piątek, 2 września 2011

Pokarało mnie srodze...

Idziemy z rodzinką na spacer. Kierunek - zamek i park. Trzeba pozwolić się młodemu dotlenić po kilku ładnych godzinach w przedszkolu. Idziemy. Żona zostaje w małej "placówce gastronomicznej" obok wejścia do parku, jakaś kawa. A ja z Tymkiem kierujemy się do zamku.

Tam się dzieje! Podjeżdżają kolejne i kolejne samochody. Piękne, niemal prosto z salonu. Lepszy świat. Lepsze życie. Wysiadają ludzie z wyższej półki. Piękni, ubrani w butikach, które zaopatrują "światowej sławy" projektanci. Luźni, swobodni. Mężczyźni - rozrzucone gesty. Kobiety w kapeluszach. Atmosfera wyścigów konnych w Ascot.


Blask bijący od półbogów (lub bogoli, jak to się u mnie mówi)

Podchodzimy z Tymkiem bliżej. W sumie nawet nieco mieszamy się z tym tłumem arystokratów, czujemy ich perfumy,  ocieramy się o ich  odświętne stroje. Słyszymy śmiechy. Zbyt perliste jak na mój gust.

Docieramy do upiornie długiej limuzyny, która zaparkowała przed zamkiem. "Para Młoda" zamiast tablicy rejestracyjnej. Wszystko jasne. Ślub w zamku! Państwo młodzi jak z Disnejowskiej ekranizacji idealnego życia. Tak bajkowo się zrobiło. Tak romantycznie. Tak światowo.


Oczywiście piszę w pełen zgryźliwości sposób. Trochę jak (zachowując proporcje) Prus o arystokratach w "Lalce." Po prostu mam serce po lewej stronie i raczej wnerwia mnie ten Olimp, na którym rezydują ludzie z grubszymi portfelami i rozrośniętymi ego.

Podłe to? Może.

Ale chyba nie tylko ja czułem coś podobnego obserwując ten teatr ślubny. Na ławce obok siedziała młoda mama z mężem. Mama - antyteza elegancji. Puszysta, włosy ścięte niemal do skóry, okulary. Czarna bluzka i spodnie. Taki encyklopedyczny wizerunek anarcho-feministki.

- Zobacz, jaki tłum - mówi do męża, wskazując gości weselnych - taki sam tłum będzie przed Sądem Rejonowym, gdy będą się rozwodzić.

Zgryźliwość pierwsza klasa. I mimo mojej awersji do krótkowłosych dziewczyn, w tym momencie poczułem, że znaleźlibyśmy wspólny język.

Ale we wszechświecie musi istnieć jakaś sprawiedliwość, skoro nabijanie się z bliźnich bywa surowo, i czasem natychmiast, karane.

Wchodzimy z Synkiem do parku. Siadamy na kamieniach wystających z fosy i obserwujemy pływające tuż pod powierzchnią rybki. Zadowolenie przerywa nagle okrzyk Tymka:

- Tata! Zachciało mi się siku!

No to ja szybko w kierunku najbliższych krzaczków. Opuszczam mu spodnie. Majtki jeszcze suche, a on mi na to:

- Tata, jeszcze kupę zrobiłem...

15 komentarzy:

  1. Twój Synek ma niebywałe wyczucie chwili. daj mu ode mnie soczystego cmoka w czółko. strasznie fajny gość z niego kiedyś będzie! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Za dużo patosu, to nie zdrowo. Syn wyczuł moment! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. hahahahha "nie Antku";) to Syn podsumowal:)
    a z tym rozwodem to tez tak sobie zlosliwie pomyslalam:)
    nie lubisz kobiet z krotkimi wlosami?? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie że nie lubię...ale czekam, aż odrosną.

    ;-)

    Tak jak moja Żona nie lubi zarośniętego mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach te dzieci:) Tymek okazał się bardziej zgryźliwy :) i pokazał gdzie ma te wszystkie splendory :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. tak romantycznie i światowo...w zamku owiniętym bandażem, no dajcie ludzie spokój...

    Tymek podsumował!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zobaczylam zdjecie i pomyslalam dokladnie to samo co Magda:))) Taki highlife w zamku obwieszonym szmatami?

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jednak założę fanklub Tymka. Gość mi imponuje reakcjami na pewne zjawiska z naszego życia.

