środa, 30 marca 2011

Wojna z krzyżykiem

Wieczory wygladają tak samo. Młodego kąpię, ubieram w piżamę, zostawiam w łóżeczku jego. Idę robić nocną butlę mleka. Młody wypija. Potem kładzie się pod kołderkę i w miarę gładko zasypia.

Codziennie przy końcówce butli przychodzi Żona, pochyla się nad Synkiem i mówi:

"Śpij z aniołkami."

Mówiąc to, kreśli kciukiem na czole Tymka krzyżyk.

I za każdym razem Tymek energicznie pociera wierzchem dłoni czoło i oznajmia:

"Zmazał."



Diabołek z filmu "Omen"

wtorek, 29 marca 2011

Co na to Nancy?

Dziś rano odbieram pocztę. Oczywiście same śmieci, oferty, reklamy. Nikt sensowny się nie odezwie, nikt o mnie nie pamięta. Już mam się wylogować, aż tu nagle - nie reklama tylko... mail! W całej stercie chłamu/spamu...

Od kogoś nieznajomego, w przyjacielskim tonie, serdeczny uścisk ze świata. Dźwięk najdelikatniejszych romantycznych tonów. Serce rośnie. List obiecujący bardzo wiele. Tajemniczy i ekscytujący.

Napisany po angielsku, ale żebym się nie męczył, przetłumaczony również na polski.

Muszę się z Wami podzielić moim szczęściem:

Moi drodzy,
Uzupełnienie w tym sezonie do Ciebie. Pragnę wyrazić moją szczerą wdzięczność. My name is Miss Nancy Ahmadu i jestem młoda piękna dziewczyna z pełnym miłości i troski, a także romantyczne. dobrze, że kontakt z profilu na www.cośtam.pl i bardzo mi się podobał, więc postanowiłem napisać do ciebie ten mail. Mam nadzieję, że możemy kliknąć razem jako ciało i duszę.

Proszę Będę wdzięczni, jeśli można użyć mojego adresu email do kontaktu ze mną bezpośrednio do mojej skrzynki pocztowej i zarazem pokażę Ci moje zdjęcia i również wiedzieć więcej o mnie. Co więcej, chcę, żebyś wiedział, że odległość, rasy lub religii nigdy nie jest przeszkodą w trakcie miłości.

Dzięki za miłość, zrozumienie i współpracę. Proszę mam nadzieję, że pozytywnie, aby uzyskać odpowiedź.
Z poważaniem,
NANCY ....


Nancy się chyba nie pogniewa, że upubliczniłem jej bardzo osobisty i pełen liryzmu list.





Jak myślicie, pogniewa się?

niedziela, 27 marca 2011

Wiersz na nowy tydzień X

Dariusz Sośnicki jest jednym z najskromniejszych a przy okazji najinteligentniejszych polskich współczesnych poetów. Pisze powściągliwie, elegancko, "z angielska", że tak powiem.

Autor tuzinów pięknych mocnych tekstow, a w tym mojego ukochanego jego zbioru pt. "Państwo P."

Kapitalnej diagnozy współczesnej rzeczywistości widzianej przez pryzmat zachowań, losów, dylematów typowej polskiej rodziny. palce lizać!

Dziś przeuroczy wiersz o wcale nie takim oczywistym przesłaniu. Uczta!


Państwo P., radioodtwarzacz i kot


Razem od jedenastu lat.
Nasza muzyczna alfa i omega.
Radio, CD, magnetofon.


To na nim, nie tracąc sygnału,
przepłynęliśmy przez wzburzone morze
cyfrowej rewolucji: biły pioruny,
strzępki taśmy wirowały w powietrzu.


Potem było już gorzej.
Z płytami domowego wyrobu
dogadywał się z widocznym wysiłkiem.
Nowy format zepchnął go
w technologiczną przepaść.


Stoi zdrowy i niepotrzebny.
Obok butelki wody mineralnej
i kartonu z ziołami. Po prawej stronie ma pralkę,
po lewej lodówkę, na której sypia kot,
też jedenastolatek.




