poniedziałek, 2 stycznia 2012

Ile trwają Trójkowe wszech czasy?

No to się pewnie narażę paru czytelnikom już na początku 2012 roku; naszło mnie, a sprawa jest świeża, ale może przyschnąć bardzo szybko.

Trójkowy Top Wszech Czasów

Pierwsze primo:

Słucham Trójki od dawien dawna, choć zawsze miałem jakieś jedno lub dwa "ale" w stosunku do aktualnie panujących dyrektorów stacji, poszczególnych programów lub prowadzących. Pamiętam "starą dobrą Trójkę", potem pamiętam "Trujkę", gdy stacja chciała nadążyć za Zetką i RMF, przez co mniej lub bardziej ortodoksyjni słuchacze się zbuntowali, teraz odbieram w kuchni świeżutką, przykrojoną do moich (i nie tylko moich pewnie) potrzeb intelektualnych i duchowych.

Wszystko TEORETYCZNIE  w porządku...

Drugie primo:

Trójka jednak nigdy nie zastąpi mi największej radiowej miłości - RADIOSTACJI (wcześniej Rozgłośni Harcerskiej), którą na przełomie lat 90 i 00 prowadził Paweł Sito. RADIOSTACJA grała tak nieprzewidywalnie, tak prowokacyjnie, tak świeżo, tak bezczelnie, że można było włączyć nagrywanie (na kasecie, stare czasy, ech...), wyjść z domu, wrócić i mieć kilkadziesiąt minut kapitalnej muzyki.

Niestety, rozgłośnię kupiono i zrobiono z niej badziewne coś dla nikogo.

Trzeci primo:

Od wczoraj z kuchni, gdzie postawiłem radyjko, płyną fale zachwytu ostatnim Topem Wszech Czasów. "Musimy to powtórzyć", zdają się powtarzać wszyscy słuchający, głosujący, prowadzący... Powtórzyć. Dobrze słowo. Powtarzalność i przewidywalność.

Posłużę się metaforyką futbolową - od czasu zmiany regulaminu Ligi Mistrzów w finale tej najbardziej prestiżowej europejskiej imprezy piłkarskiej wciąż podniecamy się tymi samymi pojedynkami: Manchester United,Chelsea, Real, Barcelona, jakiś klub włoski, jakiś może niemiecki, jakiś portugalski... (To drugi powód, dla którego przestałem oglądać mecze. Pierwszy to Donald Tusk)

W Trójce spotkania na szczycie są wierną kopią samych siebie. Grand derbi Led Zeppelin, Dire Straits, Pink Floyd, Queen, U2... Ci sami napastnicy: "Stairway to heaven", "Brothers in arms", "Child in time"...

Cóż, lubimy piosenki, które już kiedyś słyszeliśmy ( jakieś kilkaset razy).



Czwarte primo:

Policzyłem tak dla zabawy średnią lat, jakie mają kawałki z tegorocznego topu. Ile mi wyszło? Przeciętnie każdy utwór z pierwszej 10 ma... 31 lat! Bez komentarza.

NAJMŁODSZY pochodzi z 96 roku. Czyli przez ostatnich 15 lat nie udało się stworzyć żadnej piosenki, która by mogło konkurować z dinozaurami-Zeppelinami? Z Queenami? Wątpię. Ale...vox populi vox dei jak mawiają pobożni ateiści.

To tak, jakby stworzyć TOP polskich książek i zatrzymać się gdzieś w okolicach lat 70, a pierwsze miejsca okupowaliby Mickiewicz, Sienkiewicz, Żeromski, no i na osłodę Gombrowicz z Mrożkiem. Fajnie by było?

Piąte primo:

Wspomniany wyżej Paweł Sito prowadził kiedyś Trójkową Listę Przebojów, co może niezbyt wiernie przytaczam za przeczytanym kiedyś artykułem o tym panu. Pewnego dnia MUSIAŁ w końcu zapowiedzieć pierwsze miejsce, które obrażało jego "uczucia estetyczne." Nie pamiętam, co to było, jakiś upiorny pop-rock czy inna muzyka lekka, łatwa i przyjemna.

Zapowiedział, ale nie zagrał! Jak to zrobił? Powiedział, że piosenka z pierwszego miejsca dostała TYLE głosów, że wyleciała z Listy... w górę. Koniec.

PS

W tym roku chciałbym, by bohaterowie pierwszej dziesiątki TOPU dostali też tyle głosów...

15 komentarzy:

  1. Ja też słucham Trójki (choć ostatnio czasami podsłuchuję Tok FM) od życia prenatalnego. Potem usypiałam przy cichutkich dźwiękach Trójki. Kiedyś był po prostu Program III Polskiego Radia.

