środa, 3 listopada 2010

Plecy smoka

Wczorajszy ranek. Rozgrzebywanie się. Wygrzebywanie spod kołdry. Przed szóstą ciut rano. Trza do szkoły jechać i się wkręcić w tryby życia.

Wstałem, Ufff... Udało się.

Podnoszę kołdrę i... ciach!

Prąd przepłynął przez plecy.

Ostry, kłujący ból obok kręgosłupa. Tuż nad nerkami. W boku tak zwanym. Warknąłem z bólu.

Co jest? Kołdra mnie pobiła? O co chodzi?

Nie mogę się ruszyć, obrócić wokół siebie. Hula hop jakbym miał kręcić, umarłbym w męczarniach.
Ból promieniuje aż do wnętrza brzucha - jakby mnie szydło na wylot przeszyło.

Walczę z sobą - iść do lekarza czy nie? Kusi wolne, ale straszą zaległości w szkole. Jadę. W autobusie wytrzęsło mnie jak na krześle elektrycznym.

W szkole łamaga. Kilka minut zajmuje mi wejście na piętro drugie. Unikam ruchu. Walczę, by się nie skarżyć.

W domu Teściowa proponuje plastry rozgrzewające. na początku łagodnie działający. Kojące ciepełko.

Używam. Śpię z tym. Faktycznie, grzeje. Rano niby coś lepiej, ale może sen na podłodze jakoś mi pomógł.
Niestety, w ciągu dnia ból powraca. Podobny. No, może ciut lżejszy, ale rewelacji nie ma.

Chyba, jak nie przejdzie, zdecyduję się na wersję plastra dla zawodowców, bohaterów kina akcji ,

prawdziwych mężczyzn...

PS

To chyba jakaś klątwa - na początku roku po długotrwałym odśnieżaniu mojemu bratu wypadł dysk. Ostatnio drugi brat biegał z synkiem w okolicznym parku i ...skręcił kostkę, bo wpadł w jakąś dziurę.

Ale ja?

Żeby kołdra?

15 komentarzy:

  1. Jako właścicielka kręgosłupa kiepskiej jakości i trzech operacji tegoż w przeszłości, bardzo proszę: Idź na zwolnienie i zadbaj o siebie jak Biały Człowiek! Nie przechadzaj wszystkiego! Czasem naprawdę należy poleżeć !
    Jeżeli Ci nie przejdzie po plastrach pomyśl o tym koniecznie! Pozdrawiam. Niech kołdra Cię już nie krzywdzi. A.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyłączam się do apelu Zygzy i podpisuję wlasnoklawiaturnie pod tymże!!!
    Plastry działają tylko przeciwbólowo, a Ty chyba chcesz to wyleczyć, co?
    I zmień kołdrę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czcigodny Antku
    Zajrzyj jednak do lekarza, choćby po to aby ustalić czy to kręgosłup czy na przykład tzw. korzonki z którymi od czasu do czasu walczę. I nie umieraj za Katarzynę Hall. Znany mi stary budowlaniec jeszcze z epoki Gomułki w takich wypadkach cytował stare ludowe przysłowie twierdzące że robota w odróżnieniu od pewnej częśći ciała i rok postoi.
    Dużo zdrowia.
    Stary Niedźwiedź

    OdpowiedzUsuń
  4. znasz to... jeżeli jeden mówi, ze jesteś osłem, zlekceważ to, jeżeli dwóch... jeżeli trzech, przejrzyj się w lustrze. To było chyba jakoś tak, nie pamiętam dokładnie. W każdym razie nas tu już troje. Zadbaj więc o siebie koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Podpisuję się pod moimi przed mówcami, zasuwaj do lekarza, a dzieciaki w szkole mogą poczekać, takie bóle to nie przelewki, wiem cos o tym pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dołączam się do "przedpiśców". Z Twojego wpisu widać, że to nie przelewki, więc warto się zbadać, prześwietlenie jakieś zrobić, może masz jakąś genetycznę, rodzinną skłonność do tego typu urazów. Moi starsi i mocno starsi znajomi wiele razy mi mówili, że gdyby za młodu nie lekceważyli problemów ze zdrowiem, na starość byliby znacznie sprawniejsi i silniejsi. Nie znam odpowiedniego kawałka "The Smiths" na takie okazje, więc napiszę jak prawdziwy mężczyzna prawdziwemu mężczyźnie: "Marsz do lekarza, ojciec dzieciom jesteś (w tym jednemu, które jeszcze w drodze), a poza tym z bolącym kręgosłupem jak czynić zadość małżeńskiej posłudze łoża? Hę?"

    OdpowiedzUsuń
  7. Posługi łoża, heh...

    Żona w końcówce 7 miesiąca, więc posługi są takie, że smaruję jej brzuszek kremami...

    Dzięki wszystkim.

    Dziś lekarz.

    OdpowiedzUsuń
  8. zdecydowanie polecam wizytę u lekarza, szczególnie że już niedługo będziesz musiał "działać" bez zarzutu ;)
    zdrowia i ciepełka życzę!

    ps. a praca nie zając nie ucieknie, a i uczniowie trochę wolnego będą mieli ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć, już jest jutro :-)

    Byłeś u tego lekarza? I jak się sprawy mają?

    OdpowiedzUsuń
  10. Sprawy mają się tak - wizyta trwała około 4 minut.

    Pan od razu rozpoznał jakieś tam naciągnięcie mięśni lędźwiowych czy coś. Nie rozczulał się.

    Dostałem prochy na rozkurczenie mięśni i jakieś przeciwbólowe, pod których na pytanie, ile widzę palców, odpowiem: "Środa."

    Żarcik taki.

    Jest trochę lepiej - faktycznie chyba coś sobie naderwałem, bo dzień wcześniej nosiłem Synka na rękach po cmentarzu...

    OdpowiedzUsuń
  11. No cóż, ten lekarz to albo wysokiej klasy specjalista (wersja optymistyczna) albo niezbyt mu się chciało (wersja realistyczno-eufemistyczna). W każdym razie dobrze by było, gdyby miał rację.

    Każdy ma w organizmie jakąś "piętę Achillesa", u Ciebie to chyba będzie gdzieś w plecach. :-) Na pociechę powiem Ci, że ja mam dwie - w żołądku i gardle (inni jedzą i nic im nie jest, a ja się struję; inni chodzą bez szalika i zdrowi, a ja zaraz coś łapię etc.). Nie ma rady, musisz uważać i Synka za rękę prowadzać. Albo jakoś tak "balansować" ciałem, żeby tych lędźwi nie obciążać zanadto.

    Pozdrawiam weekendowo

    Romo

    OdpowiedzUsuń
  12. Wyslę Ci taki przepis na gardło, ze z miejsca działa!

    OdpowiedzUsuń
  13. Walkowerem - nie podjąłem wyzwania ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak czytam, czytam i myślę, że przed nadejściem syna trzeba się będzie zabrać za solidny trening. Na wszelki wypadek.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.