środa, 2 marca 2011

Melodramaty poranne

Co rano powtarza się ten sam scenariusz. Wstaję, gdy Tymek nie śpi już od kilkunastu minut. Idziemy do łazienki. Ubieramy się. No i się zaczyna.

- Tata nie jedzie do pracy - mówi Synek z mieszaniną obawy i nadziei w głosie.

Ja uciekam wzrokiem i mówię:

- Muszę jechać...

- Tata nie jedzie do pracy - akcentuje już rozpacz w głosie.

Biorę go wtedy na kolana i mówię:

- Tymku, muszę jechać, by mieć pieniążki na pieluszki...

- Nie trzeba zmieniać - mówi smutnym głosem.

- I zabawki mogę ci kupić...

- Nie chcę zabawek.

- I bułeczki rano mamy...

- Nie chcę jeść... Chcę, żeby tata nie jechał - i w płacz.


Gdy opowiadam to kolegom z pracy, ci mówią:

- Za 15 lat będzie odwrotnie. Ty będziesz chciał, żeby został w domu, a on będzie wyciągał rękę po kieszonkowe.


PS

Autentycznie smakuję ten czas, gdy dziecko jest najukochańszym, najbardziej rozbrajającym i najweselszym stworzeniem na świecie.

8 komentarzy:

  1. tRZYMAJ GO. Trzymaj ten czas....
    Otulam :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozwolę sobie na radę: racjonalne argumenty nie przemawiają do synka, więc można odpuścić (to trudne, bo nasz umysł aż się pcha ze swoimi racjami).
    To, co można zrobić i bardziej skutkuje, to uznać uczucia synka.
    "Widzę, że ci smutno i nie chcesz, żeby tata wychodził". On dalej swoje, a ty "Widzę, że baaardzo ci smutno". Jak się na to rozpłacze, to przytulić i powiedzieć "Aż tak ci smutno", a potem "Aż ci łzy lecą z tego smutku" i dalej potwierdzać, że WIDZISZ, co się z nim dzieje. Sztuka, żeby wytrzymać i nie tłumaczyć, bo chodzi o emocje, a nie o racje.
    Nie potrzebujesz wtedy uciekać wzrokiem, bo jesteś w kontakcie z tym, co się z nim w tym momencie dzieje.
    Empatia czyni cuda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie tłumaczę - wychodzę. Przedłużanie prowadzi zawsze do większej histerii.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bo to JEST najpiekniejszy czas:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Nam się jakoś udało bez bólu nauczyć chłopaków zostawania z ciociami, dziadkami, nie ma też dramatu, jak wychodzi żona czy ja, a oni zostają z drugim z nas.
    Nie wiem, jak nam to wyszło - po prostu wyszło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Quis, hardkorowy tata jesteś...

    Zdesperowany, gratuluję. Ja korzystam z chwil pochłonięcia Synka przez zabawę.

    Stardust - a i owszem!

    OdpowiedzUsuń
  7. O tak, piękny czas kiedy jeszcze nie mają nas dość. Celebrujmy go:)

    OdpowiedzUsuń
  8. No jestem hardkorowy i za dobrego rodzica to się nie mam. Dobrym rodzicem jest moja żona - ja jestem tylko stróżem.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.