Zwierzę technologicznie jest bez zarzutu,
lecz trwałość podzespołów z pracowni Pana Boga
pozostawia wiele do życzenia.
Trzy razy dziennie chwieją się nad miską
i nic z niej nie ubywa.


Weterynarze zdzierają z nas skórę
bezradnie rozłożonymi rękami.
Na wszelki wypadek każą zapisać numer:


„Zaprzyjaźniona firma.”

piątek, 25 marca 2011

Czarodziejska góra

No to tym razem obejdzie się bez polityki i tematów kontrowersyjnych.

Mamy chorobę w domu. Od poniedziałku, gdy mały pierwszy raz się okazał nieco rozgrzany. Potem wtorek – lekarz i już w nocy temperatura. Leżę z nim, ten się wije, majaczy, rzuca całą noc. Niedobrze, myślę sobie, i biorę zwolnienie na dziecko chore.

Następny dzień – jeszcze gorzej, bo uruchomił się katar. Młody zasmarkany, oryczany, słaby jak wróbelek, wciąż noszony, bo diabeł jeden w łóżku nie chciał leżeć. Temperatura oczywiście podwyższona. „Kolana bolą” – żali się Tymek.

Potem kolejna ofiara zaraz – Żona. Gardło, ból (chociaż prezydent napisałby „bul”) mięśni, potem katar. Ja przedłużam zwolnienie i walczę z chorobami płci obojga. Cud, że Córa się nie zaraziła (jeszcze), bo skubana wiadomo, jak pije mleko matki, które jak wiadomo mam niezłą moc odpędzania zarazy wszelakiej…

Kiedy mnie sieknie? Nie wiadomo… Może wcale.

W każdym razie walczymy, kaszlemy, podajemy paskudne lekarstwa i liczymy na to, że ten przednówek chorobowy nie potrwa za długo.



Pacjent i jego rozrywki.

poniedziałek, 21 marca 2011

Podajcie mi słownik wulgaryzmów!

Dla mnie to już koniec. Niżej nikt dawno nie upadł. Straciłem resztki szacunku, jakim kiedyś może i darzyłem osoby pokazane w tym filmiku.

Polsatowski szoł "Must be the music." Szacowne jury. Specjaliści. I jeden młody człowiek, który chciał zaśpiewać coś, co ma treść. Wcale niebłahą treść. I reakcja tych ludzi.

Horror...

PS

Filmik do znalezienia w sieci. Polsat niszczy dowody.

Wiersz na nowy tydzień IX

Douglas Dunn. Angielski poeta, który do historii poezji wejdzie zapewne dzięki jednemu wielkiemu tomowi - "Terry Street."

Autor, pisząc zamieszczone w nim wiersze, klepał biedę jako studenciak i mieszkał w wynajmowanej kawalerce. Terry Street - siedlisko biedy, smutku, robotnicza dzielnica robotniczego miasteczka Hull. Obserwował proste rozrywki, zapijaczone sobotnie wieczory, smutek starzejących się kobiet, rozpad małych wspólnot lokalnych... A przy okazji dumę, upór, dramat.

Moje wielkie proletariackie serce kocha ten wiersz.

I łatwo mi się go wyobraża - on, ona, szyby brudnych okien... Wzruszająca, pozbawiająca złudzeń historia miłosna. Znów nie będę za wiele pisał o tym tekście.




ROMANS PRZEZ OKNO

Patrzyliśmy na te same rzeczy,
na ludzi na rowerach, śmiecie wokół ścieku,
wróble pożywiające się w znieruchiałym cieniu.

Słyszeliśmy te same sploty przypaskowych głosów,
śpiewy dziecięcych zabaw i terkotanie
niezgaszonych aut poborców i komiwojażerów.

To był flirt dni powszednich, przez szybę,
namiętność oczu i milczenia, kiedy nie można dotknąć
ani porozmawiać, miłość bez sensu, dla zmęczonych
i znudzonych.

Jej okno świeciło, łapiąc zimowe słońce.
Wyobrażałem sobie wszystko, rozbieranie, miłość,
zawstydzony sen. Ale nie było nic do powiedzenia.




