wtorek, 22 lutego 2011

Chrzciny z zazdrością w tle

W sobotę byliśmy na chrzcinach małego Jasia. Żona została matką chrzestną synka najlepszej przyjaciółki. Uroczystość w Poznaniu, w sumie na rubieżach miasta. Niewielka uroczystość. Sympatycznie, choć ja się stresowałem, bo w domu z dziadkami został Synek Tymek i Córa. Pierwszy raz tak zostały dzieciaki bez rodziców...

Najpodlejszą atrakcją tego dnia był rzecz jasna mróz. Ja w garniturku, w słabym dość okryciu wierzchnim, trząsłem się z zimna w kościele (słabo ogrzewanym) jak w delirium jakimś. A nie miałem na sobie czegoś tak upokarzającego jak kalesony...

Ojcem chrzestnym małego był przyjaciel taty Jasia - chłopak mieszkający razem z dziewczyną w Szwecji. Od dobrych kilku lat. Oboje baaaardzo sympatyczni, otwarci, mający wiele do powiedzenia na temat różnic pomiędzy naszym kochanym zaściankiem a ich nową ojczyzną.

Oboje pracują, mają stabilną pozycję, choć cierpią nieco na brak towarzystwa, bo Szwedzi do otwartych narodowości nie należą. Nawet między sobą są raczej zachowawczy i trzymają bezpieczny dystans. Jakaż przepaść między wylewnymi i gotowymi się bratać z kim popadnie (zwłaszcza po wódzie) Polakami a Skandynawami!

Kilka uroczych historyjek przyszło nam wysłuchać. Mnie rozbiła opowieść dziewczyny o wizycie u dentystki. Pierwszy raz była w tym gabinecie. Młoda lekarka. Ogląda uzębienie, po chwili spogląda na pacjentkę jakoś tak "globalnie" i mówi:

- Jak pani tak otwiera usta, to robią się pani takie zmarszczki w pobliżu oczu. To może botoks wstrzykniemy od razu?

Dziewczyna ma około 30 lat, tak na marginesie dodam.

Ale druga opowieść mnie, zawodowego humanistę i zboczeńca książkowego, po prostu wgniotła w fotel.

W Malmo, gdzie mieszkają, jest jedna z największych bibliotek w Szwecji. Jednak to nie jej wiekość budzi moją zazdrość. Obyczaje. To jest to.



Można zamówić książkę telefonicznie lub przez sieć. Raz na dzień mały busik rozwozi ludziom książki do domów, do miejsc pracy.

Można zamówić dowolną książkę - jeśli będzie osiągalna, biblioteka najprawdopodobniej ją sprowadzi i włączy do swoich zbiorów.

Możesz sam kupić interesującą Cię książkę. Przeczytać i oddać do biblioteki. Biblioteka zwróci Ci pieniądze.

A, jeszcze jedno - kilka tysięcy książek po polsku...




I dlatego Szwedzi są w czołówce czytelniczej świata, a my nie...

27 komentarzy:

  1. Książka z dostawą do domu, ha! To byłoby coś!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Marzę o takiej bibliotece... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba mi humor popsułeś, tą historią o bibliotece. Żeby to na filmie było,taka opowieść z przyszłości (sf), ale że teraźniejszości dotyczy, prawie obok nas? tia... prawie czyni wielką różnicę.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Taką bibliotekę to ja też bym chciała... Gdyby tak w Polsce... ah pomarzyć sobie można ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech, a u mnie, w sumie w moim bloku stworzono podobno najnowocześniejszą w Polsce mediatekę i niesamowicie się tym ekscytowałam!
    Zepsułeś mi humor Antku!
    Też tak chcę..
    Proponuję masową emigrację do Szwecji.

    OdpowiedzUsuń
  6. Takie rozwiązanie jest świetne :)
    Też chcę...
    Szwecja fascynuje mnie od jakiegoś czasu. I ten język...
    Heh. Jestem z emigracją :DDD

    OdpowiedzUsuń
  7. O ja! Marzenie mola xiążkowego! Dostawa do domu... Aż się rozmarzyłem. A nie wiesz może, czy czas na czytanie też dowożą? Bo z tym artykułem jakby gorzej...

    OdpowiedzUsuń
  8. Zawsze mam mieszane uczucia przy okazji takich opowieści. Bo niby wszędzie lepiej niż u nas, i to pewnie jest fakt, a ja jakoś absolutnie ciągot emigracyjnych nie mam. To taka sfera, gdzie mnie zawodzi moja logika i zdrowy rozsądek...

    OdpowiedzUsuń
  9. Co do Szwecji, polecam dokument dostępny w necie pt. "Postęp po szwedzku".