    OdpowiedzUsuń
  9. W tym świecie, to Tymek z jego numerami już miałby tysiące znajomych na fejsie! I wcale się nie dziwię, bo ma Chłopak potencjał i odpowiednie nastawienie dla świata :))))

    Co do ślubu z bajki - jakbym do końca nie doczytała, to myślałabym, że na jakiś remont narzekasz :DDD (Limuzyna mi się w oczy nie rzuciła, ja nie wiem)
    Jak z bajki... Remont jak z bajki :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój kolega ostatnio postawił dom pod Opolem o wartości przeszło miliona złotych. W kredycie, we frankach. Spłacać będzie ponad 30 lat. Jeśli nie on to jego dzieci.

    Wczoraj aktywowałem kartę w banku. Po tej operacji pani proponuje kredyt. Oczywiście, jako zadeklarowany purytanin, odmawiam.

    Do czego zmierzam? Otóż w Polsce nie ma klasycznej klasy średniej taka jaka jest na zachodzie. Klasy, która osiągnęła pewien status społeczny własną, ciężką pracą, a nie kredytami czy nepotyzmem/kolesiostwem. Brak takiej klasy średniej przy jednoczesnym łatwym dostępie do kredytów powoduje to czego nie przewidzieli nawet tacy geniusze jak B. Franklin (genialny purytanin, który doszedł do wielkiej fortuny dzięki wytężonej pracy, nawet jak był milionerem to nadal sam brukował ulice w Waszyngtonie, bo uważał, że tylko to pozwoli mu hartować charakter). Otóż ludzie chamieją z nadmiaru gotówki niewypracowanej własnoręcznie tylko pożczonej. Inaczej zachowuje się człowiek, który dorobił się po latach fortuny, a inaczje gdy ją pożyczył na procent (potrzebujesz 300000, bank daje Ci 600000 oddajesz 1200000) i spłaca dziesiątkami lat (albo spłacają jego dzieci - co też staje się powszechne). Moim zdaniem nie ma nic złego, że urządza się wesele na zamku. Ale gdzie tutaj jest estetyka, którą cechuje to co Anglicy nazywali middle-class? Zamek - ok, bajkowy klimat - ok, ale czy aby rusztowania z paskudnymi siatkami zabezpieczającymi to klasa klasy średniej, czy słoma w butach klasy bez klasy?

    OdpowiedzUsuń
  11. @"Tak jak moja Żona nie lubi zarośniętego mnie."

    Wiem coś o tym... Jak pojawi się choćby mały kłak na twarzy to jest nakaz pójścia do łazienki i zrobienia z tym porządku ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Witaj Janku, nim odniosę się do ciekawej całości, jedna kwestia - moim zdaniem 3/4 bogatych ludzi na świecie nie zapracowała na swoje pieniądze - oni je odziedziczyli.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak, jak to ładnie ujął Ken Follett w przedmowie do jednej powieści:

    "W rzeczywistości
    okoliczności, na które zupełnie nie mamy wpływu, zwykle decydują o naszym życiu lub
    śmierci, o tym, czy będziemy szczęśliwcami czy nieszczęśnikami, nagle zdobędziemy
    kupę forsy czy wszystko utracimy. Na przykład: większość ludzi bogatych stała się nimi,
    odziedziczywszy pieniądze. Większość dobrze odżywionych po prostu miała szczęście
    urodzić się w zamożnym kraju. Większość ludzi szczęśliwych urodziła się w kochających
    rodzinach, a większość nieszczęśliwców miała trzaśniętych rodziców.

    Ani nie jestem fatalistą, ani nie wierzę, że wszystkim w życiu rządzi ślepy los. Nie
    kierujemy naszym życiem w taki sposób, w jaki gracz w szachy przesuwa swe bierki, ale
    życie nie jest też grą w ruletkę. Prawda, jak zwykle, jest skomplikowana. Mechanizmy,
    na które nie mamy wpływu – a niekiedy nawet ich nie rozumiemy – determinują los
    człowieka; ale wybory, jakich sam dokonuje, mają swoje konsekwencje, nawet jeśli są to
    konsekwencje, których nie przewidywał."

    OdpowiedzUsuń
  14. Hahaha! :D Synek wymiata :D
    A sprawiedliwość musi być :P
    Fajnie tu :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dzięki, miło że wpadłaś. Rozgość się.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.