sobota, 23 lipca 2011

nowe Fakty kaliskie

Relacje z pobytu w rodzinnym pięknym mieście postanowiłem oprzeć na kilku fotkach, jakie udało mi się strzelić moją starą wysłużoną Nokią. Jakość zdjęć jest baaardzo nieidealna, więc parę "akcji" będę musiał po prostu opisać. 

Tytuł post zawdzięcza zgrzebnej lokalnej gazetce. Spójrzcie na zapis tytułu - niech mi jakiś mądry wytłumaczy, dlaczego poszczególne słowa tytułu zapisane są raz z dużej, a raz z dużej litery... Ja się poddałem.


Temat numeru też jest ciekawie podany - zgodnie ze stylistyką wszystkich naszych "Faktów" etc.
Te fekalia, zgnilizna...

Większość pobytu u Rodziców niestety narzekaliśmy na pogodę. Wszystko jest pięknie, gdy świeci słoneczko, po niebie spacerują łagodne cumulusy. Ale polski lipiec oczywiście musi być deszczowy, wilgotny, wietrzny. Na szczęście opatentowaliśmy z Synkiem deszczoodporny wózek. Sprawdzał się znakomicie!


Przeglądając lokalną prasę trafiłem na taki oto artykuł. Ja wiem, to podłe i niskie. Żenujące i kiepsko o mnie świadczy, ale śmiałem się jak głupi, gdy przeczytałem ten artykuł.


Grzebałem dalej w kaliskich gazetach, by trafić na coś równie niesamowitego. Nie trafiłem. Najbliżej ideału był tekst o zderzeniu renault z koniem, ale zabrakło uroku świeżości... 

Za to tutaj poległem. Zdjęcie niewyraźne, bo strzelone z drugiej strony ulicy, więc cytuję jego "zawartość":
"Prezerwatywa" mówi: nie narażaj się na wypadek przy pracy. Stosuj środki ochrony indywidualnej.
(Niżej)
Zabezpieczamy Twój interes.

Jakby ktoś nie zauważył, chodzi o szkolenia BHP.



Wędrówka po największym w mieście targowisku zaowocowała takim oto frywolnym ujęciem problemu (powyżej).


Na tym samym targowisku autentycznie wzruszający i budujący (serio) obrazek. Robotnik budowlany w kolejce po bułki. Ja za nim. On ma na sobie kamizelkę z nazwą firmy i napisanym (chyba flamastrem) motywującym hasłem. 

Dowcip kolegów? Autosugestia? I ten dopisek "Myśliwy"? To już mnie zupełnie zbiło z tropu...


A tu bazarowy surrealizm...



I na koniec najbardziej uniwersalny napis wysmarowany na ścianie jednego z rozpadających się domów. 


Przy odrobinie dobrej woli pasuje do większości budynków w tym kraju...

10 komentarzy:

  1. No to się ubawiłam:) Zastanawiam się jak ten traktorzysta przejechał sobie po nogach. W jaki sposób on dokonał tego czynu? Próbuje sobie to zwizualiozwać owe wydarzenia ale nie starcza mi widać wyobraźni:)) Prezerwatywa i do mnie przemawia i owszem, także bazarowy surrealizm jest mi bliski. Podoba mi się oryginalne zastosowanie parasolki:)) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Papryczko, dzięki za miłe słowa. Mnie tez ten traktorzysta nie daje spokoju...

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  3. Bosy, lubię Twoje cenne spostrzeżenia. Naprawdę. Mam od razu porównanie z moją kłodzką przaśną rzeczywistością. I ona wcale się nie różni od kaliskiej ;-)
    Pozdrawiam Cię wakacyjnie (choć ja właśnie kończę urlop)

    OdpowiedzUsuń
  4. nagroda dla pana, u mnie, zapraszam..

    OdpowiedzUsuń
  5. Phazi, ta przaśność mnie uskrzydla - gdy widzę jakiś wymaksowany budynek w centrum miasta, a obok płot drewniany i jakaś chatynka jak z "Chłopów" Reymonta...
    ech...

    To jest życie!

    OdpowiedzUsuń
  6. nowe Fakty są nowe, bo stare były pierwsze, dlatego zasłużyły na wielką literkie. To od słowa "new", pisanego ukośnie na obiektach spożywczych o niespodziewanym nadzieniu czy funkcji, albo innej, nadnaturalnej inności.

    Bardzo wzruszył mnie ready-made-specyfic-site manekin. Jest jak słomiany miś - znakiem naszych bazarów. : "To jest manekin na miarę naszych czasów!"
    Dobrze, żeś już wrócił. Tęskniłam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Doro, ja jestem, byłem i będę - cytując klasyka.

    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  8. I takie relacje w prasie chcę oglądać :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.