piątek, 4 listopada 2011

"Sens"?

Trafiło się, że wpadł mi w ręce miesięcznik psychologiczny "Sens."

Brzmi ładnie tytuł, chociaż wyobrażam sobie taką sytuację w kiosku:

- Dzień dobry. Jest "Sens"?
- Nie ma "Sensu."

Oprócz standardowych psychologicznych artykułów na poziomie, który jestem w stanie pojąć, nie studiowawszy Freuda, Junga czy Adlera, na końcu pisma znajduję prawdziwą perłę, skarb.

Kilka stron ogłoszeń o rożnej maści kursach i szkoleniach psychologicznych.

Mówię Wam, nie wiem, jak mogłem przeżyć ponad 30 lat nie trafiając na podobne wysoce rozwijające umysł i świadomość zajęcia.

Kilka próbek, mój miks, żebyście wiedzieli, co straciliście (no chyba że ktoś już brał w czymś podobnym udział):

I

Indywidualny kurs tantry dla par. Na zajęciach jesteście tylko Wy i para trenerów.

II

Trening uważności - rozwija sieć neuronową ciała. W programie m.in. skanowanie całego ciała.

III

Podróż w głąb własnej mądrości, by zdobyć pracę marzeń.

IV

Mistrzostwo siebie. Moc bycia obecnym. W programie chodzenie po ogniu.

V

(HIT!)

Intensywny kurs szamanizmu hawajskiego HO'OPONOPONO. Nauczyciel ma błogosławieństwo innych szamanów, tytuł "Pierwszy na drodze" i imię GRZMOT. Minimum teorii, maksimum transformujących doświadczeń.



VI

Wakacje z jogą hormonalną i tańcem Bollywood. Odmładza i leczy. Uwalnia wewnętrzne piękno.

VII

Empatyczna komunikacja z poziomu serca. Weekend z empatią.

VIII

Ośmiotygodniowy (!!!) trening współczucia wobec samego siebie.

IX

Warsztaty wizażu, kolorystyki i stylizacji. Dwa dni poświęcone kobiecości, w czasie których dowiesz się, jaką porą roku jesteś (!).

X

Plener fotograficzny SLOW MOTION.

PS

Zapisy oryginalne.

Ktoś chętny?

20 komentarzy:

  1. Co prawda uważam się za Mistrzynie siebie, ale chetnie bym pobiegała po ogniu. Myślę, że poczułabym wówczas moją moc obecnosci szczególnie intensywnie. To gdzie można sie zapisać?

    OdpowiedzUsuń
  2. chcę "współczucia dla samego siebie"! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej, jak ja mogłam funkcjonować do tej pory, nie biorąc udziału w kursie, który nauczy mnie współczucia wobec mnie samej... To straszne. Ale z drugiej strony wakacje z tańcem bollywood. Chyba nie miałabym nic przeciwko :P

    Zawsze miałam wrażenie, że te kursy są dla ludzi, którzy nie mają co robić z czasem i pieniędzmi. Lepiej pojechać na wieś i przejść się po lesie. Kalosze w cenie kursu! Zapraszam :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój Drogi, polecam ogłoszenia z Wróżki i Czwartego wymiaru; wymiatają!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hihi ubawiłam się! Zbieram Sens od pierwszego numeru i za każdym razem jak zadaję pytanie w kiosku, czy na stacji benzynowej czy jest Sens śmiać mi się jak nie wiem:)
    Kupuje nadal ten miesięcznik, ale teraz bardziej z rozpędu. Jeśli mam wszystkie numery, to jakoś nie mogę przestać. Rzadko kiedy trafiam na artykuł, który wniesie coś nowego. Jest coraz słabiej niestety.
    Często sobie podczytuje te ogłoszenia na końcu i czasem chcę mi się śmiać, ale jak teraz zebrałeś te najlepsze perełki uśmiałam się po stokroć!
    Pragnę weekendu z empatią i 8 tygodni współczucia wobec samego siebie! hahaha.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jestem starą wyjadaczką jeśli chodzi o te kursy z Sensu, gdyż kupuję ten magazyn regularnie. Niektóre gazety mają rubrykę "humor", Sens ma właśnie te rozbrajające ogłoszenia "warsztatów" ;P

    OdpowiedzUsuń
  7. hehe, świetny wstęp do posta :)
    I faktycznie, ogłoszenia, bardzo oryginalne, jak już ktoś tu wspomina, bardziej pasowałyby w rubrykę 'humor'. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Kubo, jak zwykle wielkie dzięki. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  9. Auroro, humor ma wiekie zasługi w poprawianiu stanu naszej psyche.

    Może to taka unikatowa terapia "Sensu"?

    OdpowiedzUsuń
  10. Papryczko - to były perły z JEDNEGO numeru z Kotem na okładce. Jednego!

    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Agato, popytam, rozejrzę się. Dzięki za namiar.

    OdpowiedzUsuń
  12. No nie wiem... Jeszcze by mi wyszło, po przeskanowaniu swojego ciała i dotarciu wgłąb własnej mądrości, że moja praca marzeń, to trener tantry...

    OdpowiedzUsuń
  13. To i tak chyba lepsze niż hawajski szaman. Musiałbyś się starać o błogosławieństwo reszty czarodziejów...

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziewczyno bez matury, też podejrzewam, że biorą w tym wszystkim udział ci, którzy nie wiedzą, co robić z kasą i mają mgławicowe pojęcie, czym jest pożytecznie spędzony czas.

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj, jak kiedyś czytałem 'Nauki Don Juana', to myślałem, że szaman, to ma klawe życie... Cała ta odmienna rzeczywistość - ciekawe sprawy.

    OdpowiedzUsuń
  16. Hihihi..ja zapisuję się na kurs nr 8 ;))))

    OdpowiedzUsuń
  17. :) A kursu codzienności nikt nie oferuje? Bo ciężko nam może być odnaleźć się bez tych szkoleń:)
    Można zacząć od rozgrzewki prosto z Bollywood i tanecznym krokiem sunąć z kursu na kurs:)

    OdpowiedzUsuń
  18. rozwijanie sieci neuronalnych w mozgu, a nie w ciele (tak jest napisane w sensie) :), a wspolczucie wobec siebie samego akurat wydaje mi sie wazne... latwo to mozna wysmiac, ale ciekawe, czy je mamy wobec siebie...i innych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie Drogi, "współczucie wobec siebie" to oksymoron. Nie można współczuć komuś, kto jest nami. Chyba że po buddyjsku się oderwiemy od naszych istnień i przyjrzymy się sobie z politowaniem.

      Tylko nie wiem, czy o to akurat chodziło...

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.