wtorek, 21 grudnia 2010

Scrooge wraca (jak co roku)

Słyszę od znajomej (nie podsłuchuję, po prostu słyszę):

- Najważniejsza to ta Wigilia. Posiedzieć przy stole. Porozmawiać. Dzieciaki mają prezenty. W spokoju kawę wypić. Bo potem, te następne dwa dni, to już tak się wszystko kończy... To już nie to.

Potem obraz ten nakład mi się na stada. Dosłownie stada ludzi walczących w kolejkach i między półkami o towar. Stada w kolejkach do kas (znajomy pojechał do Tesco i 40 minut stał, by zapłacić za kilka drobiazgów), stada szukające okazji, stada walczące o miejsca na parkingach.

To wszystko krzyżuje mi się z domową nerwówką - wysprzątać, ugotować, wykrochmalić, przystroić, posiekać, wypatroszyć, wstawić, zalać, odczekać i tak dalej.

Potem zanurzamy się w sielską-anielską wizję stołu. Rodziny, daj Bóg niepokłóconej ze sobą, niepijącej alkoholu w tym dniu, rodziny, bez której się NIE OBĘDZIE ŻADNE ŚWIĘTO RELIGIJNE.

I finalne pytanie - dlaczego nie ma w naszej tradycji świąt religijnych NIEZANURZONYCH  we wspólnocie?



Dlaczego zawsze wszystko razem, do kupy?

Kocham Żonę, Dzieci, Rodziców, Braci, ale wciąż mnie nurtuje to pytanie...

Nie zamieniłbym moich bliskich (tych najbliższych) na żadnych innych, ale wciąż gdzieś ta tęsknota, o której pisał Mickiewicz:


Gdy tu mój trup w pośrodku was zasiada,
   W oczy zagląda wam i głośno gada,
Dusza w ten czas daleka, ach, daleka,
   Błąka się i narzeka, ach, narzeka.

Jest u mnie kraj, ojczyzna myśli mojej,
   I liczne mam serca mego rodzeństwo;
Piękniejszy kraj niż ten, co w oczach stoi,
   Rodzina milsza niż całe pokrewieństwo.

Tam, wpośród prac i trosk, i wśród zabawy,
   Uciekam ja.





10 komentarzy:

  1. hmmm ... zbyt często samotni pośród tłumu, w te dni zasiadamy przy stole, by choć przez chwilę w oparach wspólnoty ogrzać swe samotne dusze

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż...Ja zawsze raczej wybierałem samotnię niż gwar rodzinnych imprez.

    Fakt, że sporo ludzi jest samotnych w tłumie, ale mi samotność w tłumie i anonimowość ABSOLUTNIE nie przeszkadza.

    Wiem, to może mało popularne, ale tak zwana "praca w grupie" jest mi całkowicie obca.

    Te święta "zmuszają" do integrowania się, ale ja bym chciał mieć prawo do inności - bym nie wzbudzał sensacji niezdrowej, gdy wstaję wcześniej od stołu lub nie biorę udziału w chóralnym śpiewaniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czcigodny Antku
    Swego czasu mój kolega spędził Święta w Finlandii za kołem polarnym. Na Wigilię został zaproszony do rodziny Lapończyków (pisaliśmy o tym na Antysocjalu 23 grudnia 2009). I był zdumiony faktem że może to być dobra kolacja a nie jakieś kosmiczne obżarstwo. Żona i córka dojechały do niego w pierwszy dzień Świąt i spędzili je tylko we trójkę. Do dziś wspomina jak dobrze było im jedynie we własnym gronie.
    Dziękując za wizytę życzę Świąt stricte rodzinnych, umiarkowania w rozkoszach stołu i mnóstwa uczuć wymienionych w gronie najbliższych. I spokojnej chwili refleksji o tym co najważniejsze.
    Stary Niedźwiedź

    OdpowiedzUsuń
  4. Doskonale Cię drogi Antku rozumiem. Też bym czasami wolał się zaszyć w samotności, w jakąś dziurę wejść, tylko ja - sam ze sobą. Tylko, że na pewnym etapie życia się już nie da, nawet nie warto chyba tego analizować. Święta to święta i wiadomo, jak będą przebiegać. Za to w trakcie roku łapię łapczywie wszystkie chwile, które mogę mieć dla siebie - i celebruję. Ja, książeczka, muzyczka albo film, którego żona moja by nie zniosła, piwko czasami. A kochanie moje niech sobie z koleżankami plotkuje w tym czasie, proszę bardzo :-)

    Co nie znaczy, że nie lubię, kiedy razem jesteśmy, wręcz przeciwnie - jestem największym fanem wspólnych chwil. Ale naturę mam samotnika i ta natura czasem dochodzi do głosu i czasem się musi jakoś realizować. W święta nie ma na to niestety szans.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdesperowany, ja Ty mnie rozumiesz...

    pzdr serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. No rozumiem, rozumiem, tak myślę przynajmniej.. Taka przedświąteczna grupa wsparcia :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój znajomy, 15 lat ode mnie starszy, ma podobne odczucia, lecz juz bardziej wygładzone z powodu wieku.

    Ale gdy już nie może przy stole wysiedzieć, wychodzi na fajkę.
    To chyba najlepszy pożytek z papierosów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie mam takiego pretekstu. A do za przeproszeniem kibla za często - to tak trochę nie bardzo i podejrzane...

    OdpowiedzUsuń
  9. Od wielu lat spedzam swieta w minimalnym gronie, bo uwazam, ze w swieta powinno sie byc z rodzina, wiec odmawiam spedzania ich ze znajomymi, czy nawet przyjaciolmi. I powiem Wam, ze takie swieta w gronie 2-3 osob sa naprawde fantastyczne. Nikt nikogo do niczego nie zmusza, rozmowa sie klei bo nikt nie wtraca zupelnie nieprzewidzianych watkow, nie ma rozmow o tym co kto napiekl, nakroil, nasiekal, ile sie wystal w kolejkach. Jest po prostu swieto i tak mi jest z tym dobrze:))
    Ale moze dlatego, ze ja tez juz wiekowa;))

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.