poniedziałek, 3 stycznia 2011

Babilońskie pierdoły

Nie pytaj próżno, bo nikt się nie dowie,
Jaki nam koniec gotują bogowie,
I babilońskich nie pytaj wróżbiarzy.
Lepiej tak przyjąć wszystko, jak się zdarzy.


Pisał przed naszą erą Horacy. Mądrze pisał.

Bo cóż widzę w noworocznym wydaniu jakiegoś rozrywkowego lokalnego oddziału TVP? Pani wróżbitka przy pomocy wszystkich znanych ludzkości systemów snuła wizję przyszłości. Dla wszystkich i każdego z osobna.



Taka mistrzyni, że pożeniła ze sobą tarota i znaki zodiaku. "Ten rok będzie dobry dla Skorpionów. Ta karta tak mówi..."

Kobieta plotła trzy po trzy, a prezenterka z cielęcym zachwtem w oczach kiwała głową zauroczona.

(Ja sam okres fascynacji wróżeniem przechodziłem w podstawówce. Kupiłem książkę o tarocie+zestaw kart i bawiłem się w jasnowidza. Koleżance z klasy postawiłem karty i wyszło mi, że "w młodości przeżyła poważny kryzys wiary." Byliśmy w szóstej klasie, dodam...)

Najbardziej mnie rozbroiła taka wymiana zdań.

- Jaki będzie ten rok? Bo poprzedni był bardzo ciężki, pełen tragedii... - pyta dziennikarka.
- Poprzedni rok - tłumaczy wróżka - był chińskim rokiem Tygrysa. To niebezpieczne zwierzę. Ten rok jest rokiem Królika. Takiego milutkiego króliczka...

- Króliczka Playboya - dodaję z mojej strony ekranu i parskam śmiechem.


Potem, w celach rozrywkowych, czytam na discopolowym Onecie mój horoskop. Wyszło mi, że w wakacje nawiążę romans i ciężko mi będzie wrócić do domowych obowiązków...

9 komentarzy:

  1. Człowiek, który nie wierzy w Boga uwierzy w cokolwiek - coś tam kiedyś tak Chesterton i jak zwykle miał rację.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ho ho! No to strzeż się lata! ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. dla skorpionów rok dobry, powiadasz?:) ach, jak dobrze być skorpionem;)
    to uważaj Bracie, uważaj:)
    chociaż jeśli żona Twoja bloga tego czyta na pewno na wakacje samego Cię nie puści:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dużo moich koleżanek wybierało się do wróżek, chciały usłyszeć co je czeka, niektóre były pod wrażeniem, mówiły że prawie wszystko się spełniło itd... a może zostały poddane autosugestii… usłyszały coś, i podświadomie dążyły do spełnienia tego co im zostało przepowiedziane.
    Ja do wróżki się nie wybieram, może dlatego że też może byłabym podatna na jakieś dziwne sytuacje, a co jeśli usłyszałabym coś bardzo złego… jeśli o mnie chodzi wierzę w przeznaczenie, co ma być to będzie i przyjmę to na siebie…
    pozdr :)

    szłości

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja na to wszystko patrzę trochę jak Horacy, a trochę jak osoba wierząca - nie potrzebuję wiedzieć, co mi przygotowano tam Wyżej.

    Sylvio, Żona czyta bloga i się dziwuję, skąd mam czas na pisanie tych swoich głupot.

    Akemi, na lato czekam jak na zbawienie... zimy juz dość mam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahaha! Oj czyli z Ciebie w tegoroczne lato potulnego króliczka nie będzie! :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. ani ze mnie króliczek, ani skorpion, ani tygrys...
    tylko taki mały raczek nieboraczek...
    a wróżby?
    No cóż... jak to mówią górale: "BYDZIE POGODA! CHYBA ZEBY LOŁO"

    OdpowiedzUsuń
  8. A ze mnie się zawsze przyszłość nabija horoskopowa: koziorożce to najgorszy znak z całej dwunastki i nowy rok nic na to nie poradzi ;)))

    OdpowiedzUsuń
  9. czyli jeśli połączyć Twój horoskop i ten chiński, może wyjść króliczek Playboya :-)

    A o pogo w Tańcu z Gwiazdami nic nie nawróżyli? Tego jestem ciekaw...

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.