wtorek, 5 kwietnia 2011

Starszy kreatywny

W dobie nadprodukcji wszelkiej maści specyfików, urządzeń, lekarstw rzeczą cenniejszą niż złoto stała się dobra, trafiająca do klienta, nazwa towaru. Pamiętam, że wszyscy doskonale zapamiętali pewną niebieską pigułkę na potencję. ("Dzień dobry! Czy jest viagra na stanie?" - pyta w drzwiach klient apteki)

Inni producenci zwietrzyli interes (nomen omen) i chcieli stworzyć własne odpowiedniki rzeczonego specyfiku. Skład niemal identyczny, ale musiała być równie genialna nazwa. Ktoś wymyślił słowo "Levitra"; i brzmiało z francuska, i środek słowa kojarzył się z witalnością.

Nazwa to podstawa - zapamiętajcie sobie twórcy nazwy czegoś na wzdęcia o nazwie (fuj!) "Ulgix".


Dlaczego o tym piszę?

Bo Synek ostatnio wpadł w słowotwórczy szał. Ale nie taki w stylu większości dzieci, które po swojemu nazywają otoczenia. On wymyśla nazwy towarów.

Przykład?

Zrobiliśmy mu ostatnio z wielkiego kartonu pralkę. Elegancka. Z wyciętym okienkiem do wrzucania "brudnych" rzeczy, z małym okienkiem do wsypywania "proszku."

- Jak nazwiemy tę pralkę? - pyta Żona - Amica?
- Nie - mówi Synek.
- Beko?
- Nie.
- Whirlpool?
- Nie - zawiesza się na chwilę i myśli. - PERION!

Na bank nie słyszał nigdzie wcześniej tego słowa. Sprawdziłem. Perion to nazwa jakichś akumulatorów, które wychodzą z fabryk jako "no name".

Ale to jeszcze nic.

Wcześniej wziął antyperspirant i zaczął nim (ku zgorszeniu właścicielki antyperspirantu) smarować jakiś kawałek metalu, metalową obręcz z antycznej maszynki do mielenia mięsa.
- Co ty robisz?!
- Czyszczę metal - odpowiada spokjnie.
- A czym ty czyścisz?!
- ARPIKOLEM.

ARPIKOL. Tej nazwy nie ma! Sprawdziłem. Sam ją powołał do życia.

Podsumowując, jakbyście wymyślili jakiś genialny produkt - od środka do czyszczenia metalu po środki przeczyszczające - nazwę już macie.

Praw autorskich chyba Synek pilnować nie będzie.



Może w środku był ARPIKOL? Kto wie...

9 komentarzy:

  1. Rośnie godny następca Lema ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Eh te wyzwolone umysly ;) ja na lyzke mowilam łojeta, co do dzisiaj mnie bawi :) a Ty spisuj te nazwy, bo to sie jeszcze moze przydac w przyszlosci ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo nazwa to podstawa ;)
    Synek jest świetny :) Kto wie, może mu te nazwy do czegoś się jeszcze przydadzą w przyszłości ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Boskie i jakie zmyslne.
    Wiele, wiele lat temu moj synek chcial zebym mu dala "zagladnik". Pol dnia szlag trafil i klakow ze lba w akcie rozpaczy narwalam zanim sie domyslilam ze to ma byc lusterko:)) Innym razem chcial "szafe" Kryste co ja sie natlumaczylam, a on naplakal, ze szafy nie da sie wziac. Dopiero sie dziadek domyslil, ze chodzi o szachy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem Ci, że ten ARPIKOL szczególnie profesjonalnie brzmi. I tak branżowo. Faktycznie środek do czyszczenia metalu mógłby się tak nazywać. Ewentualnie klej. Albo gładź szpachlowa :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. O rany, jakiś obłęd z tym dziwnym słowotwórstwem : P Właśnie wróciłam z pierwszej lekcji polskiego z 'Ferdydyrke'. Masakraaa! :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też kiedyś wymyślałam nazwy produktów, jeden nawet znalazł się potem na rynku!
    Więc może warto zainwestować w prawa ochronne genialnych nazw wymyślanych przez Twojego Synka?

    OdpowiedzUsuń
  8. Magdo, Oby! Chociaż prezesem banku też mógłby być.

    Porcelanko i Czekoladko - spisuję, mam całkiem całkiem kolekcję...


    Stardust, szachy mnie położyły!

    Zdesperowany, nazwa profesjonalna i wiarygodna.

    Patkowa, Ferdydurke rządzi. Scena z chłopami-psami moim skromnym zdaniem jedna z naj w literaturze dwudziestolecia.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.