalizacji...

    OdpowiedzUsuń
  5. Elu, docierały do mnie głosy, że nawet po szczepionkach dziecko się kropkami pokrywało, więc... każdy orze jak może...

    OdpowiedzUsuń
  6. Granato. Ja się już tylko dziwię, nie próbuję nazywać.

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. hmmm byłabym ostrożna z wierzeniem informacjom tego typu. ba z wierzeniem czemukolwiek, o czym mówi się w TV czy gazetach.. kilka lat tamu wszyscy naokoło krzyczeli, że Polacy wracają do kraju.. i co? i guzik. nikt z nas nie wrócił...
    to była zwyczajna plotka: dziennikarze muszą jakoś zarabiać na życie więc piszą o czym się da... o ospa party na przykład...
    pozdrawiam x

    OdpowiedzUsuń
  9. czasem coś wyolbrzymiają innym razem po prostu zmyślają.. taka ich natura :-P

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmmm... no cóż, ile ludzi tyle pomysłów. Jestem pewna że w tym roku jeszcze nie o jednej takiej głupocie usłyszymy...

    OdpowiedzUsuń
  11. Czego to nie wymysla w Ameryce, wymyslili McDonalda i potem juz wszystko stalo sie mozliwe ;-P
    Ja obecnie jestem pociagajaca i nie wychodze z domu, zeby polowy wsi nie zarazic ;-P

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.