niedziela, 19 czerwca 2011

"Retro" vs "Bolero"

W moim miasteczku pół roku temu otworzono pasaż handlowy. W sumie dość przyzwoicie wygląda i placówki handlowe w nim sympatyczne. Zwłaszcza sklep oświetleniowy, do którego Tymek uwielbia chodzić (lampy, żarówki, ach….).

Miła, kochana pracująca tam pani uwielbia Synka i pozwala mu włączać i wyłączać lampy, grzebać w zwisających przewodach (oczywiście nie płynie w nich prąd), bawić się abażurami etc.

Na jednym końcu pasażu otworzono kawiarenkę „Cafe Retro” – świetnie stylizowaną na wszystko to, co kojarzy nam się ze stylem mieszczańsko-restauracyjnym. Rzeźbione krzesła, kanapy, stare lampy, stare radio z zielonym okiem, postarzony szynkwas, niezły wybór ciast, dobra kawa.

Przed wejściem do kawiarenki ustawiono kilka stolików, ładne szydełkowe obrusy na nich, lampki niby nocne, stara maszyna do szycia. Ładny kącik dla tych, którzy w spokoju i bezpiecznie chcą się uraczyć kofeiną.

Wpadali tam co sobotę czterej starsi panowie i w oparach papierochów i fajek dyskutowali o polityce, mniejszej i większej. Jakiś taki urok, powiedzcie, mieszczański.

Sielanka trwała do czasu…

do czasu, gdy z drugiej strony korytarza otworzono klub „Bolero.”
Zakała. Co sobotę wpadają tam mięśniacy, ich panny do towarzystwa, młodzież złota szukająca atrakcji typu striptiz lub wieczór w bikini.

Gdy raz moja Żona z koleżankami spotkała się pewnej soboty w „Retro”, nie mogły wytrzymać tam dłużej niż godzinę, bo notorycznie na kawę wpadali śmierdzący potem umęczeni alkoholem bywalcy "Bolero."

Szkoda mi klawiatury na charakteryzowanie tego typu osobników. Wiecie, o czym mówię...

Najsmutniejsze z tego wszystkiego jest to, że "Retro" radykalnie musiało się zmienić. Ładne obrusy zastąpiono ceratami, zniknęły "bajery", zniknęło radio i maszyna do szycia.

Pozostał smutny wzrok właścicielki mówiący "I co można na to poradzić?"

Pozostało przeświadczenie, że zły pieniądz zawsze wypiera z obiegu pieniądz dobry... 

11 komentarzy:

  1. Szkoda... Bardzo lubię takie 'klimatyczne' kafejki. Zauważyłam w moim mieście ich lekki renesans, co mnie bardzo cieszy;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jako właścicielka ma prawo nie wpuszczać szumowiny do lokalu. Tylko jak taki zakaz zrealizować żeby nie doprowadzać do burd? Bo przecież takich elementów nie sposób wyrzucić bez siły...

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie to już smutne czasy, że różne retro przegrywają z różnymi bolero czy innymi metro. Na szczęście jeszcze nie zawsze i nie wszędzie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzisiejsze dobrodziejstwa.... ;(
    Ech, smutne...
    Otulam nostalgicznie:*

    OdpowiedzUsuń
  5. niestety będzie coraz gorzej - komercja i wszystko, co pop zaczyna wypierać to, co dobre, a ja tak uwielbiam klimatyczne miejsca - nawet, gdy tylko o nich czytam

    OdpowiedzUsuń
  6. Słona Paluszko - ciężko się nie zgodzić, niestety...

    OdpowiedzUsuń
  7. Aniołku, taka rzeczywistość, chociaż w Polsce chyba zawsze było więcej tych miejsc dla intelektualnego plebsu...

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdesperowany, może i nie znikną te elitarne, ale w małych miasteczkach jak moje nie mają większych szans przetrwania w starciu z klepiskiem...

    OdpowiedzUsuń
  9. Janku, prawa rynku podpowiadają, że pieniądze nie śmierdzą, niestety...

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.