Były dwie twarze, które się mijały.
Jak szylingi w obiegu. Ona niedotykalna,
była daleko, w świecie wulgarnych słów,

z dwójką dzieci, telewizorem w kącie,
tak bardzo zwyczajna jak tapeta w kwiaty czy herbata,
z mężem, co wracał o szóstej, żeby nakarmić charty.

Kiedyś marzyłem o idealnym życiu sobót i niedziel,
pełnym wszystkiego, w radosnej, nietrwałej krainie
zbytku, wśród cegieł północy,

gdzie wypoczęci ludzie wychodzą w deszcz,
nosząc na sobie uśmiech jak drogie ubranie,
o ciałach czystych i cieplych, pracujący pod dachem.

Ale niektóre ideały wymknęły mi się z rąk,
dobre chęci podziurawiły się jak sito.
Rozumiem tylko twardy konkret, okna, pogardę.

Nie mógłbym pocałować tamtej twarzy, rozpalonej maski
tych, którzy za dużo się bawili,
śmiejącej się gorzko i pachnącej jedzeniam.

Doszło do tego, że o tym czasie, w tym miejscu
jest dom, z którego chyba muszę odejść,
bo moje życie pękło i z pokoju

przygląda się przez okno twarzy w oknie,
widzi na lśniącej szybie cienkie smugi kurzu,
i już nie chce kochać, i o nic nie dba.



Tłumaczył Piotr Sommer

piątek, 18 marca 2011

Para na kanapie


Pierwsze wspólne dziecko naszego zdjęcia... eee... Pierwsze wspólne zdjęcie naszych dzieci.

Żadne nie ucierpiało w czasie sesji na kanapie.

czwartek, 17 marca 2011

Wpis, ale nie plewiony...

Od tygodnia mnożą się nerwy. Z rożnych frontów atmosferycznych przypływają. O młodej już pisałem. Niewiele się zmienia. Wciąż potrafi wariować przy butli, mleko odciągane, bo na pierś już nawet patrzeć nie może.

W niedzielę chrzciny - szał. Bo zastawę trzeba było kupić ("Raz na całe życie" - powtarza Żona, chcę wierzyć...), bo mięsiwo dla 14 osób, które ugościmy, bo trzeba bronić dzieciarnię przed chorobami, a wokół szaleją.

Koleżanki stolikowe - jedna na antybiotykach, druga co rano 5 rutinoskorbinów. Ja się trzymam, choć może po chrzcinach się moje ciało rozpręży i też mnie dziabnie coś.

No i jeszcze generalne porządki, które odkrywają nieziemskie skarby - stare telefony stacjonarne, jakieś antyczne myszki do komputera, zabawki sprzed pierwszego rozbioru Polski...

Dom się szykuje na uroczystość - oby przetrwać i do komunii Synka będzie spokój z sakramentalnymi imprezami.

Wybaczcie więc moją niewielką aktywność blogową, czas mi się kurczy, a jeszcze mam projekt bloga filozoficznego pt. "Niepróżnujace próżnowanie" (genialny tytuł tomu barokowego poety Wespazjana Kochowskiego)...

Jednak i tak moim ukochanym tytułem z polskiej literatury wykazał się Wacław Potocki, który swój "Ogród fraszek" tak rozwinął w podtytule:

OGRÓD, ALE NIE PLEWIONY;
Bróg, ale co snop, to inszego zboża;
Kram rozlicznego gatunku:
na cóż chwalić?

W ogrodzie chwastu, gdzie pokrzywa sparza-ć;
W brogu plugatswa, gdzie matonóg zawróci-ć głowę:
W kramie szpilek, którymi zakłóć, zwierciadeł,
w których się przejźrzeć możesz między towarem na poły.
Rzeczy, powieści, przygody,
podobieństwa, przykłady,
które, jeśli nie były, być mogły w obojej płci,
w różnych stanach i wieku
żywota ludzkiego

Tudzież
ethica dla cnoty, moralia dla obyczajów,
sacra dla nauki, seria do przestrogi wiodące
poważnych i uważnych
Festiva, ludicra, satyrica, salsa, aluzje z imion,
przezwisk, urzędów i kompleksyj różnych,
krom zgorszenia cnotliwego człeka,
bo czystemu wszystkie rzeczy są czyste,
próżnujących zabawiające ludzi;
Są i żarty
z podufałymi bez sarkazmów przyjacioły,
choćci
I w różej, i lilijej, i w wonnym krokosie,
Gdzie pszczele o miód, łacno o truciznę osie.
Acz tamta i z pokrzywy, i z kolącej szczotki
Kędy ta żądło ostrzy, wysysa miód słodki



PS

A Wasze ulubione tytuły książek? Taka zabawa...

