środa, 21 września 2011

Westerplatte broni się głupio...

Moje ciało to ostatnio Westerplatte. Wciąż atakowane jakimiś wrogimi bakteriami, wirusami. Wciąż dzielnie odpierało szturmy, wciąż się zbroiło w witaminy i inne suplementy, by przeżyć snującą się w domu chorobę (dzieci chore, teściowa chora, Żona też).

W końcu kapitulacja. Wczoraj gorączka, ból gardła okrutny, pierwsze prochy w tym roku rozpuszczane w ciepłej wodzie. Poty, drżenie...

I zawsze w takich chwilach przypominam sobie taką oto historyjkę z własnego życiorysu:

chodzę do liceum, stary koń już jestem, ale grypa mnie dopadła i zamieniła w bezbronnego zdanego na opiekę Mamusi synka.

Synek cały dzień zdycha. Nic nie może jeść, bo gardło ma zmasakrowane. Pada z głodu niemal. Dopiero wieczorem, gdy antybiotyk zaczął jako tako działać, wstaję z łóżka i człapię do kuchni. Mamusia kochana przygotowała ukochane spaghetti - aż się niemal wzruszyłem matczyną dobrocią.

Siedzę nad parującym talerzem. Ślina napływa do ust. A ja trzymam pod pachą termometr i mówię sobie:

"Tylko zmierzę temperaturę i jem. Akurat zdąży nieco ostygnąć."

Temperatura nieco spadła. 37,6 zaledwie. Już chwytam widelec, gdy przychodzi mi do głowy szatański pomysł:

"Ciekawe, jaką temperaturę ma spaghetti?"

Wkładam srebrzystą końcówkę termometru w sam środek polanego sosem makaronu i słyszę trzask - jakby pękła miniaturowa świetlówka...

8 komentarzy:

  1. Chyba jakiś ogólnoludzki kryzys opanował świat!
    Szkoda tego jedzonka! Aż się zaśliniłam na samo wyobrażenie tego makaronu z rtęcią:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz świętą Mamę:)
    Nawiasem mówiąc, grypy nie leczy się antybiotykami:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja kiedyś podgrzałem termometr, żeby do szkoły nie iść... W herbacie. Na szczęście nie pękł. Też byłem stary koń, a taki pomysł...

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha :D moi bracia mieli podobne pomysły, a obaj bali się tej rtęci rozlanej bardziej, niż pójścia do szkoły ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Makaron z rtęcią zaowocowałby pewną nominacją do Nagrody Darwina, moi Drodzy.

    dzięki za komentarze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Auroro, rozlana rtęć to straszne paskudztwo. Lepiej z miejsca się przestawić na elektroniczne termometry.

    OdpowiedzUsuń
  7. Liv, mamusia jest spoko....

    pzdr serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.