środa, 10 listopada 2010

Brzmi znajomo?

Coraz bardziej zdumiewa mnie nasz wiek, ci otaczający mnie młodzi mężczyźni, młode kobiety. Nikt nie chce być tym, czym jest, każdemu się roi zostać Napoleonem; kobiety drwią, gdy mówić im o przeznaczeniu małżonki, matki itd. Chcą być wielkimi przywódcami, politykami. Cała ta wzniosłość jest tylko śmieszna. Ponad głowami wszystkich krąży rozpętana wyobraźnia, w niewielu piersiach znajdziesz serce. Stąd ten ogrom głupstwa, cały ten korowód nudy, co próbuje znaleźć sobie jakieś zajęcie, ale, nie decydując się na żadne, wybiera wreszcie niezwykłość, fantastykę, nurzając się w niej bez celu, z jakąś odrobiną talentu, ale nie tworząc nic nowego. Przeciwnie, jest to życie we wściekłej monotonii, bo brak w nim zasady twórczej, serca. I zobaczysz, jak całe to nieszczęsne pokolenie zginie niby zeschnięty przed czasem liść (…)

Zygmunt Krasiński do Henry’ego Reeve’a,

Rzym, po 19 grudnia 1833 roku.

13 komentarzy:

  1. ;-) rzeczywiście współgrają pięknie ;-) Pozdrawiam serdecznie Wielki Człowieku ;-) a.

    OdpowiedzUsuń
  2. no proszę, historia niczego nie uczy...

    OdpowiedzUsuń
  3. Od pary tysięcy lat pewnie takie słowa powtarzają kolejne pokolenia. Teraz nasza kolej...

    OdpowiedzUsuń
  4. Egocentryzm młodzieńczy - powiedziałby psycholog - nic nowego, nic starego, ot takie sobie oblicze młodego człowieka - jedno z wielu. Nie dramatyzowałabym;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A na wyżyny humanistycznych wartości sfera publiczna wynoszona jest od czasów Socratesa. Nie ma nic negatywnego w tym, że kobiety chcą być jej częścią, zwłaszcza, że przez setki lat ten udział był im odmawiany. W tym świetle "przeznaczenie matki" trąci jednak trochę myszką albo kazaniem niedzielnym;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Może to przez to że coraz więcej ludzi czuje się wewn. małymi..?

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. czyli zawsze bylismy tacy sami...

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, nie zawsze.

    Myślę, że problem nie tkwi w parciu kobiet do kariery (choć często okupiona jest ona kosztami nie do nadrobienia), ale tkwi w przeświadczeniu o tym, że wszyscy możemy coś osiągnąć, być wyjątkowi i tego typu brednie...

    Każda blondynka jedzie do Los Angeles, by wypłynąć, a każdy obdarzony jako takim głosem wrzuca się na You Tube, by wypatrzył go producent muzyczny...

    Takimi mitami się nas karmi i w to niestety wierzy coraz więcej osób.

    OdpowiedzUsuń
  9. Owszem, brzmi znajomo... ale jakoś to pokolenie nie zniknęło jeszcze... ba! Wciąż się rozwija... takie czasy...

    Ale myślę, że parę serc byśmy znaleźli :) spokojnie... :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wszyscy jesteśmy wyjatkowi.

    Myślę, że nie ma nic złego w parciu na indywidualizm, zwłaszcza w czasach gdy faktycznie możliwości jednostki sa nieograniczone.
    Wystarczy dostęp do Internetu, by przeczytać światowe klasyki, prasę, ogladać wykładu z Yale i Harwarda, słuchać muzyki niszowych zezpołów z całego świata.

    Skrajny indywidualizm i egocentryzm jest naturalny i zupełnie normalny u młodzieży, a że okres dorastania w krajach rozwiniętych coraz bardziej się rozciaga w czasie, to nie ma nic dziwnego, że zjawiska mu towarzyszace też. Ostatecznie wszyscy dorastamy i wyrastamy z marzeń typu bycie gwiazda.

    OdpowiedzUsuń
  11. Najgorsze jest to, że nie wszyscy doroślejemy. To się po prostu nie opłaca. Lepiej utrzymywać stada "dorosłych dzieci", bo to najlepsi konsumenci.

    Gadżety, bajery, zachcianki, zabawki dla dużych chłopców i dziewczynek - to kręci handlem i sprawia, że część dorosłych wcale nie dorasta, grzęźnie w infantylizmie.

    To jest horror.

    Polecam:

    http://www.rp.pl/artykul/9132,67388_Kidult_w_srednim_wieku.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiesz co to jest dłuższa dyskusja. Moim zdaniem wszystko ma dobre i złe strony. Co znaczy być młodym, czy nawet dzieckiem?

    Są pewne cechy dziecka, które warto zachować na starość, są takie których nie.

    Jasne, że wartością jest młodość, jasne że króluje kultura masowa, hedonizm i konsumpcja.

    Jednak życie jest ciężkie i niesie wyzwania i żadne gażety nikogo przed tym nie ochronią. To nie jest tak, że ktoś kogoś utrzymuje, a wręcz odwrotnie. Chcemy czy nie ponosimy konsekwencje swoich wyborów.

    Moim zdaniem młodość się przedłuża z wszelkimi pozytywnymi i negatywnymi tego konsekwencjami. Moim zdaniem pozytywnych konsekwencji jest sporo. Uważam, że w końcu większość dorośleje, podejmuje zobowiązania, odnajduje wartości, nawet jeśli dopiero po 30stce, albo i 40stce.

    I wydaje mi się, że lepszy los zachodnich dużych dzieci niż dzieci z tradycyjnych społeczności podejmujących dorosłe role i zobowiązania w wieku lat kilkunastu.

    A kto ma więcej serca? Ocenianie serc innych, wydaje się być całkiem bez serca, moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.