środa, 16 marca 2011

Co z Córą (po korekcie) i tak dalej

O Córze -

wiecie, mała się miota przy piersi, nie chce pić, wrzeszczy.

Wszystko się zaczęło od wizyty w przychodni, by ją zważyć. Okazało się, że przybiera za mało, więc, powiedzmy, może się nie najadać.

Żona w panice - wielbicielka karmienia piersią nagle się boi, że ma za mało pokarmu, więc musimy dokarmiać butlą. A wiadomo - cyc wygodniejszy, zdrowszy, a karmienie butlą odzwyczaja od piersi i to jest fakt.

Cały tydzień nerwów, szarpaniny, narastającej frustracji - naszej i dziecka.

I czy może nie jakaś przypadłość? Internet przeryty. Różne mogą być przyczyny, więc idziemy do lekarki.

A u lekarki - kobieta nie zauważyła niczego niepokojącego i kiedy położyła Żona małą na wadze wyszło, że...

... przez tydzień przybrała 600 gram!

Lekarka usłyszała, że to niemożliwe, by przez 5 dni tyle przybrała.

Lekarka popatrzyła na wagę i powiedziała głosem specjalisty:

"Cóż, ta waga coś fiksuje..."


Czyli - masa nerwów bez sensu, bo okazało się, że z powodu błędu wagi schizowaliśmy na potęgę.

Jestem w stanie sobie wyobrazić podobne przypadki, gdy ktoś na przykład idzie się prześwietlić rutynowo zupełnie, a pokazują radiolodzy zdjęcie z komentarzem "W obrębie klatki piersiowej płuc nie stwierdzono."

***

Co dalej? W niedzielę mamy chrzciny młodej.

14 osób.

Będzie grubo jak mawia młodzież

***

Po 1,5 roku wstrzemięźliwości motoryzacyjnej w końcu kupiliśmy samochód. Ofiar w ludziach jakoś nie przybyło na trasie dom-szkoła.

***

A wczoraj namierzyliśmy z Żoną (chyba) pierwszy ząbek Córy.

Może to on jest winny całego zamieszania?

wtorek, 15 marca 2011

Smacznego!

Wczoraj się zgapiłem i kupiłem chleb w zwykłym markecie zamiast w piekarni, która była już zamknięta.

"Opakowanie" chleba prezentowało bochenek zachęcająco:


Ale zawsze warto przeczytać to, co wchodzi w skład naszych kanapek. Tym razem "naturalnie" już nie jest:

niedziela, 13 marca 2011

Wiersz na nowy tydzień VIII

Kiedy katecheta z mojej szkoły poprosił mnie, żebym powiedział parę słów w czasie rekolekcji szkolnych, pomysł ten wydał mi się dziwny. Ja? A kto ja jestem? Kto mi w cokolwiek uwierzy przy takiej dość specyficznej okazji.

A potem pomyślałem sobie o wierszu, którego Autorem jest prezentowany już tutaj Alois Ihan.
Wierszu niezwykłym, który pod powłoką dość przyziemnego dylematu moralnego przemyca całkiem sporą dawkę chyba gorzkiej wiedzy o nas samych...

Co ja zresztą będę dużo gadał. Wiersz wie więcej ode mnie.

Zapraszam.






