poniedziałek, 17 stycznia 2011

Niebieski poniedziałek

To dziś. Naukowo udowodniono, że ostatni poniedziałek w pełnym tygodniu stycznia jest najbardziej depresyjnym dniem w roku. To dziś ponoć uświadamiamy sobie, że nijak nie da się zrealizować noworocznych postanowień, dzień wciąż krótki i czekają spłacenia kredyty wzięte na święta.

Cóż, ja mam dziś powody do bycia "blue" - pobudka o ... 4:44. Rano to czy noc? Potem kłótnia w jednej klasie zakończona kartkówką z "Pana Tadeusza." A może było odwrotnie - najpierw kartkówka, a potem kłótnia o to, czy miałem prawo ją robić...

Nie pamiętam - od rana boli mnie głowica i nie zanosi się na to, że przejdzie mi do popołudnia, gdy ugrzęznę na ważnej i niewątpliwie pouczającej radzie szkoleniowej...


PS

Co by nie kończyć depresyjnie - Synek często musi robić coś, na co nie ma ochoty. Posprzątać zabawki, zjeść obiad, myć zęby. Niemal za każdym razem, gdy znajdzie się w takie sytuacji, mówi:

- Jak będzie niedziela.

Wczoraj wpadł we własną pułapkę, bo mówię do niego:

- Misiu, umyjemy dziś głowę?
- Jak będzie niedziela.
- Dzisiaj jest niedziela - odpowiadam, chwyciwszy słabszy punkt jego logiki.

Pomyślał i po chwili rzucił:

- To jak nie będzie niedzieli...

16 komentarzy:

  1. ja mam dzisiejszy poniedziałek całkiem w porządku :)
    Twój maluch sprytny jest :D
    mój ostatnio: -umyjemy zęby? -nie dzisiaj, -to co, jutro umyjesz? -tak, -a jak ci w nocy wypadną? -to od dziadka pożyczę
    padłam... (dziadek oczywiście trzyma zęby w kubku;p)

    OdpowiedzUsuń
  2. Heh... niebieski nie musi być depresyjny, noooo. Rany - depresyjne to jest czarne słońce.
    A Synek to spryciarz, w dodatku wygadany ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A w kwestii poniedziałku, u nas dzisiaj było ciepło, słonecznie wręcz wiosennie. Nie ma na co narzekać!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój Pierworodny sam, bez przypominania umył zęby. zmądrzał, czy miał coś do ukrycia?? Wszak u nas ferie się zaczęły:).

    A poniedziałek raczej taki se:).

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja nie mam dziś czasu na depresję, po intensywnej pracy w weekend musiałam się uporać z korektami od rana, a potem wydać ledwo co zarobione pieniądze u weterynarza na psa i kota i na bazarku na coś do garnka :))
    Mimo wszystko było co wydać, z czego się niezmiernie cieszę.
    A synek cobie w życiu poradzi! :))

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie też było ciepło i słonecznie, przyjemny poniedziałek :)
    A synek, ciekawe po kim taki spryciarz...

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiecie, ja na deprechę tez czasu nie mam za wiele, ale dziś tak mnie łeb łupał, że to był prawdziwy "bloody monday."

    Ale były też niezłe jaja, opiszę jutro.

    (Tylko dla dorosłych)

    OdpowiedzUsuń
  8. No ja przepraszam, że się wcinam, ale... tak chciałam nieśmiało zauważyć, że ostatni pełny tydzień stycznia jest akurat przed nami... więc co - trzeba przejść przez 'blue monday' jeszcze raz?
    Fajny blog... dobrze się czyta ;-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. O rajusa! To mnie zmanipulowali, a ja nie sprawdziłem...

    Dzięki za rewolucyjną czujność.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie ma za co dziękować, bo to DZISIAJ on ci jest ;-))

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.