wtorek, 30 listopada 2010

Nie, jedno wielkie, nie....

Wczorajsza Rada oczywiście była jedną wielką  stratą czasu. Wystylizowane Panie Wizytatorki natchnionymi głosami opowiadały, do jakich wniosków doszły badając naszą szkołę. Oczywiście wszystko to jest tajemnica, więc za dużo nie napiszę.

Dodam tylko jeden zabawny passus - jedna z nich była na mojej lekcji i na lekcji kolegi polonisty też. W ramach wniosków dopisano, że "nauczyciel trzymał rękę w kieszeni i nie patrzył na uczniów."

Taaaa....gdyby wzrok mógł zabijać, poszedłbym z miejsca do Ministerstwa "Edukacji" i popatrzył na panią
Hall (of Shame).

Urwałem się z Rady o 19 (!) i ...40 minut czekałem na autobus.W śniegu, prawie letnich półbutach, bez rękawiczek, na wietrze... Powtarzałem sobie jak bohater jednego z kapitalnych rysunków Mleczki:

"Należę do obszaru kultury europejskiej, należę do obszaru kultury europejskiej..."

W końcu zdesperowany machałem na przejeżdżające auta. Nic. Nikt. Patrzę, podjeżdża autobus (hurrra!), patrzę, prywatny przewoźnik (nie mam kasy, mam  tylko bilet miesięczny.... załamka). Autobus odjeżdża.

Ja znowu macham. Wzdycham do wszystkich patronów w niebie i... coś się zatrzymuje. Wsiadam. Jedziemy 40 kilometrów na godzinę. Wysiadam jedną miejscowość przed domem. Stąd, 3 kilometry, na nogach. Prawie przefrunąłem ten dystans. Tak blisko domu, więc mnie niosło, że hej!


A co do szkoły - jestem już niemal pewny dwóch rzeczy. Pani Hall niszczy polską szkołę. Swoje dzieci, przynajmniej na etapie szkoły podstawowej, będę uczył w domu.

Dotarły do mnie dwa artykuły - pierwszy o planowanym demontażu Karty Nauczyciela. Na przykład finansowanie szkół zostanie przerzucone na samorządy, czyli rząd ( jak ja wami, gnoje, gardzę!) zrzucił z siebie kolejną przestrzeń, za którą nie chciał brać odpowiedzialności.

Ciekawy i przerażający główny temat w dzisiejszym PRZEKROJU. "Oskarżamy polską szkołę."

Sięgnijcie...

5 komentarzy:

  1. Hmm...i co tu napisać, na niektóre rzeczy niestety nie mamy wpływu, chodząc na zebrania (wywiadówki) ja i inni rodzice przedstawiamy różne sprawy... ale możemy sobie tylko porozmawiać...
    A jako ciekawostkę dodam, że ostatnio specjalnie ważyłam torbę z książkami mojej córki - 7kg...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nauczanie w domu dla mnie ma sens od dość dawna. I działa!
    Szkoła... coraz trudniej myśleć o niej pozytywnie.
    Nie daj się!

    OdpowiedzUsuń
  3. ... co mam dodać, niecenzuralny wyraz mojej rozpaczy i tyle :-). Absurd goni głupotę, głupota ściga się z bezdenną głupotą. Jestem nauczycielką w szkole specjalnej, pani minister wydaje się być bardziej "trafiona" niż moi uczniowie, oj...

    OdpowiedzUsuń
  4. Nasze szkolnictwo działa tak: Ładnie jest na papierze? Ładnie. No to jest ładnie i nie ma się czym przejmować. Dlatego wszystko jest ok, dopóki ktoś belfrowi kosza na łeb nie wsadzi, albo uczennica nie skoczy przez okno - dopóki się takie rzeczy nie dzieją, to się o nich nie pisze w oficjalnych dokumentach, z czego wynika, w mniemaniu urzędasów, że nie ma problemów.

    Jak się dzieciaków kilkoro spektakularnie potruło, to aż żywo wprowadzili antydopalaczową ustawę, a nauczycieli i pedagogów przeszkolili na okoliczność napotkania dopalaczy. Wcześniej było cicho o problemie, więc problemu nie było. I tak to się kręci. A jak już wszystkich przeszkolili, to napisali o tym w swoich sprawozdankach i mają kolejny listek do wieńca chwały.

    Podstawą działań urzędniczych w naszym kraju jest po prostu paragraf 22, stąd to wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, to przerażające, kiedy pańcie, które nie znają realiów, a jedynie papiery mają wpływ. To może sparaliżowac nawet najlepszą szkołę i zniechęcić największego pasjonata.

    ps. Pracowałam kiedyś w szkole. Naprawde podziwiam ludzi, którzy tam zostali, pracują i wciąż czerpią z tej pracy radość i satysfakcję. Ja wytrzymałam pół roku. Nie z powodu dzieciaków (faktycznie, byli trudni, gimnazjum w kiepskiej dzielnicy). Z powodu systemu.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.