środa, 9 marca 2011

Sroga środa

Srogo.

Budzi mnie w środku nocy Żona. Ja wygłupiony. Mam dziś rano jechać do Poznania, więc pewnie mnie budzi, bo zaspałem. Patrzę na zegar, 1:30!

O co chodzi? Bardzo źle się czuje. Bierze tabletkę na ból głowy, potem idzie spać do pokoju obok, a ja czuwam przy Córze. Ta ma coś ostro pokręcone z jedzeniem. Nie przybiera na wadze. Szarpie się przy piersiach. Z butelki mało co lepiej...

Mija pół godziny. Druga w nocy. Zabieram Córę do kuchni i zaczynam ją karmić odciągniętym mlekiem.

Nic. Wrzeszczy jakbym jej płynny ołów lał w gardło. Frustracja. Wściekłość...

W końcu jakoś się przyssała i wypiła połowę dawki.

2:30.

Jak melancholijnie wyglądają programy telewizyjne o tej porze...

Dół maksymalny.

Potem krótki rwany sen na kanapie.

5 rano. Znów się młoda budzi. Nie mam nadziei, bo za godzinę już muszę być w autobusie. Nie ma sensu próbować nawet zasypiać.

Z Córą na rękach oglądam jakiś antyczny program powtórkowy sprzed 10 lat.

***

Poznań. Kontrola, rutynowa, na onkologii. Już mam się umawiać, a tu kobieta w okienku mi mówi, że mój lekarz "od miesięcy już tu nie pracuje" i w ogóle się wszystko pozmieniało. Czy na lepsze?

Przez ostatnich 5 lat przynajmniej dwa razy w roku badałem się, czy nie powróciło świństwo, które się kiedyś przyczepiło. Nie wracało, a ja byłem mega zadowolony ze szpitala, bo pacjentów przyjmowano tego samego dnia.

Dziś umówiono mnie na wizytę za miesiąc. Niby niewiele czekania, ale coś się popsuło i niesmak został. Zwłaszcza, że bez sensu wziąłem wolny dzień w szkole. Trzeba było pojechać jak po lekcjach i na to samo by wyszło.

***

Z Córą dwie opcje - albo nietolerancja laktozy, albo refluks... Trochę strzelamy, ale w piątek się dowiemy czegoś od lekarki...

Żona się martwi. A słowo "martwi" to nielichy eufemizm...

***

Byłem z Tymkiem w kościele. Moment posypywania głów.




- Co to?
- Popiół.
- Po co?
- Żebyśmy pamiętali, że trochę jesteśmy czasami smutni...

15 komentarzy:

  1. Oj, ja bym się też martwiła że dziecko nie chce jeść i z wagą nie jest w normie, martwiła to malo powiedziane, dobrze że byliście u lekarza, mam nadzieję że jakoś się wszystko wyklaruje... a synek nie miał podobnych atrakcji?

    OdpowiedzUsuń
  2. ... życie rodzica nie jest łatwe,
    ... życie chorego nie jest łatwe...
    ... życie samo w sobie nie jest łatwe....

    Ale warto się czasem potrudzić. Czyż nie?

    Otulam Wiarą, że popiół spada z głowy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Antek kłopoty mają to do siebie, ze kiedyś w końcu się kończą. Mam nadzieję,że szybko je rozwiążecie. I zdrowia dla wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak tylko sie dowiecie co jest grane z Mala to juz bedzie z gorki, bo to wielki kamien z serca. Ja trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurde, samo życie.....kciuki zaciskam i pozdrowienia cieplutkie ślę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymaj się Antek. Staraj się pocieszać Żonę (one zwykle trochę na zapas się martwią).

    Przypomniałeś mi, jak moja maleńka córka kiedyś w czerwcu dostała 40 stopni gorączki i nawet po najsilniejszych lekach ledwie schodziło do 39. W pewnym momencie zaczęła nawet majaczyć (zdawało się jej, że właśnie przychodzi św. Mikołaj). Strasznie się wtedy baliśmy. Na szczęście po paru dniach minęło, ale trochę się dzieciaczek wycierpiał, a my namartwili, więc Cię rozumiem.

    Trzymaj się, lekarzy słuchaj i do swego Patrona uderzaj, bo jak kiedyś pisałeś - skuteczny jest. Ja też coś w tym kierunku obiecuję zrobić.

    pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja się oczywiście, Romo, najbardziej o Żonę martwię, bo ona po prostu lubi karmić piersią. Bez mitologizowania, po prostu...

    Nasz Tymek rok temu wpadł w około 40 stopni. Lał się przez ręce, ryczał, a potem patrzył nieobecnym wzrokiem i się uśmiechał.

    A ja tak schizowałem, że już mi chodziły po głowie teksty w stylu: "On już widzi niebo..."

    OdpowiedzUsuń
  8. Vi, Synek miał momenty odchyłów, ale z piersi pił aż mu się pierwszy ząbek nie pokazał.

    Córa jest mniej cierpliwa...

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziewczyny, dziękuję z całego serca...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja również trzymam kciuki i oczy ku Niebu za Was wznoszę.
    Antek, pocieszaj Żonę. Wiem z doświadczenia, że nasze Jedyne w takich momentach bardzo potrzebują wsparcia.
    Będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  11. Na pewno Twoje badania nie wykażą żadnego świństwa, ale faktycznie niesmak.
    Trzymam kciuki, żeby badania wykazały, co jest Małej :)
    Pozdrowienia! I przespanych nocy!

    OdpowiedzUsuń
  12. Glłowa do góry, być może ani reflux ani inne świństwo, małe organizmy tak mają że wyrastają z wielu przypadłości i też często coś im dolega. A lekarze zawsze sprawdzają najczarniejsze wersje. Warto sprawdzić., i warto trzymać rękę na pulsie mimo, że to człowieka sporo kosztuje emocjonalnie.

    Poza tym z refluxu zdecydowana większość dzieci wyrasta, reszta leczona jest farmaceutycznie, w najgorszym wypadku przedmuchują cośtam endoskopowo i tyle.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Bosy Antku, czytam teraz ciekawą książkę nt. Integracji Sensorycznej i być może córeczka ma problemy z tym, że jest zbyt wrażliwa na dotyk, co się właśnie może tym przejawiać, że nie chce jeść z piersi lub jest przy takich czynnościach dotykowych niecierpliwa. W książce tej było napisane, że małą receptą może być dotykanie dziecka w sposób nie miziany, ale taki wyważony, normalny po całym ciele z wyłączeniem miejsc intymnych, raz, dwa razy dziennie. Wiadomo, że każdy przypadek może być inny, a ja też specjalistą nie jestem, co by tu się wypowiadać. Jednak może to jest odpowiedni trop? Nie wiem, czy takowi specjaliści są w miejscu, gdzie mieszkacie, jednak może warto spróbować się wybrać?

    Wiem, że może nic nie wniosłem, ale może, jakbyś miał chęci, to zawsze mogłem na coś nakierować. Pozdrawiam i życzę rozwiązania problemów:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzięki,

    problemów z dotykaniem małej nie ma.

    Uwielbia, skubana, być głaskana po główce.

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  15. Przepraszam, ze odgrzeję: ale jak tam zdrowie Małej? Mam nadzieję, ze wszystko dobrze.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.