Notre-Dame

Oczywiście, że korciło mnie, by zapalić na ołtarzu świecę
dla Maryi i Józefa, których cenię i z prawdziwą przyjemnością
oddaję im się
w opiekę, ale na ołtarzu było napisane "10 franków"
co wydało mi się sumą zdecydowanie przesadzoną jak na jedną
świeczkę, to było złodziejstwo, z drugiej strony głupio kraść
by potem zapalić ją na ołtarzu. Nie mogłem
się zdecydować, patrzyłem na migoczące rzędy płomieni,
aż pomyślałem
czy - wbrew instrukcji - nie zapłacić tylko dwóch franków,
tyle pewnie kosztowała taka świeczka w sklepie.
Wrzuciłem
dwa franki, brzęknęło, potem zabrałem świecę.
Ale nie czułem się z tym dobrze
kościołowi jednak należy się jakiś dochód, więc
dorzuciłem jeszcze trzy franki i wewnętrzny głos powiedział mi,
że teraz jest dobrze. Zapaliłem świecę. Rozgorzała ładnym
jasnym płomieniem, a mnie zrobiło się ciepło na duszy.
Pomodliłem się do Maryi i Józefa, potem wyszedłem
zadowolony
że wszystko dobrze się skończyło, pogodziłem się z samym sobą,
a do tego zaoszczędziłem pięć franków.



Przetłumaczyli Agnieszka Będkowska-Kopczyk i Michał Kopczyk.

piątek, 11 marca 2011

Lekturowa zgaduj zgadula

Na wiele różnych sposobów można zniechęcić uczniów do czytania lektury. I istnieje wiele argumentów, by ich nie czytać…

No bo lektury trzeba czytać na siłę, są grube, mają głupich bohaterów, problemy są księżycowe, nic się nie dzieje, same opisy, dziwny język…

To mniej więcej pełna lista zarzutów, jakie stawia się tzw. lekturom. Ja dodam jeszcze jeden – bo mają głupkowate okładki.

Ja nie jestem zbyt wymagający w kwestii szaty graficznej książek – niech się książka nie rozpada w trakcie czytania, a reszta jest naprawdę mało istotna i da się przetrawić nawet najbardziej dziwaczne pomysły grafików, ale to co proponuje wydawnictwo GREG jest już do tego stopnia kuriozalne, że musiałem w końcu podzielić się w Wami paroma spostrzeżeniami.

Wydawnictwo to jest prawdopodobnie liderem wydawniczym wyspecjalizowanym w wypuszczaniu najtańszych i najmniej męczących ucznia lektur. Każda, nawet najcieńsza, książczyna jest tak opracowana, że uczniowi w sumie nauczyciel od polskiego potrzebny nie jest.

Nie dość, że książka jest streszczona, pojawiają się charakterystyki bohaterów, to jeszcze mamy do czynienia z kilkoma gotowcami wypracowań, których tematy często dotyczą omawianego tekstu.

My, nauczyciele, GREGa nie możemy znieść – to chory twór, który zwalnia od wszelkiego myślenia, uczy biernej lektury, pokazuje drogę na skróty.

No i mają fatalne okładki – a ja mam pewną teorię spiskową – w GREGu też nikt lektur nie czyta, a już na pewno nie ich graficy.

Proponuję pewną zabawę – wstawiam tu zestaw okładek, które skróciłem o tytuły i nazwiska autorów. Ciekawe, czy zgadniecie, „co grafik miał na myśli”

Rozwiązania na samym dole. Dobrej zabawy życzę!

1.


2.


3


4


5


6


7





Odpowiedzi

"Granica"
"Hamlet"
"Lalka"
"Mendel Gdański"
"Nad Niemnem"
"Makbet"
"Romeo i Julia"

środa, 9 marca 2011

Sroga środa

Srogo.

Budzi mnie w środku nocy Żona. Ja wygłupiony. Mam dziś rano jechać do Poznania, więc pewnie mnie budzi, bo zaspałem. Patrzę na zegar, 1:30!

O co chodzi? Bardzo źle się czuje. Bierze tabletkę na ból głowy, potem idzie spać do pokoju obok, a ja czuwam przy Córze. Ta ma coś ostro pokręcone z jedzeniem. Nie przybiera na wadze. Szarpie się przy piersiach. Z butelki mało co lepiej...

Mija pół godziny. Druga w nocy. Zabieram Córę do kuchni i zaczynam ją karmić odciągniętym mlekiem.

