piątek, 6 stycznia 2012

Druga najprzyjemniejsza rzecz na S

Pamiętam jak dziś. Pierwszy rok studiów. Mieszkam w suterenie w jakiejś zakazanej dzielnicy Poznania. Napisy na murach: "Każdy z Dębca to przestępca" i "Wilda to taka kraina, gdzie się obcy nie utrzyma."

Nie trzeba chyba dodawać, że nie byłem rodem z Wildy, ani nawet z Poznania.

Po zajęciach przemykałem się chyłkiem do swojej kwatery – wynajmowanej sutereny – i tak mijał kolejny dzień.

Krótko mówiąc, pierwszy rok studiów odchorowałem ciężko, bardzo ciężko.

Ad rem. Zajęcia z języka angielskiego. Temat jakiś dość swobodny. Kobieta pyta nas, pierwszoroczniaków, jak radzimy sobie na studiach. Czy dużo się uczymy, o której chodzimy spać etc.
(Całość po angielsku)
- To o której chodzą państwo spać? Kto chodzi spać po 11 wieczorem?

Las rąk. Kilka pozostało niepodniesionych.
-Kto chodzi spać po północy?

Podnosi się niemal reszta rąk.

- A pan wcale nie sypia? – pytanie jest do mnie. Siedzę w pierwszej ławce, więc rzucam się w oczy.
- Sypiam – odpowiadam szczerze – kładę się spać tuż przed 10 wieczorem.

Całą grupa szarpnął nerwowy skurcz. Już po polsku:

- Co? Ty się kładziesz tak wcześnie?! – jakaś koleżanka nie mogła uwierzyć.
 Wyczułem w tym pytaniu dziwną pretensję.
- Tak, my arystokraci tak mamy.

Nie. Arystokratą nie jestem, bliżej mi do proletariuszy wszystkich krajów, ale położyć się wcześnie MUSZĘ. (Wstaję za to szybko, około 7 rano; uwielbiam krążyć po domu, gdy wszyscy jeszcze śpią)

Możecie sobie wyobrazić, jaką torturą dla mojej Żony jest wyjście ze mną na wszelkie Sylwestry, wesela, studiówki, imprezy… Już około 1 w nocy odpadam. „Idziemy już do domu?” – pytam wciąż połowicy uczepiony jej jak dziecko molestujące o nową zabawkę.

Zombie, żywy trup marzący tylko i wyłącznie o tym, by się położyć. Nie pomagają kawy, alkohol, a innych używek nie próbowałem jeszcze.

Nawyk? Może, bo w moim domu rodzice kładą się spać przed 9 wieczorem. Błogosławiony rytm. Ale może nawet sam nawyk, ale taki rytm dnia, tak mi płynie krew w żyłach, jak jestem zaprogramowany. Ranny ptaszek, który prędziutko kładzie się do łóżeczka.



Konkluzja:

zbadawszy wszystkie światowe ambicje (Nagroda Nobla, szacunek i poważanie współczesnych, kilka wstrząsających książek, które mi zekranizują, a ja zgarnę za to masę kasy, dobrobyt, sława etc), doszedłem do wniosku, że najbardziej zależy mi na tym, by się wyspać.

Wyspać. I napić się dobrej kawy.

Jak to było w tytule postu? „Druga najprzyjemniejsza rzecz na literę S”?

Nie druga. Pierwsza.

15 komentarzy:

  1. Ja byłem rannym ptaszkiem - kiedyś. Czasy studenckiego mieszkania, pisania prac - nastawiałem budzik na 5:30. Prysznic, kawka i do roboty. Najlepiej mi się wtedy myślało. I nie musiałem przy tym chodzić wcześnie spać, nie oszczędzałem się towarzysko i imprezowo.
    Miało się kiedyś zdrowie.
    Dziś za to każda poranna minuta w łóżku jest na wagę złota.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha! Ja też zaczynałam swoje studenckie życie na poznańskiej melinie :) mieszkałam na Wildzie, na parterze, z oknami na wysokości wzroku przechodniów, którymi byli tylko żule ze sklepu obok. Piec kaflowy zmuszał mnie do porannego wstawania i wycieczki do piwnicy po węgiel. Od razu człowiek się budził. Nie mogłam iść spać o 22, bo to groziło zamarznięciem w nocy. O północy był ostatni wrzut do pieca i spać! Do tego miałam dziury w ścianach i śmiało można było patrzeć z klatki schodowej co tam u mnie się dzieje.

    Teraz B.g mi wynagradza wszystkie niedostatki.

    PS. Do tego mieszkałam z dwoma chłopcami z ASP i pod oknami mieliśmy wielki różowy napis PEDAŁY. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany ja tez tak mam!!! kiedyś jeszcze były do tego papierosy ale ostatnio jakos mi przeszło
    Ale spac uwielbiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak rano wstanę, to pół dnia jestem jak skacowana; zasypiam koło 1-2 w nocy, budzę się 9-10, potem kawa i takie budzenie się do dwunastej.
    Tzn. kiedy muszę, to wstaję nawet o piątej, a kiedy muszę się wyspać, to śpię i o 22-giej.
    Na razie siedzę w domu z dzieckiem i nadrabiam nocami czytanie.
    Chciałabym mieć po co wstawać tak wcześnie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurka, szkoda, że jeszcze nie jesteś prezydentem tego kraju, może wtedy by wyglądał ciut lepiej, a nawet bardzo :D

    OdpowiedzUsuń
  6. No właśnie to arystokracja raczej mogła sobie pozwolić na długie czuwanie i późne wstawanie :)

    Co kto lubi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdesperowany, ja w najlepszych "akademickich" latach, gdy przydzielono mi pokój na wybitnie rozrywkowym piętrze, potrafiłem zasnąć około 22 w KAŻDYCH warunkach.

    Doszło do tego, że sąsiedzi zza ściany łoili na cały regulator Slayera, a ja, gdy stwierdzałem, że tę płytę znam już dość dobrze, zasypiałem w ciągu 5 minut.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziewczyno, wielce malowniczo. Ja miałem pół okna pod ziemią, a okno zakratowane. Sam miód!

    OdpowiedzUsuń
  9. Deo, palić w łóżku to horror. Dobrze, że papierosy już są out!

    OdpowiedzUsuń
  10. Agato, na pewnym etapie życia dziecko jest jedynym regulatorem naszego zasypiania, niestety...

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  11. Auroro, kryzys byśmy przespali jakoś może...

    ;-)

    Dzięki za głębinowe zaufanie!

    OdpowiedzUsuń
  12. Masz dokladnie jak moj brat, ktory kiedys zasnal w tancu:)) To byl bal Sylwestrowy, tuz po polnocy uwiesil sie na wlasniej zonie i tak go przyholowala do stolika przy ktorym juz smacznie pochrapywal do 5tej a my sie bawilismy:))

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja tam jestem sową i nie umiem oprzytomnieć rano! Szczególnie zimą jak jest ciemno!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ago, to jak moja Żona. Twoja imienniczka!

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.