poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Tryby

Zaczynamy młyn:

a) dziś pierwsze zebranie w szkole, pierwsze obowiązki przydzielone, pierwsze wizje tego, co się może przytrafić przez długich 10 miesięcy pracy. Jutro kolejne zebranie, pojutrze kolejne zebranie, popojutrze rozpoczęcie roku szkolnego... A zakończenie dopiero 29 czerwca. Chodzimy do oporu,

b) Synek trzy razy był już w przedszkolu na zajęciach adaptacyjnych. Takie mikroskopijne zajęcia trwające 2 godziny. Zabawy, jedzonko, leżakowanie. Synek przezywa to ciężko. Ryczy, gdy tylko zda sobie sprawę z tego, że Mama znika mu z oczu. Pocieszające jest to, że nikogo nie pobił i łez jest z dnia na dzień coraz mniej...

c) Żona wraca po przerwie do swojej szkoły. I tu przezabawna sytuacja sprzed ponad tygodnia. Żona idzie na spacer z Córą. na ulicy trafia na swoją uczennicę, którą będzie w tym roku uczyła w klasie maturalnej. Po krótkiej dość powierzchownej wymianie grzeczności, dziewczyna mówi:

- Ale z pani się przez ten rok urlopu (macierzyńskiego - moje wtrącenie) zrobiła laska.

I tak całą naszą trójkę wchłaniają powoli tryby państwowej edukacji. Każdego na swój sposób mielą.



Córa się jeszcze nie kwalifikuje, ale wkrótce, wkrótce...

10 komentarzy:

  1. Bardzo mi sie podobaja adaptacyjne zajecia dla przedszkolakow, dzieci chyba lagodniej to przechodza niz tak rzucone na gleboka wode calodziennych zajec.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba tak... przekonamy się, Star, przekonamy się. Po pierwszym dniu mielismy fazę wyparcia. Ja się pytam, jak było w przedszkolu, a on mi na to, że był w wielkim magazynie a nie w przedszkolu.

    I gadaj tu z takim.

    OdpowiedzUsuń
  3. fakt, zebranie goni zebranie.
    To dużo dobrego życzę całej Waszej Trójce (Czwórce) :)

    A swoja drogą to już tyle czasu zleciało, że żona do pracy wraca? To ile Kalinka ma miesięcy już? Chyba się pogubiłam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. O rany 2 nauczyciele w domu...naraz!? To stanowczo za dużo jak na moje nerwy hihi

    OdpowiedzUsuń
  5. Papryczko, co ja mam powiedzieć. często sam z sobą (nauczycielem) nie wytrzymuję...

    ;-)

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurcze, Antku, Ciebie też bolą te zebrania i perspektywa taaak odległego 29 czerwca? Miło było na wakacjach, oj miło...

    A - jeszcze P.S. od Tyciego, bo mi siedzi na kolanach i koniecznie chce rgd hjhhv hhhhhhhh hhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhvvmkjkbvbvb

    no - właśnie:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten ból to niemal Weltschmerz...

    pdr złączony w "bulu i nadzieji" na szybko płynący czas.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hehe, a ja się zastanawiam czy zostanie ze mnie jeszcze jakaś laska - aż do 29 czerwca! Posiwieję raczej! I będę potrzebowała laski do chodzenia... Optymizmem tryskam! Hehe

    OdpowiedzUsuń
  9. ...prawda mielą te trybiki, mielą :( a my jak maratończycy biegamy lub dostajemy szału z bezsilności...

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.