Nic. Wrzeszczy jakbym jej płynny ołów lał w gardło. Frustracja. Wściekłość...

W końcu jakoś się przyssała i wypiła połowę dawki.

2:30.

Jak melancholijnie wyglądają programy telewizyjne o tej porze...

Dół maksymalny.

Potem krótki rwany sen na kanapie.

5 rano. Znów się młoda budzi. Nie mam nadziei, bo za godzinę już muszę być w autobusie. Nie ma sensu próbować nawet zasypiać.

Z Córą na rękach oglądam jakiś antyczny program powtórkowy sprzed 10 lat.

***

Poznań. Kontrola, rutynowa, na onkologii. Już mam się umawiać, a tu kobieta w okienku mi mówi, że mój lekarz "od miesięcy już tu nie pracuje" i w ogóle się wszystko pozmieniało. Czy na lepsze?

Przez ostatnich 5 lat przynajmniej dwa razy w roku badałem się, czy nie powróciło świństwo, które się kiedyś przyczepiło. Nie wracało, a ja byłem mega zadowolony ze szpitala, bo pacjentów przyjmowano tego samego dnia.

Dziś umówiono mnie na wizytę za miesiąc. Niby niewiele czekania, ale coś się popsuło i niesmak został. Zwłaszcza, że bez sensu wziąłem wolny dzień w szkole. Trzeba było pojechać jak po lekcjach i na to samo by wyszło.

***

Z Córą dwie opcje - albo nietolerancja laktozy, albo refluks... Trochę strzelamy, ale w piątek się dowiemy czegoś od lekarki...

Żona się martwi. A słowo "martwi" to nielichy eufemizm...

***

Byłem z Tymkiem w kościele. Moment posypywania głów.




- Co to?
- Popiół.
- Po co?
- Żebyśmy pamiętali, że trochę jesteśmy czasami smutni...

wtorek, 8 marca 2011

"Pracuj, mózgu, pracuj..."

Ciężko się porobiło ostatnio w żywocie...

Bez uciekania w szczegóły - pozmienia się w naszym życiu, nerwowo się zrobi i może trochę groźnie nawet.

Kończy się pasmo beztroski i swobody, zaczyna się transmisja trosk...

Jak w wierszu wielkiego Kawafisa:

"Pracuj, mózgu, pracuj..." powtarza z uporem maniaka młody człowiek wchodzący w samodzielne życie.

A na dodatek Córa nam fiksuje i nie chce pić z piersi, ryczy i wije się przy naturalnym mleku. Nie przybiera na wadze tyle, ile powinna, choć na zabiedzoną nie wygląda.

A Synka zapisujemy do przedszkola, ale nie mamy najmniejszej pewności, czy zostanie przyjęty. Tym samym budujemy na piasku jakieś ta wizje przyszłości.

Trzeba podjąć pewne decyzje, które zaważą na czymś kiedyś... Czas prób.

Wiem, że zwątpieniu się poddawać nie wolno i wyrabiać w sobie cnoty, które może jakoś tam pomogą.

(No i zawsze jest mój patron z rodzinnego Kalisza, ten nie zawodzi...)


Co by tak upiornie nie było dwa obrazki:


Taki fresk zdobi ścianę w przyszłym (oby) przedszkolu Tymka. Co ten smurf robi? Zdaniem Żony puszcza bańki mydlane. Moim zdaniem raczy się niezłym tytoniem...


Obrazek z książeczki z dziecięcymi rymowankami. Wypożyczyliśmy ją z biblioteki, by Synek się uczył prostych wierszyków, a tu taki demoralizujący widoczek...

niedziela, 6 marca 2011

Wiersz na nowy tydzień VII

Od Czechów można się nauczyć wiele. A poezja Miloša Doležala to jeszcze jeden argument za tym, że nikt tak jak nasi południowi sąsiedzi nie potrafi łączyć dramatyzmu z groteską, patosu z humorem.

Wiersz pochodzi w niesamowitego tomu pt. "Gmina", który ukazał się w całości (co jest ewenementem na polskim rynku poetyckim) w roku 2004.

