poniedziałek, 13 czerwca 2011

Tata, Synek i Ochrona

Wpis sponsoruje fragment "Lata w Dolinie Muminków" Tove Jansson:


Do tego właśnie parku przyszedł Włóczykij z małą Mi w kieszeni. Skradał się za
ogrodzeniem i patrzył na swego starego wroga - Dozorcę.
- Co masz zamiar z nim zrobić? - pisnęła Mi. - Powiesić go, ugotować czy wypchać?
- Przestraszyć! - odpowiedział Włóczykij i mocniej przygryzł fajkę. - Jest tylko jeden człowiek na świecie, którego bardzo nie lubię, i to jest właśnie Dozorca. Mam zamiar zerwać te wszystkie jego wszystko zabraniające tablice.


Idziemy z Synkiem na spacer wzdłuż jeziora. Upał dziś nieznośny, duchota, Tymek ledwie w wózku wytrzymuje. Wiem, że spacer będzie nieudany. Bo młody jest rozłożony. Nie ma radochy. Nie ma iskry. Przegrzanie materiału nastąpiło.

- Idziemy na lody! - oznajmiam tryumfująco. Pomysł dobry, a Synek załapie się na wafelka za 20 gr., bo wszelkie lody są "za zimne" dla niego, a ja się ochłodzę śmietankowym świderkiem. Jest wizja. Jest dobry humor.

Najbliższa placówka z lodami to niewielka "mała gastronomia" w pobliżu wejścia do parku. W okresie letnim pełno tam ludzi, bo z pobliskiego Poznania spływają i wycieczki wszelkie (od przedszkolnych po emeryckie) uderzają do "naszego" pięknego zamku.

Idziemy, ale coś jest nie ta...

Teren ogrodzony. To znaczy pozamykane furtki, które trzeba przejść, by dostać się na teren około parkowy. na tym terenie wielki biały namiot, uwijają się kucharze (?), kelnerzy, jacyś eleganccy dżentelmeni...

Podjeżdżają coraz to nowe samochody (ochrona wpuszcza za okazaniem jakiejś przepustki), coraz to  "lepsi" i "lepsze" wysiadają z nich, roi się od garniturów, sukien. Gdzieś trwa próba nagłośnienia...

...a my zbliżamy się do bramy, którą musimy sforsować, by pójść na lody.

- Dokąd? - pyta ochroniarz - To zamknięta impreza.
- My tylko na lody - tłumaczę.
- Nie wolno. Takie mamy zarządzenie. Nikogo nie wpuszczamy.

Brama zatrzaśnięta. My przed. Koniec bajki.

Najlepsze jest to, że gdyby ktoś chciał się dostać do parku, również by nie mógł tego zrobić. "Impreza zamknięta" odcięła mieszkańców miasteczka od zamku (w niej świetna biblioteka), od parku i lodów.

Nikt niczego nie ogłaszał. Nikt nikogo nie poinformował, że coś takiego będzie miało miejsce.

Wyobrażam sobie sytuację, gdy kolejne "wielkie i dynamicznie rozwijające się firmy" będą zamykały regularnie  teren, by nawalić swoich wiodących pracowników w niemal średniowiecznej scenografii.

Rozbuchany szpan, zbytek i puszczone w koszty rzyganie drogimi alkoholami na imprezach firmowych...

Wściekłem się, przyznaję.

Nic mnie tak nie irytuje jak to współczesne możnowładztwo...

 Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat wśród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy - pisze św. Marek. 

Dziś dokończyłby kwestie tak: a wtedy przystąpili do Niego ochroniarze i zapytali, czy On i Jego uczniowie nie zauważyli znaku



Wiem, jestem zły i już.

Tak jak bohaterowie moich ukochanych "Trzech panów w łódce"


Tam zaś, gdzie winę ponoszą właściciele, należy ich publicznie napiętnować. Egoizm nadrzecznych obszarników rośnie z roku na rok. Gdyby im na to pozwolić, zamknęliby całą Tamizę. Faktycznie już to zrobili z mniejszymi dopływami i odnogami. Wbijają słupy w dno strumyka, przeciągają łańcuchy od brzegu do brzegu i na każdym drzewie przybijają wielkie tablice ostrzegawcze. Widok tych tablic roznieca we mnie najniższe instynkty. Odczuwam chęć, by je zerwać jedną po drugiej i tłuc nimi w głowę człowieka, który je powiesił, dopóki go nie ukatrupię, a potem pogrzebać go i postawić tablicę jako płytę nagrobną.

