czwartek, 17 lutego 2011

Mój niszowy fryzjer

Nie żaden "Salon fryzjerski", nie "Studio urody" ani "Departament piękna."

Po prostu szyld "Fryzjer." W moim małym miasteczku. W bramie. Damsko-męski. Trzy fotele. Dwie dla pań, jeden dla panów. Kobiety strzyże, tapiruje i robi trwałe jedna okrąglutka damulka. Facetów strzyże syn poprzedniego fryzjera. Czterdziestolatek, zabawnie dygający przed każdym gościem i w pas się kłaniający, gdy wręcza mu się 12 zł za obcięcie.

Typowy prowincjonalny fryzjer - uprzedzająco uprzejmy, zagadujący, co mnie akurat irytuje, wciąż zainteresowany życiem swojej klienteli, w białym (białawym?) fartuchu...

Wewnątrz czas się zatrzymał - wciąż te same specyfiki do pielęgnacji włosów. Te same farby, kremy, odzywki. Te same smutne plakaty z eterycznymi twarzami, które otaczają burze włosów. Ten sam zapach - mieszanina wody kolońskiej (jest jeszcze coś takiego?), szamponu, jakichś środków do trwałej...



Tego zapachu nie można pomylić z żadnym innym.

I takich miejsc jest coraz mniej. Wyglądają jak z alternatywnego amerykańskiego filmu. Wiecie, taka opowieść o miejscu i jego bywalcach. Ale to jest nasze - tutejsze i przez to ignorowane, choć można by z tego "zrobić" prawdziwy poemat zwykłości.

Znam takich, co wydają ciężkie pieniądze, by się "wystylizować" w duuużym mieście. Zwłaszcza panowie poddający się delikatnym rączkom kosmetyczek i fryzjerek budzą moje głębokie zażenowanie.

Ja wolę klimat "starych czasów" - gdy to, co męskie, załatwiano szybko i od ręki. Bez zbędnego modelowania, pieszczenia, głaskania. No, może przy delikatnej ścieżce dźwiękowej fryzjerskich pytań w stylu: "Kupił pan już samochód, bo jak nie, to ja słyszałem o..."

13 komentarzy:

  1. Eeej Antek, jakie zażenowanie :) do mnie przychodzą panowie szczególnie w okresie zimowym na masaż ciepłymi kamieniami, rozgrzewa i rozluźnia mięśnie,likwiduje napięcia, odstresowuje... taki zabieg po pracowitym dniu to naprawdę fajna sprawa :))
    Choć przyszedł też pan i zazyczył sobie żeby powyrywać pęsetką siwe włoski w brwiach :) jak dla mnie nie potrzebnie ;) w odróżnieniu od kobiet, mężczyznom siwizna dodaje uroku, nie raz im starsi tym przystojniejsi... to niesprawiedliwe ;DDD

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest w lublinie taki fryzjer w starej dzielnicy robotniczej, w starej trójkątnej kamienicy. W piwnicy - córka właściciela strzyże panie, na pięterku wąsaty rubaszny ojciec. Starsi panowie siedzą jak mafiozi, czytając "Kuriera Lubelskiego" i pijąc herbatę ze szklanek. Ręczniki uzywane chowa się do szafki po lewej, a wyciąga, jak klient nie patrzy, te same, z szafki po prawej, bo są połączone. Na ścianach wiszą fryzury z Dirty Dancing i kilka ujęć Madonny. Kasetowy magnetofon szepcze coś niezrozumiałego a wąsaty fryzjer niezmiennie zagaduje mężczyzn... o ich kobiety ;)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudne klimaty. Nigdy nie powinny umierać. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak sobie myślę, że nigdy nie strzygł mnie mężczyzna. Choć nie - raz jeden jedyny. Za to raz strzygła mnie uczennica (w ramach oszczędności i zasady nie przepłacania za pierdoły wybrałem się do taniego 'salonu') i zrobiła mi duuużą krzywdę. Nie myślałem, że moją 'fryzurę' da się spieprzyć, a tu proszę - niespodzianka. Da się, i to jak! Niektórzy ludzie nie powinni pracować w niektórych zawodach - na przykład w takich, co do których nie maja za grosz smykałki i wyobraźni. Toż to nawet ja wiem - tak teoretycznie - jak się posłużyć maszynką i że niekoniecznie trzeba zadbać o to, żeby na wysokości ucha zrobić równą krechę i wygolić wszystko, co poniżej. I na karku zrobić to samo - też krechę. Ja wiem, że istnieje pojęcie 'cieniowania' - tamta pani nie wiedziała, w związku z czym wyglądałem jak upośledzony nazista, kiedy już zszedłem z fotela.

    Ratowała mnie pani w innym zakładzie i teraz - z sentymentu - chodzę właśnie tam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy mnie nie bawiły nadęte salony pełne "stylystów", może nie ląduje w takim saloniku rodem z komuny, ale uważam, ze pani X z osiedlowego fryzjera ma często więcej inwencji i wyczucia Twojego gustu od "stylysty" z salonu za niebotyczne kwoty. o i tego będę się trzymać! I zapraszam do siebie po odbiór nagrody!

    OdpowiedzUsuń
  6. Faktycznie te "salony fryzjerskiej" z tradycją coraz rzadziej się zdarzają, wypierane przez sieciowe wymuskane "studia fryzjerskie" w których czasami jako prosty facet nie wiesz do końca jak się zachować i wizyta tam to niekończące się pasmo stresu.

    OdpowiedzUsuń
  7. U naszego fryzjera jest tak samo:)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja to mam maszynkę w domu i fryzurę na 3 mm (z tego co zostało na głowie jeszcze), ale pamiętam jak chodziłem z Mamą do jej znajomej fryzjerki jako dziecko. Pamiętam to do dzisiaj.
    Pamiętam też siermiężny, jak na obecne czasy, sklepik, w którym kupowaliśmy lizaki, a pani dorzucała nam po cukierku z olbrzymiego słoja. Palcami nam je wyciągała, a Sanepid sklepu nie zamknął...

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie się przypomniał korytarz na basenie nieistniejącej juz KWK Mysłowice, tyle że tam pachniało roztworem h2o i Cl ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Magdo, zapach basenów W OGÓLE jest niepowtarzalny. Chlor rządzi! I też wspomnienia nauki pływania w podstawówce, gdzie pierwszy i ostatni raz w życiu skoczyłem na główkę do wody...

    Phazi, maszynka dobra rzecz, pod warunkiem, że się nie zepsuje w połowie formowania fryzury...

    OdpowiedzUsuń
  11. Ago, dzięki za wyróżnienie... będzie mnie to mobilizowało do dalszej pracy na forum bloga ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Vi, wiem, dbanie o siebie to powód do chluby raczej niz wstydu, ale dla mnie coraz częściej faceci przekraczają niewidzialną granicę obciachu.

    Zabiegi relaksacyjne OK, tego tez bym spróbował, ale mi raczej chodziło o przesadne upiększanie własnej powierzchni - solarka itd.

    OdpowiedzUsuń
  13. mnie też takie coś żenuje;) no ale cóż, jak kiedyś byłam mała, to mama kazała mi iść do sklepu po śmietanę, a ona była u fryzjera, ale ja się zgubiłam, obok damskiego fryzjera, kilka metrów dalej był męski, weszłam tam i zobaczyłam 5 panów czekających w kolejce do strzyżenia, po czym 6 letnia dziewczynka(czyt ja) zapytala czy nie obcina pan mojej mamy bo ją zgubilam i nie wiem gdzie jest;):)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.