piątek, 16 września 2011

Anty anty

Towarzystwo się pochorowało. Tymek, Kalina - jedno od drugiego.

Jedziemy do lekarza. Cóż, to nie "nasza" pediatra, ale lekarz jest lekarz, prawda?

Wchodzimy. Za biureczkiem siedzi blond pani w średnim wieku. Wzbudza zaufanie? Hmmm, może, pierwszy raz ją widzę. W każdym razie charyzmę ma jak Tadeusz Mazowiecki. Bada, powiedzmy, porządnie.

Najpierw młody - "osłuchowo czysto", ale "gardło brzydkie." Potem Kalina. Podobnie sprawy się mają.

Co na recepcie? Antybiotyki. Mnie nieco zmroziło. Tymek już brał podobne świństwa, ale był wtedy w 10 razy gorszym stanie. A Córa? Nie za młoda?

W domu sprawdziłem w encyklopedii leków co jest co - okazało się, że skutki uboczne jednego z antybiotyków  opisane są na przestrzeni większej niż zajmuje treść polskiej konstytucji.

O nie, nie dajemy. Idziemy do kogoś, kto z mniejszą swobodą szafuje lekami. Bo w sumie co to za sztuka? Też bym tak mógł.

- Ma pan zaczerwienione gardło? Ten antybiotyk! Boli panią brzuch? To ten antybiotyk.

Proste?

***

Młody dziś drugi dzień z rzędu jest w domu z babcią. Cieszy się od rana, przeszczęśliwy. Jakby był wczoraj taki, do przedszkola by poszedł. A tak ma wmówione, że w przedszkolu jest sprzątanie i dzieci zostają w domu.

To wersja oficjalna, w którą uwierzył i nie wolno z oczywistych względów tej fikcji mu rozbijać.

Jak powiadają - kłamstwo podstawą wychowania małych dzieci.

13 komentarzy:

  1. Matko, jakie śliczne imię - 'Kalina':) Cudowne, szkoda, że ja na to w swoim czasie nie wpadłam, aczkolwiek imię Kobietki było porządnym szokiem dla Rodzinki i Przyjaciół...
    Kobietka ma prawie 11 lat, raz w życiu miała przepisany antybiotyk, z wyraźnym zaleceniem Lekarki, żeby go podać w 'ostatecznej ostateczności'. Więc nie podałam. Tym sposobem moje Dziecię jeszcze nigdy nie miało w ustach antybiotyku, a ja może dwa razy w dzieciństwie. Obecnie mój organizm nie toleruje antybiotyków podawanych doustnie.
    Życzę Wam zdrówka:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że to było mądre, aby spróbować gdzie indziej. Wydaje się, że niektórzy lekarze zbyt szybko odrazu przepisują antybiotyki. A organizm się przecież do nich przyzwyczaja i jak kiedyś naprawdę antybiotyk będzie potrzebny, może okazać się nieskuteczny. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Za to nasza Ala całą paletę dostępnych w handlu i przemycie antybiotyków zaliczyła w ciągu pierwszych pięciu swoich lat życia. Łatwo nie było...
    Zdrowia życzę całej Bandzie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj szastaja tymi antybiotykami, szastaja. Tez jestem przeciwna, moj syn przez 35 lat zycia mial antybiotyk raz i mam nadzieje, ze to mu wystarczy do konca;)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Kłamstwo, powiadasz? ;-) hihihi

    Mnie kojarzy się anegdotka z z panią doktor medycyny pracy z ubiegłego tygodnia. Otóż pani podczas osłuchiwania mnie chrupała orzeszki w czekoladzie. Chrupała tak, że ja słyszałam to chrupanie. tylko czy ona COKOLWIEK słyszała?

    OdpowiedzUsuń
  6. My swego czasu zmieniliśmy przychodnię w poszukiwaniu lekarza z normalnym podejściem. Od pierwszej pani doktor uciekliśmy po tym, jak zapisała Młodemu maść na sterydach na jakiś problem ze skórą (który w końcu sam przeszedł).
    Teraz, gdy się coś dzieje, Chłopaki dostają dawkę uderzeniową: syrop z czosnku, cebuli i miodu (bardzo lubią), witaminę C - nic poważnego się u nich, odpukać, nie rozwinęło.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdesperowany, syrop ten uwielbiają moja szwagierka z mężem. Efekt dodatkowy - wampiry się ich nie imają...

    ;-)

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  8. Auroro, kłamstwo, stety/niestety, to broń niesamowita.

    - Wypij, to wcale nie jest niedobre. Będzie ci smakowało.

    - Nic nie będzie bolało.

    - Tata wróci za pięć minut...

    Cóż. Nie wyobrażam sobie wychowywania maluchów bez hmmm.... bujania ich.

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  9. Stardust, starsze pokolenia cuś odporniejsze są jednak.

    OdpowiedzUsuń
  10. Phazi, jak swiat światem, przemyt musi być. Najlepsze ponoć na kolki są niemieckie krople, które w Polsce są ponoć nieosiągalne.

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem dumna z tego, że uparcie nie podaję antybiotyków. Lekarze są często zbyt ostateczni, to mi się nie podoba. Kilka razy bylismy juz stawiawiani z Igorem w takiej sytuacji, ale idealne wyważenie mojej intuicji i zdrowego rozsądku zawsze okazywało się najlepszym, bo mało inwazyjnym, rozwiązaniem.


    Zdrówka dla dzieciaków!

    OdpowiedzUsuń
  12. My próbowaliśmy bez antybiotyku 2 razy. Raz dziecko wylądowało w szpital, drugi raz było juz prawie jedna nogą w tym miejscu. U naszej córki strasznie szybko infekcje przeobrażaja się w masakryczne stany. Lekarka daje antybiotyk jak musi - jak widzi,że sie obejdzie to nie daje. Jednak jak przepisuje to nie dyskutuję. Na razie sie na niej nie zawiodłem

    OdpowiedzUsuń
  13. A my wychodzimy z chorób własnie.... bez antybiotyków... Chwała Panu!

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.