poniedziałek, 5 grudnia 2011

Bez serca, bez ducha...

Nie jest dobrym świat, który rano wita się słowami "ja pierd...." zamiast, jak chciał Norwid, "Bądź pochwalony..."

Witajcie, tu człowiek XXI wieku. Człowiek czuje się źle, a najbardziej, o paradoksie!, boli coś, czego nie ma. Boli pustka, którą czuje.

Nie myślałem, że upodobnię się do tych wszystkich zombie kneblujących pytania o sens istnienia kolejnymi zakupami. Jednak stwierdzam, że (zła wiadomość) próbuję zatkać dziurę budżetową ducha kolejnymi zakupami. Niestety, (dobra wiadomość) nie mam pomysłu, co sobie kupić. Sobie, powtarzam, bo kupowanie innym nie ma takiej "terapeutycznej" wartości. Ech...

Wczoraj wyjazd do Centrum Handlu, gdzie chcieliśmy pociechom buciorki kupić. Synkowi kozaki, Córze paputy do dreptania po chacie. Na widok cen kozaków, w których pochodzi jedną zimę przecież, czułem się jak po ciosie obuchem. 200 za parę?! 300 za parę?!!! Czy jakiś diabeł wymyślił te ceny, by rodziców pognębić, a przyszłych rodziców odstraszyć od rodzicielstwa?!

Między kolejnymi obuwniczymi sklep "ze sprzętem." Kupuję coś - etui na płyty CD. Płyty, które dopiero zapełnię różnym tatałajstwem z dysku D. Zakup malutki (6,99 PLN), więc dla pustki kłamiącej zębiskami to zaledwie przystawka.

popołudnie - do mojego miasteczka przybywa św. Mikołaj. Dwa dni Synek słuchał, jak to będzie fajnie, gdy na rynku pojawi się Mikołaj, rozda prezenty i dzieci będą szczęśliwe. Taaa... Ale to jest Polska, więc zapomnijmy, żeby było normalnie.

O 16 całość miała się zacząć. Zaczęło się po normalnie -stojąc na scenie przed ratuszem burmistrz i dyrekcja ośrodka kultury odpalili  choinkę z milionem światełek. Ale potem na wjazd Mikołaja przyszło nam czekać około godziny, bo miejscowe Stowarzyszenie Wolontariuszy chciało akurat wszem i wobec wręczyć nagrody swoim najbardziej zasłużonym członkom.

A więc musieliśmy czekać, aż wymienią wyróżnionych i laureatów w każdej kategorii wiekowej, aż wszyscy wszystkim po kolei pogratulują (cisną mi się dosadniejsze określenia), a dzieciaki przed sceną, drepczące z niecierpliwości marzły w porywach zimnego wiatru.

Trwało to, trwało i gdyby nie moja Żona, pewnie krzyknąłby ktoś (ja) z tłumu rodziców:

"Dawać Mikołaja! Dzieciom jest zimno!"

W końcu Mikołaj się zjawił, wyrwał z tłumu kilka dzieciaków i na scenie przepytał na okoliczność bycia grzecznym w roku 2011. Tymek tymczasem uronił jedną cichą łezkę, bo był już zmęczony, zmarznięty i raczej przestraszony niż oczarowany Świętym...



Taka niedziela...

9 komentarzy:

  1. Szkoda mi jedynie, iż takie sytuacje się notorycznie powtarzają w wielu miastach. Co o tym myślisz, aby Mikołaj przychodził w lipcu? Przynajmniej dzieciaki nie będą zmuszone marznąć pod sceną...

    Tak to bywa z tymi choinkami organizowanymi przez Ratusze, niestety...

    Mam jednak nadzieję, że choć jutro przyjdzie do Tymka taki prawdziwy Mikołaj i nie będzie mu kazał na siebie czekać?:-) Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Straszni są ci brodaci faceci w centrach handlowych;)
    Mnie deczko dołuje przymus kupowania prezentów wszystkim jak leci. Przeważnie sama dostaję (na urodziny równiż) badziewia na odwal się. Mam zamiar z mniejszych prezentów pokupować kawy/herbaty, ale ze sklepu z tymiż, a z większych prezentów... to jeszcze nie wiem.
    Lubię zakupy. Nawet te ubraniowe, odkąd nie kupuję ich z mamą. Najczęściej kupuję sobie książki. Zatykają dziurę, ale na chwilę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze a propos Mikołaja - na rynku w Gliwicach lat temu z piętnaście... może więcej nawet... na wielkim podium stał święty i tłumowi dzieciaków rozdał paczki z... (UWAGA!) maszynkami do golenia marki na gie.
    SZOK!!! I chamstwo straszne! Od tamtej pory jestem cichym wrogiem publicznych popisów brodatego. Sam sobie nagrabił.

    OdpowiedzUsuń
  4. Generalnie nie lubię teorii Baumana, którymi stara się uprawomocnić "dobry socjalizm", ale w jednym miał rację. Niektórzy ludzie żyją tylko dla konsumpcji. Gdyby nie ona duża część społeczeństwa nie wiedziałby co ze sobą zrobić.

    Co do gminnych Mikołajów to jak każdy tego typu Mikołaj stworzony przez urzędników musi doprowadzić do zawodu wśród małych ludzi :D

    ps. Zawsze się zastanawiałem po co tak właściwie "gęby" (urzednicy, burmistrze itp.) pokazują się przy każdej możliwej okazji? Czy oni naprawdę wierzą, że wyborca ich poprze bo wyleźli i zajęli czas jakimiś gadkami?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja i bez teorii wiem, że tacy ludzie istnieją i ponoć ratują naszą gospodarkę...
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja dziś prowadząc lekcje dla maluchów uradowałam się, a wręcz łzę uroniłam wobec naliczonych osób, które rzeczywiście wierzą całym sercem w istnienie św. Miko ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Auroro, takie coś wzrusza. Mój Tymek dziś ustawił buciki przy łóżku i już czeka, aż Mikołaj w nocy naznosi mu słodyczy.

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  8. Agato, w takim razie Mikołaj sam się powinien ogolić!

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.