piątek, 7 stycznia 2011

Optymista...He, he, he...

Parę razy już deklarowałem tutaj i w innych miejscach świata rzeczywistego i nie, że muszę skończyć z tym moim czarnowidztwem, umiłowaniem do katastofy, marudzeniem porannym i wieczornym.

Tyle razy chciałem się wyrwać z tego wybitnie polskiego zwyczaju, jakim jest rozpoczynanie każdego dnia z westchnieniem: "O Jezuuuu..." ( I to nie jest początek pieśni pochwalnej.)

Ale nie da się. Nie da. Gdy wpadam do pracy, siadam z gorącą zbożówką - słyszę tylko o tym, kto nie przespał nocy, kto już ma dość, kto znowu ma nerwicę (a to moja specjalność), kto nie może już patrzeć na dzieciaki, a kto już płacze za wakacjami, a dopiero styczeń się zaczął...



Nie da się. I niestety, współgra to z moim dość ponurym usposobieniem, tym marudzeniem, które najczęściej przeistacza się w głęboką obojętność.

I taki stan się dziś przydarzył - od rana mówię sobie: "Wszystko przez Adama i Ewę. To ich Bóg skazał na pracę i bolesne porody."

Proszę sprawdzić, co komu pisane.

A jeszcze dziś obszerna rada pedagogiczna i kwestie finansów w szkolnictwie.

Miłego dnia.

10 komentarzy:

  1. Antek, nie łam się za bardzo - najgorsze zawsze jest przejście stycznia w luty - czas największej żałości dopiero idzie :(
    A rady szczerze współczuję...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie przez Adama i Ewę, to przez Pana Boga! Po kiego.....ich karał. I tak jest ciągle, za wszystko karze, za wszystko, taki strasznie ponury ten Pan Bóg, no i roszczeniowy. Obiecuje - kiedyś będziesz szczęśliwy a póki co umartwiaj się......A mogło być tak pięknie. No chyba, że coś pokręciłam, to możliwe, mnie już z Kościoła wypisali:).
    A co do przejścia, to dla mnie najgorsze przejście luty - marzec. Już jakiś czas temu nazwałam je oficjalnie "jeb.... przejściem":D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tam rozumiem wszystkich marudzących. I zaczynających dzień westchnieniem też rozumiem. Ale ja to nazywam nie marudzeniem, nie pesymizmem. tylko REALIZMEM. W końcu co fajnego w ciężkiej pracy i bolesnych porodach (albo odwrotnie)? Jest z powodu czego wzdychać.

    A 'o jeeezu' nie jest jeszcze takie najgorsze. Twój, Antku, kolega po fachu, tyle że filmowy, Miałczyński Adaś... Adam - ten to dopiero zaczynał..

    'Boję się rano wstać, boję się otworzyć oczy z obawy przed świtem...' Dżizus, ja pie****ę... Ten to miał ciężkie poranki...

    OdpowiedzUsuń
  4. Antek, no co TY... przecież niedługo ferie… będziesz miał trochę wolnego.
    I wyczytałam ostatnio jeszcze, że to zdrowo właśnie nie raz sobie pomarudzić, niż dusić w sobie, że wszystko jest ok. kiedy czujesz że tak nie jest :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Vi, ferie za trzy tygodnie... Czas to rzecz cholernie względna. Czeka się długo, a mijają w oka mgnieniu.

    Zdesperowany, masz rację, to REALIZM. Bo widzę, jak się wszystko sypie. dziś nawet syna nie widziałem, bo wróciłem do chaty jak już spał.

    A na radzie doły - nasz powiat tak niesprawiedliwie dzieli kasę, że płakać się chce.

    A jeszcze na naszym terenie jest "placówka", która taaaak się zadłużyła, że cała kasa na nią idzie. I jest bunt, że szkoły płacą za cudze błędy.

    Odbierają nam dodatki motywacyjne i obcinają dodatki za wychowawstwo.

    Kurwa!

    Tylko tyle powiem...przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba zacznę umieszczać reklamy na blogu (żartuję, trochę...)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystko moja. Nawet najdłuższa żmija :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bywają gorsze dni, ale hej, nooo, życie nie jest takie najgorsze, da się mimo wszystko przeżyć. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A znasz to? "Obys cudze dzieci uczyl" - ktos rzucil nan nas klatwe i tak sie ciagnie...
    P.S. A Bosy to z powodu, ze ten dodatek obcieli? ;)
    Niech moc bedzie z Toba, kolego po fachu, ze sie wyraze, ale to nie jest obrazliwe ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdjęcie Iana C. jako ilustracja dołowych nastrojów - trafione. To był mistrz dołów, nie tylko w wokalu...

    A poza tym: pokój nauczycielski to głównie wylęgarnia frustracji, tak to pamiętam :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.