    Ale chyba lubię TOP. Jednego dnia w roku zebrane klasyki sączą się z radia. Cieszę się jak dziecko, gdy słyszę Bohemian Rapsody, które chyba tylko tego dnia leci w radio. I tak, uważam, że nie ma nic na miarę wszechczasów. Są utwory dobre, bardzo dobre, a nawet świetne. I podejrzewam, że jak będą miały ze 30 lat i się nam obrzydliwie osłuchają to pewnie trafią na TOP... :-) Na razie nielubiany przeze mnie Led Zeppelin. Swoją drogą... chyba nie słuchałam ostatniej 8 utworów, miałam wielką frajdę słuchając tych między 100 a 10 :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bosy - tu chyba chodzi o definicje. Tego, co to 'klasyka' i tego, co to 'wszechczasy'. Na pewne miana trzeba sobie zasłużyć. A to się nie dzieje z dziś na jutro. Poza tym... Na 11 czy 12-tym miejscu słyszałem wczoraj Nirvanę. I szczerze powiem: trudno by mi było wskazać, co EPOKOWEGO powstało po Nirvanie. Nie, żebym nie był otwarty i nie lubił nowości. Al zestawienie takie jak Top ma swoje zasady. Totalna nisza tam nie trafi.
    Nie wiem, co to Dire Straits (w sensie: nigdy nie słuchałem). Nie lubię U2 (a po wyznaniach The egde'a w 'Będzie głośno', gdzie śmieszny koleś tłumaczy, że gitara to tylko punkt wyjścia dla 'efektów', riff, to tylko mało ważna podstawa - kompletnie nie mam do nich szacunk jako fan rocka). Ale rozumiem, że do Topu trafiaja takie kapele.
    I cieszą mnie 'Schdy do nieba' na czele listy. trzeba kłaniac się bogom.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech, nie tylko o definicję. Chodzi o "zdziadzienie" myślenia o muzyce. ja po Nirvanie wskazałbym przynajmniej kilka punktów (kapel) zwrotnych. Choćby takie Faith No More, pierwsze z brzegu. Ich "Epic" to klasyk klasyków. A Jane's Addiction? A Rage Against The Machine? Masa do wypełnienia. A my tu wciąż te same stare partytury, jakby czas się zatrzymał.

    Zgodzę się - TOP ma zasady. W imię tych zasad wpuszczajmy do głosowania kawałki mające co najmniej 15 lat stażu

    ( By the way, czy ktoś poza Polską zna "Again" Archive?)

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś mi się zdaje, tak dodam jako nauczyciel, że rozumiem uczniów, którzy nie chcą poznawać lektur obowiązkowych...

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziwię się, że te na prawdę fajne kawałki były pośrodku, jak nie rano. Zresztą tak do południa słuchało mi się najlepiej. Rzeczywiście - te wszystkie schodo-do-nieba-podobne kawałki na pierwszych miejscach można by sobie darować. Mam wrażenie, że prowadzący sami ustalają listę, bo np. ja głosowałam na co innego. No, ale przy okazji wyborów [politycznych] mam to samo;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Do mnie Faith No More jakoś nie przemawia. Nie znaczy, że nie ma wartości. Podobnie Rage. Ale to specyficzna muzyka. Wydaje mi się, że w zestawieniu chodzi o pewne... uniwersalia?

    I, kurde, nawiązując do nauczycielizmów, nie porównałbym Zeppelinów z Jankiem Muzykantem ;-)

    A serio - trzeba znać klasykę, jeśli się chce mieć pojęcie o muzyce. Wspomniana Nirvana też grała Leadbelly'ego ('Where did you sleep last night'), starego bluesmana i to był mocny utwór w ich wykonaniu. A - moim zdaniem - dzieciaki, co znają tylko Kurta co się zastrzelił, trochę tracą.

    OdpowiedzUsuń
  7. I że jeszcze popłynę...
    Ciągle widuję dzieciaki w gimnazjum (choć już ich niewiele) w koszulkach Pidżamy Porno. Mam nad nimi tę przewagę, że wiem, o czym mówi Grabaż w tekście 'dalej kocham Clash, ciągle lubię Ramones'.

