czwartek, 24 lutego 2011

Zasób ludzki wygłasza kazanie

(AUTOR OSTRZEGA - WPIS JEST BARDZO PESYMISTYCZNY)


Cud się stał jakieś parę miesięcy temu. W naszej żenującej telewizji publicznej. W TVP2, która stała się parodią misyjności, przypadkowo o godzinie mniej więcej 7 rano (ach te uroki wczesnego wstawania...) trafiłem na niezwykły program. Program poświęcony poznańskiej Pracowni Pytań Granicznych - interdyscyplinarnej katedrze działającej przy Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza.

Pracownia jest o tyle ciekawym zjawiskiem, bo stworzył ją apostata, Tomasz Węcławski, wcześniej wybitny teolog, dziś filozof, który na znak zerwania z przeszłością zmienił nazwisko na Polak.

Traf chciał. Przypadek sprawił. Taki skarb wcześnie rano.

Rzecz tyczyła biopolityki. Nie chcę wchodzić w ten temat zbyt głęboko, bo nie o tym tu będzie mowa. Mną wstrząsnął jeden moment:

Jak łatwo przyzwyczailiśmy się do maszkarona językowego, potworka, który brzmi "zasoby ludzkie." Przeszliśmy do porządku dziennego. Uwierzyliśmy w "normalność" i "zwykłość" tego określenia.



Dziś nikomu się nie kojarzy negatywnie ten obrazek odsyłający nas niemal do Różewiczowskich "furgonów porąbanych ludzi." Odsyła nas raczej do umundurowanych, świńsko szczęśliwych ludzi zmierzających pewnym krokiem na rekrutację. Najlepiej w międzynarodowej korporacji.

Ludzie uczeni są w szkołach, jak się "najlepiej sprzedać pracodawcy" i taka retoryka panuje na wszelkich zajęciach/szkoleniach z autoprezentacji. Handel ludźmi nie zanikł. Teraz niewolnicy sprzedają samych siebie i marzą o tym, by się sprzedać za dobrą cenę.

***

Wczoraj smutna rozmowa w domu. O dwóch moich szwagrach. Ludziach niewątpliwego sukcesu. Obaj w moim wieku prawie. No dobra, młodsi. Obaj dyrektorują. Jeden w wielkiej firmie produkującej opakowania, drugi w wielkiej sieci handlowej. Jeden co jakiś czas "wziąłby czapkę i wyszedł raz na zawsze", drugi gdy żona dzwoni z pytaniem, czy coś jadł, odpowiada, że nie miał czasu. Zawsze.

***

Dlaczego nie mam żadnego zaufania do mojego kraju? Dlaczego wątpię w to, że ktokolwiek pochyliłby się nade mną, gdyby coś mi się stało? Dlaczego czuję, że nikt z tych, których wybieramy co jakiś czas, nie zrobiłby nic, tylko odesłałby mnie do organizacji samorządowych, bo przecież "walczyliśmy o wolność, by samemu o siebie dbać."

***

Czy kiedykolwiek usłyszę od jakiejkolwiek władzy:

"Człowiek, głupcze!"

zamiast

"Gospodarka, głupcze!"

***

Dziś koleżanka z pracy powiedziała mi najpiękniejszy komplement, taki, o jakim można tylko pomarzyć. Rozmawialiśmy o tym, co opisałem wyżej. O tym, że dziś realizm oznacza ni mniej ni więcej tylko pesymizm.

"I o takich rzeczach mogę porozmawiać tylko w szkole. Tylko z tobą lub z X. Bo ze znajomymi to ja tylko o domach, o dzieciach, o gotowaniu się nasłucham."

***

Gdy Jan Paweł II przyleciał do Polski w 1991 roku grzmiał takimi oto słowami:

Nie można tutaj mówić o wolności człowieka, bo to jest wolność, która zniewala. Tak, trzeba wychowania do wolności, trzeba dojrzałej wolności. Tylko na takiej może się opierać społeczeństwo, naród, wszystkie dziedziny jego życia, ale nie można stwarzać fikcji wolności, która rzekomo człowieka wyzwala, a właściwie go zniewala i znieprawia. Z tego trzeba zrobić rachunek sumienia u progu III Rzeczypospolitej!


Ten człowiek w jakimś prorockim niemal uniesieniu widział, do czego posuną się nasi rodacy, by udowodnić, że wolność rozumią po swojemu.

Pytał się: "Coście zrobili ze swoją wolnością?!"

Odpowiedzieć można:

"Nic... spierdoliliśmy...no i parę pomników ci postawiliśmy..."

