środa, 16 lutego 2011

Wielka wyprawa

Zazwyczaj tego typu wyjazdy budzą we mnie ambiwalentne uczucia. Wyjazdy z klasą są fajne, gdy się jest opiekunem, ale nie są fajne, gdy cały wyjazd trzeba od A do Zet załatwić.

Broniłem się przed tym, jak tylko mogłem, ale po sukcesie dzisiejszego wypadu, czuję dumę i mogę jeździć, jeździć jeździć...

(Sukces - czyli dojechaliśmy i wróciliśmy w komplecie - jakbyście nie wiedzieli.)

Najpierw lekcja muzealna. Klasy grzecznie poszły za przewodniczkami, które tłumaczyły im zawiłości renesansowej i realistycznej sztuki. Potem do autobusu i wio! W stronę kina, gdzie czekały na nas dwa filmy - do wyboru: dla chłopaków "Prawdziwe męstwo", western braci Coen, i "Burleska" dla dziewczyn, musical z Kryśką Agilerą, czy jak tam się pisze jej nazwisko...

Ja oczywiście bez wahania uderzyłem na moich ukochanych Coenów i nie zawiodłem się.


Historia zemsty jest soczysta, mocna, męska i świetnie nakręcona. Aktorsko bajeczna. Wzruszająca i obezwładniająca. Nie jestem fanatykiem opowieści o Dzikim Zachodzie, a i w kowbojów się nigdy nie bawiłem, ale ten film mnie porwał. Niespieszna narraracja, która nagle przyspiesza, wzniosły i gorzki finał...

Uczta.

Z "Burleski" też raczej zadowolone towarzycho wychodziło, więc cieszę się podwójnie, bo sam znalazłem kino z tymi propozycjami.

Nie było wtopy, jak kiedyś, gdy pojechaliśmy na "Ciacho" i "Parnassus." Oba filmy były całkowitymi knotami i WSZYSCY żałowali, że na cokolwiek pojechaliśmy.

A to takie dwa obrazki z hallu kina:





Co by się stało, gdybyśmy spróbowali połączyć te dwa filmy w jeden?

9 komentarzy:

  1. "Jak zostać królem cellulitu?" :D Chyba najprostsza droga prowadzi przez amerykański styl życia ;)

    BTW. Dla mnie nauczyciel biorący grupę młodych, nieukształtowanych ludzi na wycieczkę (jakąkolwiek i gdziekolwiek) to po prostu bohater. I piszę to bez "lizustwa". Wiadomo, że poza domem, w grupie, młodzi mogą stracić rozum i zrobić coś głupiego. Wiadomo też kto później za to odpowiada... A gdy mamy do czynienia z koedukacją, gdzie hormony buzują i młode samce chcą pokazać się (nie ważne z jakiej strony) młodym samicom...

    OdpowiedzUsuń
  2. Hihi luqe porwał moją propozycję. Grunt, ze wszyscy wrócili cali i zdrowi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, że się wycieczka udała.
    A co do filmu - ja się zawiodłem. Owszem, film dobrze zrobiony, sprawnie opowiedziany, dobrze zagrany, ale to tyle. Żadnych rewelacji. Po ludziach, którzy zrobili 'Fargo' i 'To nie jest kraj dla starych ludzi' spodziewałem się czegoś więcej, niż odgrzewanego kotleta w świeżej panierce. I po co było robić film, który ktoś już raz zrobił? Ta tendencja jest dla mnie zupełnie niezrozumiała (i tracę szacunek do ludzi, którzy się jej dają porwać - następny w kolejce David Fincher, który zrobił genialne rzeczy, a teraz przerabia na amerykański 'Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet - film stosunkowo nowy i rewelacyjny). Lubię westerny, bardzo, a po Coenach spodziewałem się świeżego powiewu. Nie ma go niestety w 'Prawdziwym męstwie'.

    Skoro już chcieli nakręcić western, mogli znowu sięgnąć po książkę Cormaca McCarthyego i zrobić 'Krwawy południk'. To by mogło być coś - zupełnie nowe spojrzenie na amerykańską mitologię.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja zatrzymałem się w temacie westernów na Sergio |Leone i dalej nie zamierzam iść. Wyjątek czynię dla "Niesamowitego jeźdźca" - świetny film, biblijny, mroczny...

    A Coenowie? Wielcy z powodu filmów, które wymieniłeś i jeszcze "Lebowskiego" bym dodał.

    Tu po prostu zrobili swoje (choć cudze). Cóż z tego, że powtórzyli pomysł z 1969 roku (chyba), skoro tamten Rooster w wykonaniu Weyne'a jest sztywny i czyściutki, a tu Rooster aż wali wódą na kilometr...

    OdpowiedzUsuń
  5. Eee - John Weyne też był zapijaczonym Roosterem i też nie był szeryfem bez skazy. Ten nowy - rewelacyjny, ale to filmu nie czyni wielkim. I tak jak mówię - po co się powtarzać? Nie rozumiem tego. Ostatnio wyczytałem, że mają powtórzyć 'Dziką Bandę'. Toż to będzie świętokradztwo! Jak sobie przypomnę oryginał, to aż ciarki przechodzą. Poprawić się tego nie da. Nawet jak wyjdzie dobry film, to co z tego? Już nie będzie tego kontekstu, już nie będzie mógł sobie człowiek wyobrazić, jaki ubaw musiał mieć zapijaczony Sam Peckinpach masakrujący w otwierającej film strzelaninie defilujące, rozśpiewane matrony z Ligi Trzeźwości.
    Po co się w ogóle zabierać za takie rzeczy?

    OdpowiedzUsuń
  6. "Jak król pozbył się cellulitu"? ;)
    Każda wycieczka jest udana, jeśli wszyscy wyjechali i wrócili w jednym kawałku bez uszczerbków.

    OdpowiedzUsuń
  7. I love JB :)

    Uwielbiam patrzeć na Jeffa Bridgesa. Zwłaszcza odkąd nosi długie włosy. Na szczęście nie wszyscy reżyserzy każą mu je ścinać, nie wszyscy wygładzają nieco niechlujny wizerunek.

    "Prawdziwe męstwo" obejrzałam z przyjemnością. Może dlatego, że nie mam odniesienia do innych reprezentantów gatunku, westernów po prostu nie oglądałam. I może dlatego, że do Coenów mam stosunek nieobiektywny. Cenię ich za mistrzostwo realizacyjne i smaczki - postacie drugo- i trzecioplanowe nigdy nie są nijakie, a twarze nie trącą banalnością.

    PS Big Lebowski, mój ulubiony film w ogóle, obejrzałam po wielokroć.

    OdpowiedzUsuń
  8. Parnassus jest fajny, klimatyczny. Trzeba jednak Gilliama lubić, rozumieć, znać jego całą twórczość az po Pajtonów. Na pewno nie jest wybitny, ale przyjemnie się go oglądało. Czekam na kolejny seans na Canal+ bo za pierwszym razem dzieci trochę poprzeszkadzały i pewne rzeczy mnie umknęły

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.