wtorek, 28 grudnia 2010

Wściekłość i wrzask

Ostatnio zrozumiałem, jak Szekspir wpadł na słowa patrzącego na swoje życie Makbeta. 

"Życie to sen wariata, pełen wściekłości i wrzasku."

W domu się nieco dzieciaki popsuły. Przez pierwszy tydzień nie mogłem się wprost nachwalić Córy - spokojna, nie płacze za dużo, śpi. Zero stresów. Dziecka nie było. Od tygodnia jest gorzej. Męczy ją brzuch, długo i głośno płacze, uspokaja się najczęściej przy piersi, a i to nie zawsze... Długo trzeba ją nosić. ma całkowicie nieuregulowany rytm dobowy, więc czasem myli dzień z nocą.

Cóż - takie życie... Z pierwszym było podobnie, ale już chyba zdążyłem zapomnieć o tym.

A pierwszy? 

Synek, którego chwaliłem, że ze stoickim spokojem przyjął siostrę, teraz zaczyna w dramatyczny sposób zwracać na siebie uwagę. Kaprysi, usiłuje przekraczać wyznaczane granice (popisał flamastrem ścianę) krzyczy i pyta "Kto się obudzi?", bywa autentycznie niegrzeczny. Oto efekt jego wczorajszego ataku:




Myślałem, że wyszarpie mi pół dłoni...

PS

Ale jakoś się trzeba trzymać.

No bo w końcu co, kurcze blade?

8 komentarzy:

  1. Mnie się zamarzyło mieć trójkę dzieci... i trochę się boję, jak czytam takie historie. :)

    Ale chyba w gorszych sytuacjach ludzie sobie dawali radę, więc nie ma powodu, by w takiej sobie nie dać. Zatem powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój syn ma ponad rok a rywalizacja o względy rodziców zaczyna sie coraz ostrzejsza robić. Nie ma problemu gdy jesteśmy oboje- wtedy dzieci zawsze się na coś u każdego załapią. Problem jest gdy jest jedno z nas - dzieci wtedy czasem zabijają się o "przywilej" wyłączności.
    Kolego - dopiero sie zaczyna. Gryzienia oduczyliśmy córki szybko - już jej to do głowy nie przychodzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jest latwo przestawic sie z bycia pepkiem swiata (jedynakiem) na posiadanie rodzenstwa. Wiekszosc dzieci przez to przechodzi i chyba jest to zupelnie naturalne. Bunt potrwa, bo musi, ale czas robi swoje i wszystko sie powoli unormuje. Wiekszosc z nas ma rodzenstwo i jakos zyjemy:)) Zycze wytrwalosci, bedzie dobrze. A dzieci to mimo wszystko ogromna radosc:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie chcę się wymądrzać, bo z nas dwojga, to ja jestem dopiero raczkującym rodzicem. Nie mniej jednak chcę zabrać głoś w sprawie Córki Twojej. Otóż, czy aby takie Jej zachowanie nie jest efektem uczulenia na białko mleka krowiego, którego w pokarmie matki sporo? Wiesz...u mnie było podobnie, najpierw cztery tygodnie sielanki, właściwie nie wiedziałam, że mam dziecko i nagle wszystko wywróciło się do góry nogami: płacz, wrzask, płacz, wrzask i tak w kółko. Nie pomagało nic - noszenie na rękach, lulanie jeśli już było ulgą, to tylko na chwilkę. Potem pojawiły się na twarzy małej dziwne kropki, które z dnia na dzień opanowały całe ciało. Wizyta u lekarza. Diagnoza: skaza białkowa. Zaniechaliśmy karmienia piersią, stosowaliśmy różne dziwne maści i kremy na wysypkę i sytuacja się unormowała. Dziecko szczęśliwe, nie płaczące.
    Oczywiście, wiem, że najłatwiej na alergię złożyć. Nie to jednak przyświeca mojej wypowiedzi. Po prostu wiedziona doświadczeniem, dzielę się przemyśleniami:)
    A co do Tymka, to trudno mu się nie dziwić. Był sam i nagle musi dzielić się mamą, tatą, pewno i babcią i dziadkiem również. Spokój, dużo uwagi i wspólne spędzanie czasu powinny być lekarstwem:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. No to teraz ja - matka już dwojga jakby nie było nie małych dzieci, ale.....zawsze jak przyniesiesz nowe do domu to jest spokój i jazda się zaczyna dopiero po paru dniach - klasyka gatunku. O ile się nie drze wniebogłosy to norma i nie należy przesadzać z tyj noszeniem, bo choć małe doskonale kuma, że nosicie i będzie chciała więcej. No chyba, ze faktycznie coś jej dolega to lekarz osądzi. co do syna - również norma i.....w końcu minie. Cierpliwości i broń boże przesadnego rozpieszczanie:). No, to byłam ja I.Bo

    OdpowiedzUsuń
  6. Skaza białkowa była postrachem przy Tymku. Wtedy się baliśmy, oj baliśmy. Ale na szczęscie teraz białka to on wcina pełno.

    A Córa? Pewnie typowe niemowlęce płacze. Norma, o której już zaczynaliśmy zapominać...

    pzdr Was

    OdpowiedzUsuń
  7. To nawet nie rywalizacja, to prośba małego ciągle dzieciucha o więcej uwagi :), medycyna zna takie przypadki :) A na serio myślę, że w końcu minie.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.