piątek, 8 kwietnia 2011

Zarośnięty i wycięty

Tak, strzyżenie Synka stało się pilną koniecznością.




Zarósł chłopak, a wcześniejsze walki z włosami kończyły się połowicznym sukcesem. Coś tam się ścięło, ale zawsze niesymetrycznie i dość tragicznie potem wyglądał. Decyzja - fryzjer!


 No i się zaczęło. Najpierw idę z młodym do naszego ekskluzywnego salonu – „Eden” się nazywa. Trójka młodych wyrafinowanych fryzjerów. Dwóch facetów, wysokich brunetów z żelem wtartym we włosy. Młody się usiłuje jakoś znaleźć w tej rzeczywistości.
- Był już kiedyś się strzyc?
- Nie.
- To zrobimy tak: pan usiądzie, a synek na pana kolanach. Ok.?
Siadam. Biorę młodego. I ledwie fryzjer zarzucił mi pelerynę, młodego już nie było. Spanikował. Zwiał mi z kolan i powtarza:
- Do domu, do domu…
Nic na siłę, mówię. Wychodzimy. Prowadzę go do mojego niszowego fryzjera. Może tam się przekona do nożyczek. Ledwie wjechaliśmy w bramę, już trajkocze:
- Nie tutaj. Nie tutaj.
- To do którego fryzjera idziemy?
- Do tamtego.
Po drodze oczywiście naobiecywałem mu jeszcze, że pójdziemy do sklepu po kakao, że pójdziemy do sklepu elektronicznego obejrzeć głośniki samochodowe itd.

Siadamy na fotelu. Pierwsza 1/3 strzyżenia w pełnym napięcia skupieniu. Druga 1/3 w płaczu („Tymek chce do łóżeczka. Do domku”). Końcówka już na stojąco. Ja cały w jego włosach. On z wielkim plackiem nieobciętych włosów z tyłu głowy. Włosy w oczach. W uszach. W ustach. Armagedon.

Szczęściem po wyjściu z tego miejsca kaźni humor mu wrócił i wyczerpany emocjami osunął się w przedobiednią drzemkę.

***
Znów mamy chorobę w domu. W nocy budzi się i mnie szuka. Idę do niego. Kładę się. Coś mi nie gra. Jest zbyt ciepły. Oj, niedobrze. Daję Nurofen. Reszta nocy w jego walce z gorączką. Rano ledwie żyjemy. Obaj. Ale ja szkoła. On wałkonienie się w łóżku…

***
A! i jeszcze sensacyjna akcja dzisiejsza. W ten potworny wietrzny dzień Żona idzie wyrzucić śmieci. Otwiera kubeł. Rozgląda się, czy wiatr nie rozrzucił nam gratów po ogrodzie. Nagle patrzy – na worku z trocinami śpi, po chwili leniwe otwiera oczy…KUNA!

Ciąg dalszy pewnie nastąpi, bo zwierzak się wcale nie wystraszył, ale dość nonszalancko się wycofał. Potem teść kunę nieco pogonił z widłami lub inną łopatą, ale ta się gdzieś zaszyła.

Odezwie się – bez obaw…

10 komentarzy:

  1. Też mieliśmy plan wybrania się do fryzjera, ale póki co Mama daje sobie świetnie radę. Ale pewnie będzie to przeżycie, takie pierwsze postrzyżyny w prawdziwym salonie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Może Twój Synek będzie bardziej otwarty na nowe doświadczenia...patrz inhalacja.

    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze, wyobrażam sobie te Wasze męki z fryzjerem! Widziałam kiedyś na mieście plakat z jakimś specjalnym zakładem dla dzieci, w którym są miłe panie, kolorowe przybory i inne takie pierdoły, nie byłam jednak i nie wiem dokładnie jak to działa...

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że przeminęli czasy, kiedy dzieci strzygło się "od garnka". U nas tez dantejskie sceny, ale starszy jest, więc zna nieuchronność faktów. Bolesne dojrzewanie do tego, co nieuniknione!

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje potomstwo (sztuk jedna) urodzilo sie z bujna czupryna, pierwsze postrzyzyny byly w wieku 6 miesiecy, bo mu grzywa w oczy wchodzila. Przez pierwsze 3 lata jakos radzilam sobie sama, trwalo to caly dzien, bo chodzilam za nim z nozyczkami i cielam co mi sie udalo zlapac. Potem zaczelismy chodzic do fryzjera, ale jakos szybko sie przyzwyczail, chyba tylko pierwszy raz byl stresujacy. Pozniej juz siadal na desce przlozonej przez oparcia fotela i zachowywal sie jak normalny klient:)) Najwazniejsze bylo, zeby zabieg trwal krotko, a wiec jak byl sprawny fryzjer to i klient nie mial problemow:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Doro - myślę, że nawet dorośli mogliby się tak "od garnka" ciąć. Taki trend by wyszedł...

    Stardust, fachowiec to podstawa, ale fachowiec też Ci powie, żeby nie zmuszać dzieciaka i nic na siłę, bo się uprzedzi i będzie klops!

    Patkowa, grunt to pomysł...

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyjaśnijcie mi o co chodzi z cięciem 'od garnka', nie słyszałam o tej metodzie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Patkowa - garnek na głowę i to, co wystaje spod - ciachamy! Vide Jacek i Placek

    OdpowiedzUsuń
  9. Patkowa Cięcie 'od garnka' polega na tym, że zakładasz garnek na głowę i obcinasz włosy, które wystają.

    Bosy Antku opowieść zabrzmiała znajomo. Jak byłam mała rodzice i babcia toczyli wojnę bym poszła do fryzjera.

    OdpowiedzUsuń
  10. Początki z fryzjerami zwykle tak właśnie wyglądają, ale pewnie kiedyś się przekona;-)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.