piątek, 26 listopada 2010

Duża przerwa

Moje ostatnie foto Synka (to z piramidą książek) pokazałem kilku dobrym duszom z pokoju nauczycielskiego.

To wielkie szczęście siedzieć obok ludzi, którzy są mili, sympatyczni, mają poczucie humoru, dystans 
do siebie i nawet, gdy się nie zgadzamy z sobą, nie rzucamy w siebie mięchem ani nie spiskujemy za swoimi plecami. To dzięki nim w robocie ciut znośniej jest.

Na widok fotki posypały się komentarze w stylu:

"Ty naprawdę musisz torturować dwulatka książkami?"
 i "Ciężkie będzie miał dzieciństwo...: - wypowiedziane z udawaną troską w głosie.

Jednak nie tylko mi się oberwało. Koleżanka mówi do Kolegi Fizyka:
   - Poczekamy, aż twoja córka zacznie na polecenia taty budować modele atomu albo wszechświata...
 
  Kolega się odgryza:
 
  - Moja córka ma już wytyczoną drogę zawodową. Za dwadzieścia lat z haczykiem ma zostać prezesem banku. Wtedy zacznę budować z nią właściwe relacje...
 
  Koleżanka obok dodaje:
 
  - A ja chciałam pracować w sklepie, gdy byłam mała. Dziś też bym mogła. U jakiegoś jubilera. U Kruka lub  Aparcie... a - rozmarzyła się - A kiedyś chciałam po prostu biały ser ważyć...

  ***
 
  Opowiadam, jak to Synek uwielbia ostatnio uciekać. W otwartej przestrzeni puszcza się opiekuńczej dłoni 
i pędzi przed siebie, aż ktoś go dogoni.
 
  - Jest na to rada - oferuje się Kolega - umówimy się. Przyjadę do ciebie, weźmiesz go do parku i puścisz. On pobiegnie, a ty będziesz wołał, żeby wracał, bo coś się stanie. On cię oczywiście zignoruje, a wtedy ja wyskoczę zza drzewa i go przestraszę...
 
  ( Żartował, żeby nie było.)

A po chwili dodał:

- Moja żona czyta ostatnio książkę o wychowywaniu dzieci, o błędach rodziców i trafiła na rozdział o tym, jak dzieci terroryzują dorosłych. Skrajna opcja - nie uwierzycie - dwulatek tak porozstawiał rodziców, 
że żeby go nakarmić, ojciec musiał wyjść przed dom, wejść na drabinę i przy pomocy specjalnie skonstruowanej długiej łyżki podać pokarm dziecku siedzącemu w kuchni przy stole.

***
Ostatnio zasiedziałem się przy telewizji i tępo gapiąc się w ekran, zarejestrowałem program o otyłych dzieciach. Problem wielki (sic!), ale nie o tym, nie o tym. Dziecięcym bohaterem był tłuściutki chłopczyk, którego rodzice skrzywdzili taką kombinacją imienia i nazwiska - KEVIN BUREK.

Zaczął się więc przy stoliku temat oryginalnych nazwisk. (Wiem, śmianie się z nazwisk nie najlepiej świadczy...). Sam byłem świadkiem - na jednym z domofonów w moim rodzinnym mieście pojawiło się nazwisko Wojewódzki. No i ok, myślimy. Ale gdy dodamy do tego imię ALFONS zaczyna się robić groteskowo.

Autentyk z kościoła. Dziecko intonuje modlitwę:

"Módlmy się za naszego biskupa Alfonsa (pauza, oddech)
Nossola..."

Ostrzej? Dziewczynka śpiewa intencje mszalne:

"Módlmy się za naszą Siostrę Przełożoną o szczęśliwe rozwiązanie
(pauza, oddech, wierni wielkie oczy)
problemów."


Kolega miał w klasie koleżankę - Ramona Pokrywka jej było...
***
Tak wyglądają przerwy w pokoju, czasami oczywiście. Bo zazwyczaj mijamy się, pozdrawiamy i wio! Z dziennikiem pod pachą i smakiem niedopitej kawy w ustach.

9 komentarzy:

  1. WIesz znałąm kiedyś dziewczynkę którą żeby na karmić babcia zabawiałą udając psa pod stołem e kuchni.
    A co do nazwisk to najśmieszniejszy zestaw jaki znam to : Kajetan Kamil Kulpa !!

    OdpowiedzUsuń
  2. miły blog......, a uciekają i szantażują dwulatki....mam znajomą która jako panienka nazywała się Sałata i wyszła za mąż za Kota:D

    OdpowiedzUsuń
  3. trochę rąbka tajemnicy uchylasz. pokój nauczycielski zawsze był niedostępny i ukryty przed naszymi oczętami. Nauczyciele też ludzie ;] A imiona - Alfons Mrówka, Katarzyna Małolepsza ;] ciekawe co musiała zrobić, żeby być dużo lepsza ;] wiem wiem, nie wolno... :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Znałem człowieka - Słabolepszy się zwie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmmm, co do nazwisk, pracuję z dwoma panami, jeden ma na nazwisko Fortuna, a drugi Pech...trzeba by to chyba jakoś wypośrodkować....Pozdrawiam wieczorowo!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli chodzi o błędy rodziców, chociaż czy to był mój błąd, nie wiem... jak Majka miała tak ok 5 lat, wpadłam na pomysł że będę ją uczyć kaligrafii, uznałam że przy tym szybciej pozna literki, nauczy się czytać, i potem w szkole będzie jej łatwiej... Reakcja - po miesiącu zaczęła rzucać we mnie długopisem, niedługo potem gryźć...

    OdpowiedzUsuń
  7. Znam jednego Słabolepszego - jest stolarzem:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja znajoma miała kolegę - zwał się Miłowit Kołtun ;-) Pozdrawiam serdecznie. a.

    OdpowiedzUsuń
  9. Słyszałam o takich nazwiskach na zapowiedziach. On - Musiał, ona - Napierała.
    Swego czasu czytałam humor parafialny, też można się nieźle pośmiać. Często, gdy przestawi się szyk wyrazów - efekt bywa komiczny. "Dnia tego i tego odbędzie się msza dla kobiet spodziewających się dziecka z biskupem pomocniczym". Sądzę, że biskup tylko celebrował Eucharystię, ale nigdy nie wiadomo ;)
    Stan wojenny i podobna msza, tym razem w intencji ludzi pokrzywdzonych "przez naszego biskupa ordynariusza".
    50-lecie małżeństwa, na uroczystym obiedzie jest obecny kleryk, ukochany wnuczek. Swoją modlitwę kończy w następujący sposób: "pobłogosław tych, którzy głodują PRZEZ Chrystusa Pana naszego. Amen".

    PS. Gratuluję bloga.
    Evik7

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.