    OdpowiedzUsuń
  10. Sylvio, obejrzę. Domyślam się, że o przegięciach w Szwecji, tak?

    Zdesperowany, a mnie moja logika i logika wielu utrzymuje w przekonaniu, że poza Polską też żyć można. Łatwiej, bezpieczniej, spokojniej...

    Phazi, z tym czasem to u mnie też deficytowy towar. A jak już jest to włażę na bloga i.... już go nie ma ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Patkowa, mediateki są fajnym pomysłem, coś się rusza, ale ja bym wolał szerszą akcję,

    a tymczasem w sejmie leży bandycka ustawa o łączeniu bibliotek z innymi "przybytkami kultury" i biblioteki stracą swoją samodzielność, podporządkują się lokalnej władzy, która uwielbia ciąć koszta w kulturze...

    OdpowiedzUsuń
  12. A tak swoją drogą, kto to wszystko finansuje? Czyżby podatnicy? U nas też można coś podobnego wymyślić i wprowadzić. Pytanie: czy zgodzimy się płacić większe podatki, żeby nam książki przyjeżdżały do domu? :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ano...

    W Szwecji obywatele łatwo się przekonują do pomysłów rządzących. Tych dobrych i tych... gorszych też, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja tam wolę samemu pojechać po książkę, ewentualnie upolować używaną, bądź w przypływie gotówki kupić nowiutką - niż pozwolić na to, żeby podatki podnosić.

    Jeżeli ktoś kocha książki, to znajdzie czas na podróż do biblioteki.

    Zresztą, Bosy Antku - trochę ryzykowne jest stwierdzenie, że "powszechna dostępność bezpłatna" jest czymś bezwzględnie dobrym. Np - czy "powszechna dostępność bezpłatna" edukacji wyższej (tj. "bezpłatność" uczęszczania, jak "bezpłatność" takiej biblioteki jak w/w) jest dobra?

    Jeżeli zlikwidować "bezpłatne", państwowe szkolnictwo wyższe - z pewnością, wbrew głosom niektórych - ci, którzy naprawdę chcą studiować - daliby jakoś radę. Ci, którym na tym nie zależy - nie obniżaliby poziomu akademickiego.

    Co z tego, że czyta się dużo książek - jeśli jest to szmira? Czy to czyni z nas geniuszy? I - czy nieczytatość - idiotę czyni?

    OdpowiedzUsuń
  15. Antku,
    no właśnie - łatwiej, spokojniej... niby tak, ale i tak - trudno by mi się było zdobyć na wyjazd. Na tym polega szwankowanie mojego zdrowego rozsądku.

    OdpowiedzUsuń
  16. Kos, ja jestem w rozumieniu "prawo-liberałów" lewakiem, bo uważam, że powszechna dostępność do edukacji jest niezbędna. I widzę, że system przed wprowadzeniem gimnazjów był bardzo dobry.

    Dziś jest trend do tego, by wszystkim zapewnić papierowe wykształcenie - to jest groźne.

    OdpowiedzUsuń
  17. A co bibliotek - tak, Kos, najlepiej jedna na województwo. Jak ktoś kocha książki, to sobie weźmie urlop i podjedzie...

    OdpowiedzUsuń
  18. Niestety, ale obecny stan szkolnictwa był tylko kwestią czasu "bezpłatności", "obowiązkości" i "powszechności"...

    Wątpię, żeby jedna na województwo biblioteka bywała. Mówię o sytuacji obecnej, nie przerysowaniu "w stronę drugą".

    Mieszkam w Katowicach, mieście w którym bibliotek jak grzybów po deszczu - a mimo to nie padam na kolana przed czytelnictwem rówieśników.

    Jak to jest?

    OdpowiedzUsuń
  19. Kompleksowa obsługa stomatologiczna mnie rozwaliła, a o bibliotece mówić w ogóle nie będę, bo brak mi słów i w ogóle nie ma co porównywać. Tylko dziwią się, że około 50% Polaków w zeszłym roku żadnej książki nie przeczytało, a kompletnie z tym nic nie robią poza podnoszeniem VAT na książki:/

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak to jest? Tak to jest, ze u nas nie ma tradycji czytelnictwa, nie ma promocji czytelnictwa, nie ma nowego kanonu w szkołach ( oszczędziłbym tylko "Lalkę" Prusa, reszta precz!), nie ma przeświadczenia o tym, że czytanie nobilituje ( nie mówię o powieściach "produkcyjnych" dla kobiet i kiepskich polskich kryminałach), nie ma czytania książek dzieciom... mało?

