niedziela, 19 grudnia 2010

Kiedyś było realniej...

Dziwnie to brzmi, gdy jest się tak uzależnionym od netu jak ja. Co zrobić? Poczta, blog, recenzje, filmy, znajomi jacyś tam...

Muzyka istniejąca w sieci zanim się pojawi. Filmy istniejące w sieci zanim się pojawią. Ludzie istniejący w sieci...

Naszło mnie, gdy przeczytałem recenzję filmu (świetny "Dazed and confuzed" Linklatera. W Polsce znany jako "Uczniowska balanga", co jakoś wypacza pierwsze skojarzenia) opowiadającego o jednej dobie z życia amerykańskich nastolatków z jakiejś mieściny. Lata 70. Początek wakacji. Nic się nie dzieje. Bohaterowie snują się. Próbują pierwszych dorosłych rozrywek, dziczeją, zawierają głębsze relacje itd.

Samo życie. Zero stylizacji.

A co było w recenzji fana(tyka) tego filmu? "Kiedyś były czasy, gdy ludzie spotykali się naprawdę. Słuchali muzyki na żywo, czekali w kolejce przed sklepem na płytę, by kilkanaście razy dziennie czytać spis utworów, nauczyć się na pamięć składu zespołu, sprawdzać, kto i co dał z siebie. A dzisiaj? Po 5 minutach masz niemal każdą piosenkę, jaką chcesz. Muzyka przestała mieć wartość. Po 5 minutach masz pięciu nowych znajomych. Znajomi przestali mieć wartość."

Trzeba coś więcej dodawać?

Tak się cieszę, że żyłem (świadomie) w czasach, gdy szczytem techniki był komputer Amiga i gry odpalane z kaset - kto miał, wie o co chodzi...

Może to takie marudzenie starzejącego się człowieka ;-)

ale mi się naprawdę wydaje, że onegdaj było realniej...

8 komentarzy:

  1. Było było. Gry odpalane z kaset i głowica, którą trzeba było ustawić gmerając w jakiejś dziurce. Dzisiejszej młodzieży to się pewnie wydaje taką prehistorią i abstrakcją, jak nam... czasy, kiedy na wadze sadzano kobietę i kaczkę by sprawdzić, czy ma się do czynienia z czarownicą :-)
    A kasety z muzyką... Trzeba było kupić kasetę, albo przy odrobinie szczęścia przegrać od kumpla (spora oszczędność). Słuchało się albumów, a nie 'kawałków', bo ciągłe przewijanie mijało by się z celem, poza tym chyba kiedyś - tak po prostu należało poznawać muzykę: w kontekście. A że kaset miało się ograniczoną ilość, to faktycznie - znało się je na pamięć.
    To było inne czasy, inny świat.

    Spóźnione (zagapiłem się i przegapiłem) wszystkiego najlepszego drogi Antku. Jeśli takie przemyślenia to oznaka starzenia się, to ja się ostatnio też chyba w latach posunąłem, bo mnie często nachodzą.

    Raz jeszcze: wszystkiego dobrego. A tak przy okazji - to córkę sobie prawie na urodziny wycyrklowałeś :-) Mi też prawie się udało, ale też prawie - małe niezgranie było.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie TAK było. Nie jest i już nie będzie. Trochę straszno z taką świadomością.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem jest aż tak źle. Sama jestem uzależniona od blogowania, ale.. Ale dzięki temu doceniam ludzi w najbliższym otoczeniu. Wszystko jest dla ludzi, byle nie dać się zwariować.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlatego wysyłam prawdziwe kartki świąteczne :)

    OdpowiedzUsuń
  5. I listy. I od czasu do czasu wychodzimy gdzieś tam, razem, na żywo :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Listy... Przecież ja napisałem ich całe tomy, gdy jeszcze z Żoną w stanie narzeczeńskim byliśmy.

    W czasie wakacji ja tu, ona tam i korespondencja kwitła. Żadne tam gadu-gadu, żadne sms-y. Okrągłe zdania.

    Dziś - dzieciaki nie potrafią długopisu poprawnie trzymać w podstawówce, bo wciąż myszką operują.

    Groza.

    OdpowiedzUsuń
  7. No cóż, nic dodać nic ująć...dobrze że chociaż w tą Wigilię bliscy sie spotykają, a nie przez skypa i z laptopem przy stole...
    I spóźnione życzenia na ŚWIĘTA też przysyłam :))

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.