czwartek, 6 października 2011

Urywki ostatniości II

Wciąż chory. Antybiotyk nietrafiony, bo co i rusz mnie katar dusi, kaszel dławi... Synka niemal zaraziłem, bo katar mu się ruszył, a u niego to pierwszy krok do poważniejszych chorób.

We wtorek obudził się zasmarkany o 2 w nocy i przewalczył do 3:30. Gdy obudziłem się rano, byłem bardziej zmasakrowany bezsennością niż w środku nocy. Cały dzień więc krążyłem jak zombie, który zamiast ludzkiego ciała poluje na kofeinę. No ale ile można żłopać kawę?!

Gdy wracałem do domu autobusem nie miałem siły nawet czytać książki, a PKS to mój partner, dzięki któremu czytam jakieś dwie-trzy powieści miesięcznie. No więc chowam czytnik do torby, opieram się wygodnie i... budzę się dwa przystanki od miejsca, w którym powinienem wysiąść!

Musiałem drałować pieszo jakieś trzy kilometry, by się do domu dostać. Pieniędzy nie miałem, więc odpadał pomysł z czekaniem na jakiś autobus jadący do mojej mieścinki.

***

W oknie urzędu miejskiego wywieszono listy kandydatów do sejmu. Przyjrzałem się ludziom pod kątem wykonywanych zawodów. Pomiędzy nauczycielami, przedsiębiorcami, artystami znalazła się perła:

"Preparator trofeów łowieckich."

Z pewności znajdzie się jakieś zajęcie na Wiejskiej dla tego pana.

6 komentarzy:

  1. Ciekawe ktora partie reprezentuje pan Preparator? Doprawdy, bardzo ciekawe...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym zagłosowała właśnie na niego. A nóż dostałabym za to jakieś trofeum ;-P

    OdpowiedzUsuń
  3. A można żłopać kawę, można :) Nieraz i po 5 kubków dziennie... Tylko nie wiem ile ja tak pociągnę ;)
    Zdrowia życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdrowia życzę!
    ...a posłom preparatorom, żeby się wypchali.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdrowia życzę!
    ...a posłom preparatorom, żeby się wypchali.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.