czwartek, 27 października 2011

No-name

No-name – produkt anonimowy, pozbawiony logo producenta i cech charakterystycznych dla innych firmowych produktów tego rodzaju.

Mam pióro marki no-name właśnie. I to tym piórze właśnie będzie ten post.

Pióro dostałem przypadkowo. Jeden mój uczeń wziął udział w konkursie recytatorskim. Byłem jego opiekunem, choć prawdę mówiąc chłopak wszystko sam opanował – znalazł repertuar, znalazł interpretację głosową, pomysł, by błysnąć przed publicznością.

Udało się zdobyć drugie lub trzecie miejsce, nie pamiętam. Chłopak zgarnął dyplom i jakiś zestaw książek, ja dyplom „za przygotowanie” (sic!) i zestaw pióro+długopis.

Całość przeleżała na dnie biurka jakieś dwa lata. Patrzyłem na tę zdobycz czując pewien dyskomfort. Nie należało mi się, taka prawda. W końcu jednak otworzyłem pakunek, zważyłem pióro w ręku i… ładnie leżało. Ładnie.

Kupiłem zbiorniczek z czarnym atramentem, zassałem (piórem, nie buzią) i postawiłem pierwsze litery. Pióro ślizgało się po kartce, kreśliło cieniutkie jak włos niemowlęcia kreski. Zakochałem się.



Pióro noszę w kółko, chociaż od czasu do czasu zasycha. Podejrzanie szybko. Psuje się? W końcu to żadna „firmówka”, anonimowy produkt, może chiński, może marsjański. Nie wiem.

Nawet w sieci szukałem producenta pióra. Miałem skromne dane – nazwę, której się uczepiłem. Ale na stronie zakładu artykułów papierniczych, która mi się wyświetliła, nie znalazłem NIC oprócz długopisów i markerów.

Żadnej szansy, by znaleźć duplikat, a kupiłbym chyba 10 sztuk takich, by być ubezpieczonym na resztę życia.

Nic. Po prostu no-name.

Gdy raz posiałem pióro w szkole (oj, płakałem), Żona kupiła mi Parkera. Niewypał. Parker był za lekki i stawiał grube atramentowe kulfony. Parkera używam tylko po to, by coś nabazgrolić na uczniowskich pracach.

No-name ma szlachetniejsze zadania – pisze prozę, poezję, dzienniki, notatki o książkach…

W dobie komputerów, laptopów, netbooków, mimo entuzjazmu, z jakim powitałem czytniki książek etc. , nie potrafię pisać nie piórem. Pokancerowanym, z poobijaną skuwką, z matową już stalówką.

Anonim. 

Pewnie w jakimś magazynie leżą całe kartony takich piór, ktoś się o nie potyka, przeklina, a ja matkuję mojemu pióru jak rodzic, który tyle lat czekał na upragnione dziecko i teraz nie chce za nic na świecie zostawić je same…




25 komentarzy:

  1. Ja się nigdy nie nauczyłem pisać piórem. Nie wychodziło mi, trochę żałuję. Chyba po prosu nie piszę ładnie, a piórem, to już w ogóle dramatycznie.
    Za to miałem takie przyzwyczajenie, że pisałem wszystko na zielono. Zielone notatniki, zielone notatki z wykładów, oddawałem zielone kolokwia, już w szkole pisałem na zielono zielone zeszyty i klasówki. Wysyłałem zielone listy.
    Teraz też na zielono piszę, gdy piszę coś dla siebie. Tyle tylko, że robię to rzadziej. Częściej stukam w klawiaturę.
    Listów już nie wysyłam, a szkoda. Kiedy czytam na przykład o wydaniu listów Mrożka i Lema myślę sobie: szkoda! Ja może literatury najwyższych lotów w formie epistoł nie tworzyłem, ale liściki dopracowywałem i dbałem o formę i wychodziło mi to. Może gdzieś one tam jeszcze leżą, u niegdysiejszych penfrien'dó.
    Tak czy inaczej - ręcznie piszę głównie w pracy, służbowe notatki. Na czarno, takie procedury...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem trafia się rodzynek wśród no-name product. niestety coraz rzadziej- niestety im taniej tym gorzej. Z markowymi jest tez słabiej bo aby obniżyć koszty a zmaksymalizować zyski produkują słabsze rzeczy. Klient kupi bo marka na rynku uznana i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mam takie, od 15 lat ;D nawet moja pani promotor mi zazdrości ;D dałam jej na chwilę potrzymać ;DDDDDD
    Przypadki są wielkie - jestem pewna, że trafisz jeszcze na duplikat!

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam kiedyś pióro, które z bożej łaski dostałam od koleżanki - od taka zakoszona kumpelce z podstawówki rzecz (za jej zgodą, bo dziewczynki wymieniają się wszystkim). Parker. Pisał BOSKO! To było w stu procentach MOJE pióro. I co? Ukradli mi. Od tamtej pory miałam dziesiątki piór, nawet z Kubusiem Puchatkiem, ale żadne mi nie leży; zalewają, zasychają, stalówki się wyginają, wszystko kicha... Tęsknię...

