piątek, 20 maja 2011

I właśnie dlatego nie muszę czytać książek obyczajowych...

W moim miasteczku krąży pewien pijaczek. W sumie nieźle zakonspirowany, bo chodzi ubrany przyzwoicie, ogolony, trzyma się na powierzchni.

Facet nie jest nawet nieprzyjemny, gdy zaczepia ludzi. Jest raczej ... hmmm....męczący.

Przykład?

Siedzę w poczekalni u dentysty. Miejsce wystarczająco stresogenne, wystarczająco. A tu prosto z ulicy wchodzi nasz bohater, siada obok mnie i przez długaśny kwadrans opowiada, jaka kochana jest pani dentystka, jak uratowała mu ząb, który inny dentysta chciał już usunąć...

Smęci tak przez 15 minut, ja myślę, że, o Boże!, nigdy nie skończy się ta opowieść, a o n nagle wstaje i wychodzi.

Po prostu wszedł, pogadał i wyszedł.

Wczoraj taki oto hicior - idę z Synkiem do "miasta." Młody coś się zmęczył, więc wziąłem go na barana i tak zasuwamy przez siebie.

Po drugiej stronie ulicy nasz dzisiejszy bohater. Zatrzymuje się i kiwa na boki. Raz odchyla maksymalnie w prawo, raz w lewo. Patrzy na nas, przechla głowę, obraca nią w sposób niemal przeczący prawom biologii.

Ewidentnie walczy, by zachować pion.

Ale stać go na mistrzowski tekst:

- Proszę się nie dziwić - krzyczy - jestem fotografem i muszę patrzeć pod różnymi kątami.!

 I właśnie dlatego nie muszę czytać książek obyczajowych...

12 komentarzy:

  1. zastanawiam się nad myślą przewodnią tego wpisu, kurcze :|

    OdpowiedzUsuń
  2. znaczy, dzieś mi się gubi. mozliwe, ze w mojej głowie, ale tak, czy siak, słowo pisane jest pisanym słowem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi niestety powieści obyczajowe bokiem już wychodzą.

    Życie dostarcza mi większych emocji niż wszystkie książki o "tu i teraz" , jakie poznałem w ciągu ostatnich lat...


    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  4. Mógłby być "mistrzem celnej riposty" ze starego dowcipu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozbawiło mnie bardzo. Dzięki:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Toż to istny mistrz riposty ! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem czy mialabym cierpliwosc do takiego typa;)

    OdpowiedzUsuń
  8. A i jeszcze jedno. Apeluję o przywrócenie "wierszy na nowy tydzień":DDDD

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj, zdarzają się takie talenty - bo mówcie co chcecie, ale dla mnie to talent, dar do wymyślania tekstów...

    Siedzę kiedyś w barze - to taka wakacyjna przygoda - z kumplem zwiedzaliśmy Czechy i polsko - czeskie pogranicze. Ten bar to właśnie taki przygraniczny, lokal trzeciej kategorii. Siedzimy my i jakiś facet. Czapka alla 'sąsiedzi', braki w uzębieniu, niedobory w stroju... Nagle o knajpy wchodzi Czech, coś się nie może dogadać z barmanem, tłumaczy, ale nie może wyklarować, w końcu wychodzi, po dłuższej wymianie zdań. Wtedy odzywa się wcześniej wspomniany koleś: Taa- mówi - Pepiki... trzy kilo mózgu, jedna bruzda.

    Pospadaliśmy ze stołków i długo nie mogliśmy się pozbierać. Nie spodziewalibyśmy się takiego tekstu po panu, oj nie. A tu proszę!

    OdpowiedzUsuń
  10. Love, wiersze wrócą, ale czasu mam malutko, by jakiś tu przepisać. Ale już zaraz...
    Dzięki, że pamiętasz.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdesperowany, oj to się Pepiki obrażą...

    ;-)

    Przecież to cztery kilo jak nic!

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.