czwartek, 15 grudnia 2011

Fajne kawałki

Kiepsko miałem w sobotę. Zmęczony, życiem, połową weekendu, pogodą, chorującymi dzieciakami... Za dużo na kręgosłup się wrzuciło i pękło. Wściekłem się na bałagan w "naszym" pokoju, które wyściełały klocki, pluszaki, wycinanki, kredki...

... wściekłem się na odkurzacz, który jeszcze nie zaczął pracować a już mnie drażnił, wściekłem się na czas marnowany na walkę z entropią, bo uznałem, że kolejny raz posprzątam i kolejny raz się wszystko "samo" rozrzuci, zaśmieci, zdezorganizuje.

Ale zacząłem sprzątać, systematycznie, kawałek po kawałku przestrzeni. Zły, ale już było lepiej.

Nagle w łapska moje wpadła płyta. Wyrób "własny", składanka ochrzczona wysublimowanym tytułem "Fajne kawałki." Zgrałem ją około 5 lat temu i ciekawy byłem, co tam mi się onegdaj podobało...

Po dwóch minutach pierwszej piosenki  (jeden z najlepszych coverów świata, Afghan Wigs przerabia, zmienia w ideał tak naprawdę, pewien lekki "czarny" kawałek, "Creep" TLC),
wścieklizna puszczała. Po kolejnych utworach szczęście (!!!) sprzątania osiągnęło tak wysokie pułapy, że zacząłem tańczyć, Śpiewając i udając, że gram na elektrycznej gitarze...

A gdy pojawił się ten utwór



rozkwitłem!

Wniosek z tej historii? Oczywisty, choć nie wiem, czy  w 100% optymistyczny.

Bo co się okazuje?

W momentach największych moich zawieruch wewnętrznych, mogliby się przede mną stawić Marek Aureliusz, Seneka, Jan Kochanowski, Nietzsche, Kołakowski czy zestaw innych mądrych ludzi i nie daliby rady mnie zepchnąć na właściwe tory.

A wystarczy, że włączę sobie kilka mniej lub bardziej oczywistych piosenek i czuję się jak grzesznik po spowiedzi. Lekki i szczęśliwy.

Gotowy do zwarcia z odkurzaczem nawet...

13 komentarzy:

  1. Tak tak tak...
    Jak na ironię, mnie energetyzuje Rihanna, choć rozczytuję się w Ks. Twardowskim i innych takich hehehehehehehe
    a i tak nic nie wygrywa z kawałkiem czekolady!

    OdpowiedzUsuń
  2. Heh...

    "Music is my wife" jak to piszą na koszulkach.

    OdpowiedzUsuń
  3. kurczę, jaki pozytywny post ! stan tańczenia w takt jest jednym z najfajniejszych stanów, tak sądzę, a jeśli jeszcze w dodatku ma działanie lecznicze i odciążające.... gdybym nie leżała teraz padnięta nosem w poduszkę, to chyba bym się zerwała i poszła za Twoim przykładem :) może jutro, jutro będzie bardziej energetyczne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Muzyka ma pozytywną moc! Mi poprawia nawet utwór Hakunamatata z samochodowej kolekcji moich córek.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja co mam dopowiedzenia to tylko to, że Greg Dulli był kiedyś przeprzystojnym facetem, a dziś się roztył i wygląda jak Till Lindeman w teledysku "Keine Lust"... Szkoda. Choć ja wolę Twilight Singers.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziewczyno, Greg dla mnie to przede wszystkim nieziemski wokal...

    OdpowiedzUsuń
  7. Nic tak nie dodaję energi z rana jak dobry kawałek, a sprzątanie bez muzyki to jak sylwester bez fajerwerek, niby jest, ale jakoś tak cicho i dziwnie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie do głowy natychmiast przyszedł Jackowski i Oprócz błękitnego nieba

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.