piątek, 4 lutego 2011

Książki przyszłości

Ostatnio znowu zachorowałem na powieści kryminalne Simenona. Kilka już łyknąłem wcześniej, ale Maigreta nigdy dość. A i sam Simenon autorem jest niezwykłym. Potrafił napisać średnio 70 stron dziennie. Powieść w kilka dni mu się rodziła. W sumie strzelił 450 powieści i opowiadań.


Dziś w Polsce nie jest raczej wznawiany/wydawany, a niesłusznie, bo literatura to przednia i wyżej stawiam w moim prywatnym rankingu Simenona niż większość hołubionych skandynawskich kryminałów.

No więc ryję w Allegro. Szukam okazji i się trafiło. Zestaw 4 książek za 15 złotych. Okazja jak się patrzy. Kupuję i czekam.

Dziś są.

Otwieram i...

.....fuj! Zapach papierosów.

Załamka...

W domu nikt nie pali. Dym to intruz. (Na Allegro powinna być opcja: "Książki od osoby palącej/niepalącej.")

Już kiedyś tak wtopiłem z jakimś tomikiem Miłosza. Pół roku śmierdziała!

Ale po chwili naszła mnie myśl - skoro sam Simenon jak i Maigret byli fanatycznymi palaczami fajki, to może wszystko układa się w jakąś logiczną całość?


Może czytając innych autorów powinno czuć się zapach ich ukochanych używek, perfum, miejsc?

19 komentarzy:

  1. Antek no ciekawa teoria :) To nawet niezły pomysł. lepiej go szybko opatentuj!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bałbym się wtedy wziąć do ręki książkę Bukowskiego... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kupowanie uzywanych ksiazek jest w ogole niebezpieczne. A nuze ktos chadzal z nimi do kibelka, coby tam umilic czytanie?

    Jeszcze pal licho jak tylko, ot, po prostu tak, ze obrzydzenie chwyta. Gorzej, jezeli do tego chorowal na jakas parazytoze...

    Nie umyl raczek dobrze, srajtasma zahaczyla, albo Bog wie co jeszcze... i jajeczko, albo inna przetrwalnikowa forma inwazyjna na ksiazeczce ;>


    Bardziej przejalbym sie tym, niz papierosami ;D


    PS. Ciekawa historia, musze przyznac, tym bardziej ze sam kupilem duzo uzywanych ksiag - i jeszcze noszaca zapach papierosow sie nie znalazla...

    W ogole jakis znosny dymek, czy pochodzacy z jakichs tanich wybroczyn? :P


    PS2. Perdone za brak polskich czcionek... problem techniczny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja zamówiłam WSZYSTKO Gombrowicza i owo wszystko było pochlapane czerwonym winem. Bo chyba nie barszczem? Kocham mimo to i czytam co jakis czas. Wyobraziłam sobie, że Rita wylała.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kos, strach się bać wypożyczanych z bibliotek książek...

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaskakujący pomysł! Ale w sumie.. Czemu by nie. Jeśli to ma pozwolić lepiej wczuć się w mroczny, tajemniczy klimat powieści kryminalnej..

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka z narzędziem zbrodni byłaby boska ;DDDD

    OdpowiedzUsuń
  8. lubie nowe książki. Lubię czyste świeże kartki. Jeśli mają sie zestarzeć, to ze mną.
    Skoro jest opcja przy telefonach komórkowych (uzywała go kobieta) to chyba powinno być też info o właścicielach książek.Swoją drogą ciekawe, musiał palić jak komin i to wyjątkowe śmierdziuchy.U mnie w domu paliło sie czas dłuższy, teraz troszkę "sie podpala", ale książki nie śmierdzą..

    OdpowiedzUsuń
  9. Też w pierwszym odruchu pomyślałem o Bukowskim. Szczególnie 'wczesny' byłby dość pewnie ciężkostrawny :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. A William S. Burroughs?

    Tam chyba strony nasączone byłyby LSD...

    OdpowiedzUsuń
  11. Faktycznie coś z tym opisem na allegro jest. Ale poza poprzedni użytkownik palący/niepalący powinna być jeszcze inne informacje: lubi zaginać rogi, czyta przy jedzeniu, często wozi książkę ze sobą itd. Tylko czy wtedy znaleźlibyśmy książkę która nas interesuje ze sposobem wcześniejszego użytkowania który by nas satysfakcjonował? Chyba ciężko by było.

    OdpowiedzUsuń
  12. Książka od nałogowego palacza...? brrr...

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja mam książkę z dedykacją autorki "Panu prof. dr hab Z. B. serdecznie dedykuje Elżbieta Hurnikowa". Nic w tym dziwnego, bo kupiłam ją na allegro, ale dzięki mojemu profesorowi od literatury współczesnej, poznałam smutną historię właściciela tej książki(podałam tylko inicjały). Niestety popełnił samobójstwo, a księgozbiór pewnie sprzedał spadkobierca.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten Simenon to jakiś tytan pracy był, niczym lokomotywa napędzana papierosami... :)
    Należy mu się szacunek za ilość produkowanych słów na minutę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Swego czasu pożyczyłem książkę od wykładowcy. O tym, że jest nałogowym palaczem dowiedziałem się właśnie dzięki tej książce. Cały pokój mi przesiąknął nikotyną. Tyle tylko, że to była książka o teorii wykluczenia i w żaden sposób nie pasowała mi do tej nikotyny.

    Jak przeczytałem tytuł Twojego wpisu myślałem, że będzie o książkach elektronicznych. Już miałem się chwalić, że jednego e-booka przeczytałem, a tutaj klops... Jednak tradycyjny paradygmat ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. No - książki po bitnikach w tym kontekście byłyby ciekawe... Albo takie wierze Jima Morrisona...

    Ale - bo mam jedno ale - nie sądzicie, że książki nabierają charakteru z wiekiem? Że ciekawie jest mieć książkę nie-nową właśnie dlatego, że nie pacnie tylko drukarnią? Ja w ostatnim zakupie z Allegro znalazłem bilet kinowy z Piwnicy Pod Baranami. Miło było sobie przypomnieć krakowskie wojaże.
    Albo - dumny jestem z własnego egzemplarza 'Studium w szkarłacie' - pierwsze polskie wydanie (chyba '56 rok) pierwszej historii o Sherlocku Holmesie. Stare książki mają klimat, a że zapach fajek jest częścią tego klimatu - dla mnie nic w tym złego nie ma. Ani trochę.

    Niepalący jestem od zawsze, żeby była jasność.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zgubiłem 'h' - nie wiem, c by to miało znaczyć, że książka 'pacnie' drukarnią...

    OdpowiedzUsuń
  18. Oooo matooo - teraz zgubiłem 'o'... źle ze mną... Przepraszam...

    OdpowiedzUsuń
  19. Kupilam juz kilka ksiazek z drugiej reki przez Amazon i zawsze sa w idealnym stanie. Dwie nawet wyslalam do Islandii i kolezanka nie mogla uwierzyc, ze to ksiazki uzywane.
    A moje regaly ksiazkowe juz nie moga wiecej pomiescic:(( Pozostaje mi Kindle, ale tez dobrze, bo to lekkie a ja musze miec ksiazke przy sobie:))) Nie, nie nie bede tych wozonych przy sobie sprzedawac. Obiecuje:))

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.