    A porównanie z literaturą ze szkolnego kanonu - chyba nietrafne. Bo nasz kanon to jednak narodowo-zaściankowy, patriotyczno-martyrologiczny. A rock? Światowe dziedzictwo. Jednak co innego, inna liga, niż 'Nasze szkapy', 'Janki' i inne 'Granice'.
    Klasyka i kanon mogą mieć różny format.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja tam nie ma nic przeciwko dinozaurom na pierwszych miejscach listy. Cieszę się, że mogę usłyszeć Floydów, a nawet trzy numery Floydów z rzędu. Dla mnie osobiście w ostatnich czasach nie powstało jakoś specjalnie dużo dobrej muzyki, no może troszkę dobrej jest, ale nie klękam na kolana, a przy Floydach klękam. Lata mijają a ja nadal klękam:)
    Jest coś wyjątkowego w takim właśnie Topie Wszech Czasów:) Normalnie nie słucham Zeppelinów, nie słucham Doorsów, Genesis czy nawet Floydów nie słucham (w sensie nie puszczam sobie płyt), a w ten jeden dzień mam ich wszystkich w jednym pakiecie. I to jest dla mnie magia Radia:)
    Także pamiętam starą Trójeczkę z czasów mojej wczesnej młodości i tą z czasów studiów i Trujkę, której się słuchać nie dało.

    A wspomniana przez Ciebie listę z tekstem prowadzącego o wystrzeleniu w kosmos (bo zdaję się tam takie słowo padło o kosmosie) ja pamiętam! Byłam mała, hmm mogłam mieć nie więcej niż 10 lat może (pi razy drzwi) i pamiętam, że mój tato chciał dzwonić do Trójki w tej sprawie, ale się nie dodzwonił:))

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Papryczka wie, o czym mówię :-) O klękaniu. O to chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja się na Trójce wychowałam. Doslownie. A piątkowa lista przebojów była cotygodniowym wydarzeniem kulturalnym dyskutowanym zarliwie na przerwach. Może Top Wszechczasów jest nudnawy i przestarzały, może osłuchalismy się i znudziliśmy już trochę, ale kiedy widzę moje dzieci, które odkrywają dopiero magie "mojej" muzyki, myślę że warto to powtarzać. Choćby dla nich. I nie chciałabym żeby moje dzieci zapytane przez kogoś nie wiedziały nic o Queen czy Genessis - tak jak moi angielscy znajomi, którzy nawet nie znają 1 chocby utworu.
    Niech więc sobie Top Wszechczasów trwa ile się da, mnie to nie przeszkadza.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdesperowany i Papryczka, mnie klękanie przed jakimkolwiek kanonem nieco hmmm drażni. Mam swój, płynny, plastyczny. Jasne, są punkty odniesienia, ale nie brzmią one już tak świeżo jak onegdaj.

    Kochałem kiedyś The Doors, dziś patrzę na nich jak na szlachetną skamielinę, raczej dokument swoich czasów. Żródło kilku standardów, które ćwiczą w garażach początkujące zespoły, by się zgrać ze sobą.

    OdpowiedzUsuń
  12. A kanon - Zdesperowany, ja pisałem o kanonie POLSKIM, nie powszechnym. To różnica.

    Ciekawe jest to, że w kanonie lit. powszechnej XX wieku znalazłby się pewnie Lem, Różewicz, Szymborska, a w kanonie muzyki "popularnej" nie znalazłby się nikt z Polaków pewnie...

    OdpowiedzUsuń
  13. Może to i dobrze, że nikt by się nie znalazł. Polacy dobrze wiedzą co zrobić ikonami, jak je dobrze rozgnieść i opluć. Każdy ma coś tam swojego. Ja kocham Republikę miłością nieprzerwaną. Nie zależy mi, żeby byli na pierwszym miejscu topu. Może ich tam w ogóle nie być. Mają wielkie miejsce w moim sercu i to mi wystarczy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mamy inne sposoby widzenia tematu. Ja kochałem Doorsów i do tej pory kocham, choć może już bez tej namiętności - nasz związek ewoluował :-)

    Gdybym miał podsumować, o co mi chodzi: nie da się 'znać na muzyce', jeśli się nie ma pojęcia o pewnych fundamentach. No a nie znając się chociaż trochę, chociaż odrobinę, nie da się muzyki w pełni doceniać. Kiedy patrzę na dzieciaki w czarnych koszulkach, dla których wiedza o mocnej muzie kończy się na... sam nie wiem... Metallice?, które Ozzy'ego znają być może z reality show, ale raczej nie z 'Paranoid', to myślę, że są one trochę ubogie.
    A Top? to trochę uhonorowanie fundamentów. I dlatego cieszą Zeppelini w czołówce.

    OdpowiedzUsuń
  15. Całkiem jestem nie na bieżąco, za to właśnie wietrzę płyty sprzed 30tu lat. To miłe wspomnienia, wśród nich i te związane z listą przebojów Marka Niedźwiedzkiego. Chyba skuszę się żeby posłuchać nowych list, o których piszecie. Co do porównywania starych i nowych przebojów, to chyba różnią je możliwości techniki dźwiękowej i moda na inny styl ale pozostaje osobowość i głos czy umiejętność gry. Stare ciągle jare, a świeża krew mile brzmi nie tylko wampirom.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.