"Gmina" to zbiór krótkich wierszy opisujących losy, a najczęściej finały losów mieszkańców tytułowej gminy, w której wychowywał się Autor. Czytanie tych wierszy przypomina spacer po cmentarzu i oglądanie napisów nagrobnych. Najczęściej przekomicznych.

Oto jedna z historii. Nie ma powodu, by nie wierzyć w jej prawdziwość. Dowód na to, że ludzkie losy krzyżują się w sposób iście nieziemski.

(Dla wyjaśnienia, czescy komuniści najchętniej pozbywali się wrogów ludu wysyłając ich w głębokie lasy, góry i tym podobne przestrzenie, by tam się reedukowali, machając siekierami.)

Budził z Suszu

Porucznika Budziła z Suszu
który latał w Anglii na spitfirach
zestrzelili rok przed końcem wojny
nad Holandią podczas lotu bojowego
przeżył w niewoli.
Po powrocie do domu
poszedł bohater Imperium Wielkiej Brytanii
prosto do rąbania drzewa w karkonoskich lasach
w brygadzie z nim pracował milczek Niemiec Karl Heisler
Kiedy sobie tak na porębie
smarowali chleb smalcem
Heislerowi wymsknęło się
jak podczas wojny w baterii przeciwlotniczej
zestrzelił w czterdziestym czwartym angielski samolot
- A gdzie to się stało - zapytał milczka Budził
- No w Holandii koło Hagi




Spadł Budził z pieńka
- To od dzisiaj
każdego wieczoru nacierasz mi plecy spirytusem.


Przetłumaczył Jerzy Kędzierski.

sobota, 5 marca 2011

Mama i Synek


Zdjęcie zrobione zabójczo dobrym i posiadającym miliard opcji Canonem siostry Żony.

Pozdrawiam ją niniejszym...

czwartek, 3 marca 2011

Tłusty Tadeusz

Czego to się człowiek nie nasłucha w autobusie.

Jadę akurat do pracy. W sąsiedniej miejscowości wsiada stado dziewcząt. Chichrają się, przekomarzają... Normalka.

Nagle poważniejsza historia kłopotów szkolnych jednej panny. Całości nie słyszałem, ale pointa była taka:

- No i babka mi powiedziała, że mnie nie przepuści, jak nie zaliczę "Pana Tadeusza."



***

Wchodzę do sklepu spozywczego, by kupić dwa rogaliki. Trzeba zagryźć czymś hardą kawę, która ma mnie wprowadzić do świata żywych.

W sklepie moje dwie uczennice płacą za karton pączków.

- Kupiłyśmy z klasowych dla całej klasy - mówią dziewczyny.

- To ja w przyszłą środę przyniosę dla wszystkich popiół z kominka...

środa, 2 marca 2011

Melodramaty poranne

Co rano powtarza się ten sam scenariusz. Wstaję, gdy Tymek nie śpi już od kilkunastu minut. Idziemy do łazienki. Ubieramy się. No i się zaczyna.

- Tata nie jedzie do pracy - mówi Synek z mieszaniną obawy i nadziei w głosie.

Ja uciekam wzrokiem i mówię:

- Muszę jechać...

- Tata nie jedzie do pracy - akcentuje już rozpacz w głosie.

Biorę go wtedy na kolana i mówię:

- Tymku, muszę jechać, by mieć pieniążki na pieluszki...

- Nie trzeba zmieniać - mówi smutnym głosem.

- I zabawki mogę ci kupić...

- Nie chcę zabawek.

- I bułeczki rano mamy...

- Nie chcę jeść... Chcę, żeby tata nie jechał - i w płacz.


Gdy opowiadam to kolegom z pracy, ci mówią:

- Za 15 lat będzie odwrotnie. Ty będziesz chciał, żeby został w domu, a on będzie wyciągał rękę po kieszonkowe.


PS

Autentycznie smakuję ten czas, gdy dziecko jest najukochańszym, najbardziej rozbrajającym i najweselszym stworzeniem na świecie.

wtorek, 1 marca 2011

PO poczcie, PO szkole

(AUTOR OSTRZEGA! POST POLITYCZNY)


Rzadko widuję tylu znerwicowanych ludzi co na poczcie. Bywam tam, gdy muszę załatwić coś ABSOLUTNIE pilnego. Wysłać PIT poleconym, odebrać paczkę, której się nie chciało zostawić listonoszowi itd.

