środa, 2 lutego 2011

Schody do nieba

W niedzielę odwiedziła nas cała moja familia z Kalisza: rodzice, dwaj bracia, jeden z żoną i synkiem. Napad zapowiedziany i wybitnie przyjemny, bo nie widziałem się ze staruszkami i bracholami od ho ho ho nie wiem kiedy...

Podmiotem zdarzeń była oczywiście Córa, która szczególnie cieszy moją Mamę - w życiu doczekała się trzech synków i wnuka, więc wnuczka jest upragnionym odpoczynkiem od płci męskiej dominującej w mojej rodzinie.

Synek na widok tylu nowych ludzi baaardzo się przejął - i okazywał to wybitnie dziwnie.

"Szczypać tatę" - powtarzał, gdy trzymałem go wtulonego w ramiona. Jego malutki światek się rozrósł się kilkukrotnie w ciągu sekund, więc nic dziwnego, że lekko mu się zaczęło mieszać.

Przyzwyczajał się powoli, ale w końcu nawet do "obcego dziadka" (mojego taty) biegał i siadał mu na kolanach.

***

Wypytywałem się o nowinki z Kalisza, z mojej ulicy. No i się dowiedziałem, że w tym roku wizytę duszpasterską moim staruszkom złożył sam ksiądz dobrodziej proboszcz. Ten sam, z którym mój ojciec ma zakaz rozmawiania. Moja mama ten zakaz wydała, po ładnych parę lat temu zamiast kolędy i błogosławienia domu mieliśmy prawdziwą awanturę. Proboszcz tak się zdenerwował, że nawet koperty z "ofiarą" nie chciał zabrać.

Nie żeby mój ojciec był jakimś szczególnym antyklerykałem, ale po prostu w jego świecie księża i pieniądze nie stanowią dobranej pary. A proboszcz z mojej rodzinnej parafii niestety jest mistrzem w ich łowieniu.

Gdy remontował front kościoła, każdy parafianin mógł wziąć na siebie część ciężaru finansowego tej inwestycji. Można było za 1000 (!) złotych dokręcić do jednego ze schodków sprzed kościoła tabliczkę z własnym nazwiskiem.


Mój rodzinny kościół z fragmentem "schodów do nieba"...

Ostatnio wpadł na pomysł wstawienia do kościoła wielkiego obrazu św. Teresy. Koszty? "Miło by było, gdyby na obraz złożyły się parafianki o imieniu Teresa."

Mnie wkrótce czeka przeprawa z moim proboszczem - muszę Córze chrzciny zaklepać. Za chrzciny Tymka nie daliśmy ani złotówki, nikt nic nie chciał, ale teraz weszła nowa "władza" i może być różnie.

Bo gdy powiem, że pierwszego wprowadzono nam do Kościoła za darmo, to teraz pewnie wyłożę dubeltowo...

4 komentarze:

  1. "Szczypać tatę" - szczypię, więc jestem... i tata jest... jest dobrze... jest dobrze... :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdybym miała zakładać własny biznes to na pewno byłby kościół. Zupełna abstrakcja, ale chciałam przez to powiedzieć, że zgadzam sie twoim tatą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę uważać, bo święta Agnieszka wypuszcza skowronka z mieszka, więc i u mnie mogą chcieć to uczcić. Pomysł z Teresami przedni! Nie wpadłabym na coś takiego :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdesperowany, to bardzo subtelna wzmianka o swoim istnieniu, nie uważasz?

    Magdo, scjentolodzy już dawno odkryli, że mozna założyć religię dla znanych i bogatych, by cykać ich na kasie.

    Ago, grunt to pomysł! Może dotacja unijna wpadnie?

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.