niedziela, 21 listopada 2010

Słowo na poniedziałek...

Marudzę ostatnio kumplowi. Seria sms-ów:
- że jestem zdołowany, że nie umiem już uczyć, że się nie nadaję, że ciemności jesienne, że niewyspany, że, że, że...

Nic nowego. Każdy ranek w pracy zaczyna się od wysłuchania litanii nieszczęść, jakie spotkały moje koleżanki i kolegów dzień wcześniej. Oczywiście wyolbrzymiam, ale coś w tym jest, że w polskim kodzie komunikacyjnym musi się znaleźć jakiś powód, by się poużalać nad sobą i swoim losem.

Powody? Może poczucie fałszywej przewagi nad kimś, komu nie udało się przespać nocy,
gdy my komunikujemy całemu światu, że wyspaliśmy się za wszystkie czasy.

Poczucie bycia nie w porządku, gdy "nam jest dobrze, a oni cierpią"?

Dla wszystkich mam wiersz współczesnego polskiego poety Grzegorza Wróblewskiego:

Arabski sprzedawca owoców i starzy piewcy śmierci

Mimo że wybili mu całą rodzinę, szczęśliwy z powodu
                                                                   każdej sprzedanej 
pomarańczy.
Przyjrzyjcie mu się dokładnie, a potem
pomódlcie się do Pana, żeby odmienił w końcu
                                                                 wasze cierpiętnicze 
charaktery...
Będąc tutaj przez chwilę nie zawracajcie mi głowy śmiercią.
Dosyć jej będzie, gdy się o nas upomni.


A co odpowiedział kumpel odpowiedział na moje żale?

"Masz dobre życie, nie marudź!"

PS

Albo jak mawiał inny mój znajomy, chcąc zerwać ze swoim starym wcieleniem:

"Zmienić coś w swoim życiu, zacząć myć zęby..."

5 komentarzy:

  1. Nie przejmuj się. To są normalne "klimaty" o tej porze roku. Też kiedyś znajomemu powiedziałem - "Wiesz, ja to taki outsider jestem". Na to on zdumiony - "Naprawdę tak siebie postrzegasz?" No i mnie też zatkało, tak że nawet z ripostą nie zdążyłem. :-)

    A propos - Jak tam kręgosłup?

    OdpowiedzUsuń
  2. - Zmieniam postawę życiową - mawiała G. w czasach studenckich. I szła do fryzjera.

    OdpowiedzUsuń
  3. No cóż ja uważam że marudzenie to nasza cecha narodowa, jesień ja potęguje na potęgę, ale mi to głupio wyszło heheh.
    Ale na poważnie ja tez tak mam, ale wtedy staram się przeganiać te myśli i mam taki sposób dzwonię do mojej przyjaciółki żeby po marudzić, a ona słuch, odpowiada mhm, i nie komentuje bo po co, wie ze musze to wypluć z siebie i potem juz mi lepiej.
    Jednakowoż pozdrawiam słonecznie :-))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem ciężko jest nie marudzić, wpadamy w plątaninę myśli i zdarzeń wyolbrzymiając wszystko. Czasem wystarczy chwila i chęci, żeby się zatrzymać u uśmiechnąć do życia.

    ps. W IE nie mogłam otwierać Twojego bloga, wyskakiwał mi błąd i zamykał stronę. W Chrome działa bez zarzutu ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziś był pierwszy dzień niemarudzenia. Jakoś idzie...

    Oby dalej.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.