wtorek, 20 września 2011

Moja odpowiedź na zewnętrzny układ sił...



Jest taki wiersz, który przez całe lata przypominałem sobie, gdy było źle. 


Ten wiersz to 


Dar (Czesława Miłosza)


Dzień taki szczęśliwy.
Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.
Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.
Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.
Co przydarzyło się złego, zapomniałem.
Nie wstydziłem się myśleć, że byłem kim jestem.
Nie czułem w ciele żadnego bólu.
Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.



Dziś jednak wiem, że ten wiersz kłamie. Niczego nie obiecuje. Jest złudnym pocieszenie. Marnym mirażem spokoju. 


Dziś wiem, co czują bohaterowie tego wiersza Grzegorza Wróblewskiego:



Larsen opowiada nam w pubie na Chistianshavn o swojej niezasłużonej, małej stabilizacji


Rozumiem się dobrze, Larsen: Jesteś teraz,
podobnie jak i ja, tłustą świnią, zapychasz się
solonymi orzeszkami i czytasz w dziale plotek
o austriackich nazistach, którzy bezkarnie
panoszą się w Internecie.
Ale nie przejmuj się, Larsen! Każdego to może
spotkać! W kurwę... Spójrz tylko na tych smutnych
chłopców w pomarańczowych kaftanach, którzy od rana
wycinają zarośla na fosie. Czy chciałbyś jeszcze raz,
mieć coś z nimi wspólnego?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.