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety, pojęcia nie mam gdzie można nabyć takie pióro.Nie pomogę.
    Ale wielki szacunek-duży plus za to, że piórem piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bo takie niczyje pióro tylko, kiedy stanie się czyjeś, ma szansę na odrobinę miłości. Jak kot, jak pies, jak róża... Jak lisy i ludzie:

    "Mały Książę poszedł zobaczyć się z różami.

    - Nie jesteście podobne do mojej róży, nie macie jeszcze żadnej wartości - powiedział różom. Nikt was nie oswoił i wy nie oswoiłyście nikogo. Jesteście takie, jakim był dawniej lis. Był zwykłym lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz zrobiłem go swoim przyjacielem i teraz jest dla mnie jedyny na świecie.
    Róże bardzo się zawstydziły.

    - Jesteście piękne, lecz próżne - powiedział im jeszcze. - Nie można dla was poświęcić życia. Oczywiście moja róża wydawałaby się zwykłemu przechodniowi podobna do was. Lecz dla mnie ona jedna ma większe znaczenie niż wy wszystkie razem, ponieważ ją właśnie podlewałem. Ponieważ ją przykrywałem kloszem. Ponieważ ją właśnie osłaniałem. Ponieważ właśnie dla jej bezpieczeństwa zabijałem gąsienice (z wyjątkiem dwóch czy trzech, z których chciałem mieć motyle). Ponieważ słuchałem jej skarg, jej wychwalań się, a czasem jej milczenia. Ponieważ... jest moją różą."

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam dwa zasadniczo pióra. Watermana, mojego ulubionego, który pisze cieniutko atramentem "royal blue". I kapryśny jest. Toleruje jedynie oryginalny atrament.
    A do pracy noszę jakiegoś tam zwykłego Parkera. Nie żal jak spadnie na podłogę.
    Długopisem nie bardzo potrafię pisać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja żadko korzystam z pióra. W zasadzie tylko wtedy, gdy trzeba coś ważnego podpisać, wypisać jakieś życzenia itp. Ale dobrze jest mieć pióro, którym dobrze się piszę. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  9. ... ja zawsze pisałem tylko piórem i miałem ich w życiu wiele... do każdego byłem emocjonalnie przywiązany. Nigdy nie zapomnę "żaczków" - czeskiego plastikowego pióra. Pisałem takimi w podstawówce. Jedno było przeze mnie mocno eksploatowane przez dobrych kilka lat! Zadziwiające to było, bo pióro to wygląda na mało trwałe - a jednak takie jest:) Zgadzam się z Elą - pióro też trzeba umieć oswoić. Osobiście bardzo lubię Parkery - miałem ich kilka (niektóre pechowe były - padały łupem złodziei) ale od dawna korzystam z jednego - podstawowa wersja ,srebrny, już dobre kilka lat sprawuje się bardzo dobrze. Jednego - bardzo drogiego Parkera, którego dostałem w prezencie a był to ze strony tej osoby bardzo nieszczery gest - nie udało mi się oswoić. Nie mam go już...

    OdpowiedzUsuń
  10. Podzielam Twój entuzjazm, ba! Matkowanie! :D
    Choć jestem na etapie klawiatury i czerwonego długopisu (nauczycielka...) nadal mam ogromny sentyment do piór. Im bardziej no-name, tym lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Auroro, Odyseusz też chciał być no-name...

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  12. Piotrze, dla mnie Parkery zawsze jakoś tak masowością pachniały. Jasne, są pewnie modele, z którymi bym się zaprzyjaźnił, ale... cóż, zawsze kojarzą mi się z brudzącymi nabojami z atramentem...

    OdpowiedzUsuń
  13. Pióro z podstawówki, wszyscy mieliśmy takie samo z tego samego, osiedlowego papierniczego...to było pióro cudo:).
    Uwielbiam niemarkowe produkty.

    OdpowiedzUsuń
  14. Doskonale rozumiem Bosy Antku, że skojarzenie zostało i w związku z tym Parker nie jest Twoją ulubioną marką. Ja mam skojarzenia dobre. Poza tym rzadko korzystałem z nabojów - zawsze dokupowałem sobie tłoczek na atrament. Ale czyżby nikt nie znał "żaczków" - czeskich, kultowych piór?

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja również mam słabość do piór. Pozdrawiam pasjonata. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Piotrze, zaintrygowałeś mnie. Poszukam i się zorientuję, o co chodzi z kultowością.

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  17. I. Bo - nie-marki to niesamowita marka!

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  18. Phazi, kapryśne pióro, powiadasz. Może to "ona"?

    OdpowiedzUsuń
  19. Agato, złodziejstwo w pewnych wypadkach jest po prostu NIE-DO-WYBACZENIA.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja też tylko piórem - uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  21. Tylko, że ja na niebiesko, czarny mi jakoś "nie leży":)

    OdpowiedzUsuń
  22. ja watermanem. bardzo jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  23. natomiast od dziecięctwa jestem emocjonalnie zżyta z moim starym Wing sung-iem :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.