czwartek, 10 listopada 2011

Pozdrowienia z Wielkopolski

Nie czuje się jakoś specjalnie mieszkańcem tej krainy geograficznej. Wielkopolska jakoś nie pasuje do mojej zbudowanej na granicy zaborów (Kalisz to jeszcze zabór rosyjski) mentalności - za dużo we mnie rozgardiaszu, szamotaniny, tendencji do rozprężania sił wewnętrznych...

Ojciec to Wielkopolanin (wyrodny, ale jednak), natomiast mama to już Kurpiowszczyzna. Jestem więc w połowie Kurpiem. Nie wiem, cóż to może znaczyć, ale z pewnością brakuje mi typowo wielkopolskiej solidności, tego "porządek musi być!", tego gestu, by pozamiatać w sobotę chodnik przed chatą i z rękami w kieszeniach podziwiać swoje dzieło.

Jestem raczej zarośniętym ogrodem niż zadbaną działką.

Jednak podziwiam miejsce, w którym dane mi żyć, za dwie wartości - wygrane Powstanie (które jakoś nie zyskało ogólnonarodowego nimbu) oraz rogale świetomarcińskie, które wypieka się tu na potęgę w okolicach 11 listopada.

Tak więc pozdrawiam Was serdecznie z serca Wielkopolski i, chociaż wirtualnie, zapraszam na skromny poczęstunek.

13 komentarzy:

  1. Pamietam jeszcze smak tych rogali,chociaz jadlam je bardzo dawno i tez nie pochodze z tamtych stron.Kurcze narobiles mi apetytu,szkoda ze mam tak daleeeeko zeby sie poczestowac:))))
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rogalem się poczęstuję, a nawet dwoma, bo łąsuche jestem ;-P pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. No to się rzuciłeś. Certyfikowane 4 rogale to siakieś 32-39 zł.
    Mnie jakoś szczególna chęć na rogale minęła. Ten cały cyrk wokół certyfikatów, które służą tylko wyciąganiu jeszcze większej kasy na zjadaczu rogali ostudził moje kubki smakowe.
    Niczym sie one nie różnią od tych kupowanych sprzed ery dyrektyw unijnych - tylko waga wzrosła czterokrotnie;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja mieszkałam w Poznaniu dwa lata i jakoś się tam nie odnalazłam. I chyba dopiero Twój wpis mi uświadomił dlaczego... Jestem rodowitą szczecinianką i to ma się nijak do wielowiekowej polskiej tradycji, bo my tam w tym portowym mieście dopiero kilkadziesiąt lat urzędujemy. Nie ma w nas tej dumy, a jest radość. Nie ma honoru i krwi a jest chęć poznania i ekspansji. Nie ma zasiedzenia a jest przestrzeń.

    Nie polubiłam Poznania, a już najmniej polubiłam rogale świętomarcińskie i wciąż zastanawiam się czy to dobry żart, że ta kupa lukru i orzechów tak wszystkim smakuje...

    OdpowiedzUsuń
  5. A propos rogali - wszystko kwestią gustu, ja lubię bardzo i jem je często, jednak trzeba wiedzieć gdzie je kupować. Certyfikaty mnie nie obchodzą, kupuję te, które lubiła jeszcze moja babcia. Moja mama i jej rodzina to poznaniacy od zawsze, tata warszawiak, ja w takim razie kundel- mieszaniec. Uwielbiam Poznań, bo to moje miasto rodzinne, tu się wychowałam, tu żyję. Dla każdego jego miasto pewnie jest najważniejsze, dla szczecinianina Szczecin, dla warszawiaka Warszawa a dla Elvisa Presleya Memphis:)

    .....dziś w Pozku przecudnie, zwłaszcza na Pl.Wolności....konie, ułani, stare samochody, stare melodie.....zapraszam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rogala chetnie pozre;) Gorzej z zamiataniem tego chodnika;))

    OdpowiedzUsuń
  7. Je też z wlkp :)))
    Rogale marcińskie-pychota! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O Ty, i co ja teraz zrobię ze smakiem na rogala? Muszę sobie upiec ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Beatto, czekałem na podobny odzew.

    ;-)

    Wiem, podły jestem...

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  10. Star, mi też lepiej wychodzi to pierwsze niż to drugie.

    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. I. Bo - jasne, patriotyzm lokalny jest bardzo ważny. Ja jestem rodem z Kalisza i żadne inne kraje mi mojego kochanego grodu nie zastąpią.

    Pzdr

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.