    Jasne, lepiej oddać wszystko w ręce ludzi i jak "poczują" chrapkę na lekturę, to coś chwycą. Tylko że tak to nie działa - działa to tak, że najpierw się pisze książkę, potem ona znajduje czytelników. Najpierw się stawia bibliotekę, wywaloną w kosmos, by zdybać odbiorców.

    OdpowiedzUsuń
  21. No cóż, czytanie i inne takie atrakcje to jednak chyba się z domu wynosi. Moje dzieci umieją czytać i cały czas konsekwentnie staramy się uczyć je jak dobrać sobie naprawdę dobrą i wartościową lekturę.
    I wydaje mi się, że takie nasze postępowanie przynosi efekty. Stanowczo rodzinnie czytamy więcej niż średnia krajowa.

    OdpowiedzUsuń
  22. Oby tak dalej. Wszystko się zaczyna od Was!

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  23. Odkąd to niepodzielnym źródłem książek jest biblioteka? Tylko jednym z nich.

    Poza tem - to NIE działa w tę stronę! Mechanizm jest taki sam, jak w każdym ramieniu gospodarki: gdy jest popyt, to i podaż jest.

    Widać nie ma popytu. Zapytaj się 'nieczytatych' o powód jego 'nie-czytania'. Ciekawe jaki procent odpowiedzi to 'bo nie mam dostępu do książki'...

    Nie ma przeświadczenia o tym, że czytanie nobilituje - oczywiście, zgadzam się jak najbardziej. I ubolewam. Lecz skąd to się bierze? Bo w dzisiejszym społeczeństwie "nie pochodzi 'mieć' od 'umieć'", jak to śpiewał wieszczu Kaczmarski. A to głównie problem wykonany przez naszą Centralę.

    Nie ma czytania książek dzieciom... ciekawe dlaczego? Czyżby dudniąca akcja "cała Polska czyta dzieciom" padła trupem?

    Phazi rację prawi - to się z domu wynosi. Biblioteka, VAT na książki - nie przeszkodzi. Jakoś bez audiotek i z VATem społeczeństwo daje sobie radę i muzykę słucha?

    OdpowiedzUsuń
  24. Popyt, podaż...

    Nie wszystko da się rozpracować ekonomią. Tu jest coś więcej.

    W kulturze to Balcerowicz własnie tak patrzy - jest zapotrzebowanie, to opłaca się być artystą. A to guzik prawda - w kulturze NAJPIERW jest artysta, dzieło, potem jest reakcja widzów/odbiorców.

    Tak to działa.

    Gdy pójdziemy "rynkową" ścieżką, wpadniemy w łapska filistrów sponsorujących biedaczynę-artystę, który musi się dostosować, bo kasy nie będzie.

    To wybitne jednostki kształtują ogół, nie odwrotnie.

    OdpowiedzUsuń
  25. Zapotrzebowanie na 'dzieło' i 'artystę' jest zawsze, w różnym stopniu i formie jednak.

    Wydaje mi się jednak, że rozumiem o co ci chodzi - filister(odbiorca) nie mówi artyście 'twórz', a ten 'tworzy' (w końcu nawet w przypadku mecenatu wcześniej musiał pojawić się artysta... a potem najwyżej było mu mówione 'twórz').

    Jednak tak samo nie było popytu na, np 'pastę do zębów' póki 'pasta do zębów' się nie pojawiła, odbiorca(filister) nie zauważył, że 'pasta do zębów' zbawienny wpływ na jego zdrowie fizyczne (a co za tym idzie - i na duszę ma)... Prawda?


    'Gdy pójdziemy "rynkową" ścieżką, wpadniemy w łapska filistrów sponsorujących biedaczynę-artystę, który musi się dostosować, bo kasy nie będzie.' - tak było, jest i będzie. Zawsze były mecenaty, ludzi im podporządkowani - i zawsze byli niepokorni. Umieli móc, trafem dziwnym i dzieła sztuki tworzyć.


    "Inwestując w kulturę" rząd wyrządza jej sztukę - tak samą, jak nauce, "inwestując w naukę". I we wszystko inwestując.

    Niech zostawi pieniądze podatnikom. ZAPEWNIAM, że podatnicy zainwestują gdzie trzeba.


    Wybitne jednostki PROWADZĄ ogół, wyznaczają swoim autorytetem ścieżkę ogółowi - ale są najpierw przez niego WYKSZTAŁTOWANE. Nie mogą nie być - zakładałoby to, że wychowaliby się w ścisłej izolacji (jednocześnie wątpię, by mogli być w takiej sytuacji kiedykolwiek wybitnymi).


    Pozdrawiam, Antku!

    OdpowiedzUsuń
  26. ERRATA:

    * "Inwestując w kulturę" rząd wyrządza jej KRZYWDĘ - być miało, rzecz jasna.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.