Ludzie na poczcie czują utracony i zapomniany czar kolejek sprzed roku 1989. Przypomina się tym iut starszym, jak to było czekać wpatrując się w okienko jak iluzję oazy na pustyni. Za okienkiem panie w ładnych fartuszkach stępują, naklejają, wydają...

Za ich plecami półeczka, na której znajdziesz wszystko, co może się przydać w najdziwniejszych okazjach, w akie obfituje życie. Tabletki na ból głowy, bombonierki, zabawki dla dzieci, kawa, herbata, prasa, płyny do zmywania.

Tak, poczta wychodzi na przeciw wszelkim naszym potrzebom. Czekam tylko na pieczywo, lody włoskie i obuwie...

Zapomniałbym - oczywiście na trzy okienka, tylko dwa są czynne. Najczęściej tylko jedno, żebyśmy jasność mieli.

Z tym stanem rzeczy postanowiono powalczyć w mojej Wielkopolsce.

Cytuję:

Z moich informacji wynika, że 48 filii pocztowych zostanie przekształconych w agencje pocztowe, jak również połowa z 50, czyli 25 dzisiaj istniejących urzędów pocztowych w dużych i małych miejscowościach - mówi w rozmowie z Radiem Merkury szef Solidarności w wielkopolskiej poczcie Witold Paluszak.

Wraz z planowaną restrukturyzacją pracę straci pełno ludzi, ale wątpię, by jakość usług pocztowych się polepszyła. (List wysłany z Warszawy do mnie, pod Poznań, szedł ponad tydzień. list wysłany do mnie z Danii szedł 3 dni!).

Po prostu nasze władze kontynuują zbójecką praktykę oddawania w prywatne ręce tego, co powinno zostać państwowe. Agencje pocztowe nie będą urzędami pocztowymi, które rzecz jasna powinny całkowicie zmienić swoje oblicze.

Znów cytat:

Strategia Poczty Polskiej przygotowana na lata 2011 – 2015 była konsultowana tylko i wyłącznie na szczeblu ministerialnym, rządowym. Nieprzygotowanie tej koncepcji powoduje również to, że dzisiaj nie jesteśmy przygotowani do przekazywania precyzyjnych informacji. One zmieniają się z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Mam informacje ze szczebla centralnego. Planowane zwolnienia grupowe, których czwartą turę zaproponowano pracownikom Poczty Polskiej, może objąć prawie pięć tysięcy osób, z czego wiemy, że to jest liczba minimalna. Może dojść do zwolnień o wiele dalej idących. Mówię tutaj o dziesięciu, dwunastu do piętnastu tysięcy osób w skali kraju.

To słowa przewodniczącego pocztowej "Solidarności" w Wielkopolsce.





I to mnie przeraża najbardziej. Dzisiejsza władza (Zaraz, jak ich "rozwinąć"? Przestępcza Organizacja? Partia Obietnic?)demontuje wszystko, co tylko może. Zrzuca odpowiedzialność na samorządy, by samej uniknąć odpowiedzialności za cokolwiek.

Poczta? Sprywatyzujmy. Dajmy obywatelom. Niech dbają.

Szkoła? Zrzućmy finansowanie ich na władze lokalne, niech oni dzielą peinądze i zamykają placówki. Na dole wiedzą lepiej, prawda?

Nieprawda! To państwo powinno widzieć lepiej i dalej niż samorządy, które najczęściej wpatrzone są w dziury w drogach. Dalej niż kadencja. Dalej niż aktualny budżet. Dalej niż słupki popularności.

Ale czego oczekiwać od władzy, skoro premier kraju mówi, że nie interesuje go przyszłość kraju tylko to, co teraz i dziś...

Cóż.

Mój głos oddany na PO jest w pierwszej trójce największych błędów w moim życiu, tuż po opuszczeniu uczelni TYLKO z tytułem magistra i zmarnowaniu sześciu lat młodości na dziewczynę, która okazała się totalną pomyłką...