czwartek, 8 września 2011

Limbo

Wchodzących wita naturalnych rozmiarów niedźwiedź, którego czyjś szalony kaprys kazał ubrać w strój człowieka - spodnie i koszulę. Stoi, patrząc martwymi oczami na wchodzących, których się tu zostawia.

Ściany zdobią obrazy - jakaż to wyobraźnia stworzyła te karykatury istnień, ten kolory spłodzone w głębi nocy pogrążonych w majakach, te kształty pulsujące rytmem amorfii. Z każdej ściany. Jakby wchodzący mieli być przygotowani na najgorsze...

Korytarze lekko skręcają, prowadzą do osobnych sal, gdzie pierwsi już siedzą na swoich miejscach i uporczywie wpatrują się w drzwi, w tych, którzy którzy ich tu zostawili, by nie wrócić się, nie obejrzeć się...

Po chwili rozlega się płacz. Płacz rośnie, podnoszony do potęgi następnymi krzykami, jękami, zawodzeniami...

Poranek w przedszkolu im. Misia Uszatka.



***
Od tygodnia Tymek chodzi do przedszkola. Jest cieżko. Momentami bardzo. Żadna wesoła wizja. 

Codziennie rano zaczyna się litania...

"Tata, nie jedź do pracy. Ja nie chcę, żebyś zarabiał pieniądze. Tata, weź mnie ze sobą. Zostań ze mną w przedszkolu. Ja zostanę w domu sam. Nic mi się nie stanie. Nie lubię przedszkola..."

Trzeba być twardym jak Charles Bronson, żeby nie ulec rozpaczającemu (z zachowaniem pewnej dziecięcej godności) Synkowi. Serce się łamie, gdy zrezygnowany powtarza: "Tata, wytrzyj łezki..." i jak na ścięcie idzie w kierunku samochodu, którym go zawozimy.

W samym przedszkolu szybko jest przejmowany przez panią, a on idzie z płaczem w kierunku łazienki, gdzie myje rączki.

Gdy po niego przyjeżdżam, mówi: "Ja tak bardzo płakałem za tobą. Bałem się, że nie przyjedziesz..."

A wczoraj w nocy obudził się pierwszy raz z rykiem i taką dawką agresji, którą wyładował na nas, że wyglądało to jak rasowy przykład opętania.

"Ja chcę wybić szybę! Ja chcę wybić tacie oko! ja chcę zabić mamę!"

Podrapał nas, siebie podrapał... 

Koszmar.

Ok, ja rozumiem, że przedszkole socjalizuje dzieci. Że w domu dużo więcej by się nie mógł nauczyć i snułby się wśród starych zabawek. Że to pierwszy mały niezbędny krok, ale, 

do cholery jasnej!, 

czy przypadkiem rozwój intelektualny u niego nie wyprzedził rozwoju emocjonalnego i czy po prostu Tymek nie jest jeszcze zwyczajnie za mały na opuszczenie domu?

Nie wiem.

Mam nadzieję, że najbliższe tygodnie rozwieją nam wątpliwości.

Tata...

...smutny...





5 komentarzy:

  1. Słuchaj, nie chcę Cię głupio pocieszać, ale faktycznie dajcie sobie trochę czasu. Z drugiej strony... Moja Kobietka w przedszkolu odnalazła się od pierwszej sekundy, a pierwsze tygodnie w szkole to był dramat. Nie ma złotego środka. A to przedszkole w Twoim opisie jawi się jak z filmów Hassa - sama bym tam nie chciała zostawać...
    Trzymajcie się Wszyscy!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Damy sobie, damy...

    Czy mamy wyjście? Pewnie będziemy musieli mieć w przypadku, gdy się młody rozłoży psychicznie.

    (Mi się zawsze instytucja przedszkola kojarzyła bardziej z wyjściem awaryjnym niż atrakcyjną placówką dla małolatów)

    PZDR

    bosy

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie się tak kojarzy żłobek, dlatego stanęłam na rzęsach, żeby Kobietka tam nie chodziła i udało się. Natomiast co do przedszkola trafiliśmy w dziesiątkę. Normalne, osiedlowe, blisko szkoły w której wówczas pracowałam, z zewnątrz rozpacz:P A w środku - ideał. Jasno, wesoło, czysto, śmiech dzieci, bardzo wymagające, ale wiecznie uśmiechnięte Panie /jak One to robiły?/, pyszne posiłki i bogata oferta programowa. Jak się chce, to można.
    Szkoła już nasza, rejonowa najlepsza w mieście z państwówek, z ofertami niczym prywatna, ale klasy I-III z powodu wychowawczyni mieliśmy przechlapane. Teraz jest lepiej, zdecydowanie.
    Piszę to, bo Kobietka tak na sto procent jeszcze się nie odnalazła w grupie w szkole, mimo 'szeroko zakrojonych działań'... Tak też bywa. A szkoła obowiązkowa:) Zresztą, ja akurat uważam, że umiejętność bycia w grupie, choćby trudnej to szkoła życia... Witamy nasze Pociechy w dorosłości...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja znalazłem sposób na córkę. Pierwsze dni to była masakra. Teraz idziemy najpierw na dwudziestominutowy spacer, gadamy ,oglądamy okoliczności przyrody. Po tym idzie juz spokojnie do przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja do przedszkola nie uczęszczałem, dopiero do zerówki. W przedszkolu było strasznie nudno.

    Wolałem w domu poczytać w gazecie co będzie na wieczorynkę XD


    Jeżeli to jest "przedszkole", nie "zerówka", która jest obowiązkowa - to może w istocie należy dać mu więcej czasu? Nie każdego ciągnie w te strony ;)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.