15 komentarzy:

  1. Samo życie, cholera.... samo życie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Antku :)
    Pracownia Pytań Granicznych to świetna inicjatywa, miałam możliwość uczestniczyć w cyklu wykładów, przesiąkłam też głębiej. Profesor Węcławski (ja się do tego Polaka w życiu nie przekonam) to już chyba ikona dla młodych, spragnionych wiedzy.
    Ale, wracając do tematu: z zasobami ludzkimi jest jak ze służbą zdrowia. Ludzi traktuje się przedmiotowo, a leczenie staje się zwykłą usługą... co, jak widać na przykładzie Ani Black, krzywdzi pacjentów.
    Jak ma być dobrze w państwie, które stworzyło potwora gospodarczo- administracyjnego. Chorzy nie mają refundowanych leków, ludzie bezpowrotnie tracą pracę, a ci którzy ją mają - zaharowują się, zaniedbując swoje życie prywatne?
    Polska pesymizmem i krzyżami zasłużonych stoi...
    A to się raczej nie zmieni.

    Ps. Ja tu o Ani Black, bo się okres rozliczeniowy zbliża, więc... może by tak 1% przekazać na jej leczenie? Adres do bloga Anki: http://annablack.blox.pl/html
    Ps.2. Przepraszam za powyższą prywatę :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Antek ja też tak to czuję. Jesteśmy coraz bardziej zniewoleni, takie trybiki w maszynie, do robienia pieniędzy. Ku chwale wszelkiej maści włodarzy.:/

    OdpowiedzUsuń
  4. Prof. Węcławski to niezwykła i trudna do sklasyfikowania postać. Bardzo mnie ciekawi...
    Ludzie nie powinni sami się sprzedawać, to fakt... Szacunek dla człowieka wyklucza też państwo - nianię, bo przecież jesteśmy myślący, a przynajmniej mam taką nadzieję, że jako obywatele legitymujemy się taką cechą. Pozdrawiam i zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przynajmniej wszystko na swoje własne życzenie. Nikt nikomu nic nie każe, ani używać słownika takiego albo innego, albo budować pomnika takiego ani innego. Ludzie dokonują wyborów i ponoszą ich konsekwencje. To co mamy w Polsce to przecież sami sobie budujemy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Co tu powiedzieć - kapitalizm. I nie da się ukryć - powstała kapitalistyczna nowomowa.

    Wczoraj rozmawiałem z przyjacielem, któremu przyszło pracować w korporacji. Taki przykład: jeśli ktoś łamie procedury, wpisują mu w akta: "rozwija się poza strukturami firmy". Jest to podstawa do zwolnienia. Trochę się uśmialiśmy, bo w tej sytuacji w sumie o zwolnieniu z pracy nie ma mowy, tylko o tym, że firma DAJE MOŻLIWOŚĆ DALSZEGO ROZWOJU, tyle, że już poza własnymi strukturami.

    Z drugiej strony każde czasy i każdy system ma swoją specyfikę, swoje lepsze i gorsze strony. Trzydzieści lat temu też było się do czego przyczepić, i trzysta i pewnie trzy tysiące lat temu też. Może po prostu świat nie może być idealny?

    OdpowiedzUsuń
  8. a ja pracuję w takiej firmie. i nie daję się. praca to praca, rzadko pracuję 8 godzin, często nie mam czasu zjeść, stres mam kosmiczny, ale te, nie ukrywam, dużą satysfakcję. mam plan: jest czas pracy i czas odpoczynku. Teraz pracuję. Denerwuję się nie raz, nie dwa, że na nic nie mam sił, że w tygodniu jest tylko praca, a w weekend składam się do kupy. Ale w tyle głowy jest ten dom na odludziu, pełen zwierząt, ludzi i spokoju. Wcale mi się nie podoba ślepa pogoń.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdesperowany, czasy pewnie zawsze były nieco kijowe, ale myślę, że raz było nieco lżej, raz nieco gorzej. Tak myślę.

    Jasne. Rozwijamy się w uwarunkowaniach, których nie możemy opuścić. Można by się kiedyś wybrać w podróż w czasie i rzucić okiem na warunki życia w renesansie lub oświeceniu, ale pewnie się nie da.

    Ja wychodzę z założenia, że dzisiejszy świat zgubił gdzieś człowieka, a znalazł istotę, która podbija słupki wydajności.

    OdpowiedzUsuń
  10. Shemanko, nie jest tak, że WSZYSCY mamy to, co się satło, na własne życzenie. Nikt nie pytał pracowników rozsprzedawanych zakładów, czy chcą wylądować na bruku.

