niedziela, 14 listopada 2010

Słaby profesor (?)

Odwiedziła mnie w piątek w szkole była uczennica. No, nie tylko mnie, ale jako studentka polonistyki, drugiego roku, opowiada mi, jak jej się męczy z gramatyką, a jaka cudowna jest poetyka itd.

I taki dialog się wywiązał w pewnym momencie:

- Ale pan coś słabo wygląda, panie profesorze - mówi zatroskana.

- Wiesz, cały dzień walczę z bólem głowy - tłumaczę i teatralnie łapię się za głowę.

- Ale jeszcze pan schudł... - dodaje, a mnie zamurowuje.

- Dziękuję... - ledwie wykrztusiłem.

Bo trzeba Wam wiedzieć, że po przeczytaniu kilku książek o średniowieczu wziąłem sobie do serca ówczesny model ucztowania - najpierw, przed posiłkiem, byle czym zaspokoić pierwszy głód, by resztę jeść wyłącznie dla przyjemności.




PS

Indeks masy ciała mam raczej ok, żeby nie było

;-)

15 komentarzy:

  1. Jedzenie jest dobre.

    I kto ma rację?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobre jedzonko nie jest złe... :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No to smacznego ;-) Aneta (eks-zygza ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeść żeby smakować - i warto żyć!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję!

    Drugie śniadanie właśnie mam.

    OdpowiedzUsuń
  6. całe życie (prawie) pracuję (nieskutecznie;) by mi tak jaki student powiedział, a tu nic, cisza;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czcigodny Antku
    Swego czasu mojego przyjaciela Boże Narodzenie zastało za kręgiem polarnym. Został zaproszony na Wigilię przez rodzinę Lapończyków. Na przystawkę podano śledzika w sosie musztardowym i po kieliszku (a nie szklanie) żurawinówki. Daniem głównym była doskonała pikantna zupa z renifera a na deser podano poncz, ciasto z bakaliami i owoce. Po raz pierwszy w życiu wracał z Wigilii najedzony a nie przeżarty a jego myśli biegły ku Nowonarodzonemu bo nie musiał się zastanawiać czy w domu ma "ranigast". I od tej pory w jego domu Wigilia to po prostu bardziej okazały obiad a nie jakieś sarmackie obżarstwo.
    Do czego wszystkim namawiam.
    Stary Niedźwiedź

    OdpowiedzUsuń
  8. Od obżarstwa to ja jestem daleki. A wizja skromnej wigilii, i każdego innego święta, jest mi baaardzo bliska.

    Ale cóż - rodzina gromadząca się przy wieczerzach pewnie miałaby nieco umiarkowany stosunek do mojej wersji zestawu dań.

    A co do opisu północnej "uczty" - też bym się pewnie tym najadł. Bez problemu.

    pzdr serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  9. I to pomaga schudnąć??????????!!!!!! Myślałam, że tak się tyje... ;p

    A jedzenie jest wspaniałe :) kocham jeść!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Zamiast obiadu, zamiastobiadowa drzemka :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.