Zdradziłem się z tymi uczuciami Harrisowi, na co on stwierdził, że bardzo jestem powściągliwy. On ma ochotę nie tylko zabić człowieka, który kazał powiesić tablicę, ale wymordować całą jego rodzinę, wszystkich znajomych i krewnych, a na dokładkę puścić jego dom z dymem. Powiedziałem, że moim zdaniem nie ma potrzeby posuwać się aż tak daleko, lecz Harris trwał przy swoim:
- Jeszcze by tego było mało. Potem bym przyszedł pośpiewać piosenki kabaretowe na zgliszczach.
Rozgniewało mnie, że Harris daje się ponieść swoim krwiożerczym żądzom. Nigdy nie możemy dopuścić, aby nasze wrodzone poczucie sprawiedliwości wyrodziło się w zwyczajną mściwość. Zajęło mi dłuższą chwilę, nim przekonałem go, by spojrzał na sprawę trochę bardziej po chrześcijańsku, lecz w końcu wymogłem na nim obietnicę, że oszczędzi znajomych i krewnych i że nie będzie śpiewał piosenek kabaretowych na zgliszczach.

16 komentarzy:

  1. Rozumiem Cię doskonale. Na porządku dziennym mamy ograniczanie naszej przestrzeni i naszej wolności przez tych, którzy "mogą więcej".
    Współcześni "możnowładcy" nie są mi jednak w stanie zabrać wielu rzeczy. I z tego się cieszę!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Paru rzeczy na pewno nie, a te najczęściej ich nie interesują...

    też pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem Twoją złość. Sama pewnie też bym nie wytrzymała. Ale cóż.Takie jest życie. Okrutne. szkoda tylko,że Mały już tak wcześnie musi poznawać takie jego "uroki".

    OdpowiedzUsuń
  4. W takim to żyjemy świecie, gdzie nawet do parku nie można wpaść na lody... Ciekawe kiedy nałożą ograniczenia na oddychanie ;-P

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś, wracając z wakacji w górach zatrzymaliśmy się z MMŻ w Ogrodzieńcu aby obejrzeć zamek. Niestety, nie wpuszczono nas, bo była na zamku impreza zamknięta...

    OdpowiedzUsuń
  6. WKURZYŁAM się razem z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jako zadeklarowany liberał napiszę tak. Zamknięta impreza w publicznym miejscu, opłacanym przez wszystkich podatników, to jakaś farsa. Zamknięte imprezy można sobie organizować w prywatnych miejscach, ale że w publicznych? Ciekawe czy gdybym zapłacił np. w Krakowie za wynajęcie na miesiąc Wawelu, też mógłbym nikogo tam nie wpuścić? Urzędnicy w naszych miastach zawłaszczają miejsca publiczne. W sumie normalnie - mamy socjalizm.

    OdpowiedzUsuń
  8. Janku, moim zdaniem to nie jest wina "socjalizmu". To wina pychy i próżności - to jest niezależne od systemu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ago, dzięki. Wkurzać się z kimś raźniej.

    OdpowiedzUsuń
  10. Auroro, pewnie górale już myślą, by im trochę dukatów sypnąć za świeże powietrze.

    Co łaska...

    OdpowiedzUsuń
  11. Balbino, sęk w tym, że te uroki to byłby widok warczącego na ochroniarza taty...

    Kiepska wizja.

    Czasem muszę spasować, by mnie adrenalina nie zalała.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bosy Antku, jeżeli jest prywatny teren - a to niechli sobie tam zamknie i na cztery spusty, lodów nikt nie kupi, zrobi sobie złą famę - to mu się będzie gorzej powodzić...

    A jeszcze się potem okaże, że ktoś piosenki kabaretowe pośpiewa na pogrzebie!

    (Hehe, psa, zgodnie z tytułem, nie policzyłeś? :D)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Kos, nie policzyłem na życzenie Autora.

    pzdr

    i gratuluję refleksu czytelniczego.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.