    OdpowiedzUsuń
  11. "Zasoby ludzkie" to jeszcze nic. Nowoczesne technologie sprowadzają człowieka do mocy obliczeniowej jego mózgu i możliwości dostosowania do tej potężnej mocy - komputerów, mikroprocesorów itp. Polecam wywiad z prof. Warwickiem z tej strony: http://wyborcza.pl/1,75476,8878308,Ja__cyborg.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Jednak ktoś w końcu odpowiedzialność za ten kraj musi zacząć brać, podobnie jak za własne życie i za to czy pracuje w korporacji czy nie i za to na co oddaje jeden procent podatku.

    Mój tata należy do tych co wylądowali na bruku po sprzedanym zakładzie i do tych co zbudowali swoją firmę od podstaw, spędzając całe życie w pracy, kosztem relacji w rodzinie i własnego zdrowia. Teraz oddaje cały procent swojego podatku na lokalny kościół, jest w radzie prarafialnej, jest dumny ze swojego życia, że dzieci wyrosły na ludzi i że stać go na drogie kardiologiczne leki i lekarzy, nowoczesny dom na wsi i samochód za 150tys.

    Ja ani na kościół kasy nie oddaję, w tradycyjnej rodzinie nie żyję, mąż nie pracuje więcej niż 8 dziennie i dużo sprząta w domu. Ja pracuję dla korporacjii ale mam do tego dużo dystansu, bawi mnie absurdalność wielu rzeczy i to, że jestem dobra w tym co robię.

    Też mam wrażenie, że nikt nade mną by się w Polsce nie pochylił, a nawet pewność, bo Polska należy do krajów o najniższym zaangażowaniu społecznym - wolontariat, akcje społeczne praktycznie nie istnieją. Podczas 10 lat mojego dorosłego życia w Polsce dużo pracowałam za darmo, w szpitalach psychiatrycznych i z dziećmi z rodzin alkoholików, zresztą dzięki wsparciu i pieniążkom ojca. Nikt się nad pokrzywdzonymi losem, biednymi, nienormalnymi i upośledzonymi w Polsce nie pochyla. Szpitale psychiatryczne to taka bieda, że aż piszczy, wszyscy dostają ten sam lek na różne zaburzenia, bo innych nie ma, nie mówiąc o tym na czym śpią i co jedzą i jak zimno jest w zimie. W przeciwieństwie do szpitali kardiologicznych na które jest kasa, bo leczą się na nich ci co nigdy czasu nie mają, za to mają pieniądze, jak mój tata.

    Kościół też niech bierze odpowiedzialność za to co się dzieje, bo ma w Polsce pozycję bardzo mocną. Pamiętam jak przez niedzielną ambonę przeszło hasło szczepienia na raka szyjki macicy, oddawani krwi i przeszczepiania organów i nagle pospolite ruszenie, wszystkie wskaźniki skaczą. Dlatego powinni wziąć też i odpowiedzialność za alkoholizm i za przemoc domową zamiast głosić patos kobiety ofiary poświęcającej się dla rodziny i dzieci.

    Samotne matki pomocy też nie mają żadnej, ich dzieci też, ale feminizm fuj - rozumiem, ekologia fuj też, ale troska o innych daleko od troski o planetę nie pada.

    I owszem dobrze, że widzimi co nie tak, że patrzymy krytycznie. Ale nie dobrze, że robimy z siebie ofiary i zrzucamy winę na innych. Chcemy widzieć diabła tylko na zewnątrz nigdy w sobie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dodam jeszcze, skoro już pozwoliłam sobie na osobiste wynurzenia, że pracę znalazłam sobie sama, utrzymujemy się z mężem sami, mieszkamy w wynajmowanym dwupokojowym mieszkaniu, a w zeszłym roku przekazałam pieniążki na powodzian i dzieci z chorobami nerek w Polsce, bo też byłam takim dzieckiem, podobnie jak mój brat.

    A więc tak nie wierzę w sprawiedliwy świat, ale wierzę w odpowiedzialność za siebie i za ten świat.

    Co więcej - obecnie jestem w 5 miesiącu ciąży i już wiem, że moja córeczka będzie miała problemy z nerkami - nie wiem jeszcze jakie poważne. Niemniej dzięki temu, że jestem zasobem ludzkim w korporacji przysługuje mi dostosowanie mojego stanowiska pracy do potrzeb ciąży, dzięki czemu wzięłam tylko 3 dni zwolnienia jak dotąd. Korporacja oferuje też swojemu zasobowi w ciąży płatny 2 miesięczny urlop macierzyński i powiedzieli mi, że mogę wziąć rok wolnego jeśli chcę.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.