niedziela, 27 lutego 2011

Wiersz na nowy tydzień VI

Charles Reznikoff jest jednym z moich ulubieńców.

Skromny urzędnik, nowojorski Żyd, który przespacerował swoje miasto wzdłuż i wszerz.

W wierszach zachwycał się bulwersującą dzisiejszych poetów rzeczywistością.Śmieci na dnie rzeki, biegnący lis lub zmieniające się światła na skrzyżowaniu to niby żadne materiały na poezje, a jednak...

I ile poczucia humoru w tej twórczości, a ile wzruszeń, a ile odkryć. I wielka pokora wobec zwyczajności.

Tutaj w dość poważnym tekście. O czym? No własnie... Cisza...

Ścieżki opustoszały jak zawsze:
niżej, światła domów i samochody
i ogromne zacieki mydlanej piany;
tu, pod schodami, klomby, mrok gęstych żywopłotów,
i te zdyscyplinowane pęczki palmowych liści.
Gdyby to były Włochy, mówisz,
chodniki byłyby pełne ludzi,
a tutaj stałyby rzędy stolików -
i grałaby orkiestra.






Czy cisza jest dla ciebie zbyt mocna?
Trzeba ją rozcieńczać
alkoholem, rozmową i muzyką?

Przetłumaczył niezawodny Piotr Sommer

7 komentarzy:

  1. Dobra, ten mi się podoba... Dzięki

    OdpowiedzUsuń
  2. czekałam na wiersz od rana
    doczekałam się
    warto było czekać

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie cisza rzadko bywa zbyt mocna :), lubię ciszę wieczoru :)

    OdpowiedzUsuń
  4. dzięki.

    Mnie zawsze jakoś tak wzrusza, gdy tu komentujecie te w sumie wymagające teksty.

    pzdr all

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.