czwartek, 7 października 2010

To pozwala przeżyć dzień



Nie jestem zwolennikiem typowo "czarnej" muzyki, ciężkiej, zamulającej, wgniatającej w fotel lub po prostu nudnej, skażonej gangsterską ideologią i płytkim hedonizmem.

Ale The Roots?

Z powodu tej piosenki chciałbym być znowu czarny ;-)

Piosenka ratuje życie, serio...

3 komentarze:

  1. czarnym powiadasz?...ciekawe:)

    to jest muzyka zaangazowana, mocno osadzona i błyskotliwa..choć nie tak jak kolczyki Beyonce ;P
    nie słucham ale chyle głowy

    OdpowiedzUsuń
  2. Czarnym wewnętrznie, bo niestety, ale my, Europejczycy, nie czujemy tak dobrze rytmu.
    My budujemy melodie raczej.

    I tego zazdroszczę naszym braciom z Afryki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na razie to "The Roots" mi się coś nie otwiera (spróbuję później), ale bez czarnych to my w ogóle cienko przędziemy, bo bez bluesa i jazzu właściwie rock by nie powstał. Współczesna czarna muzyka mnie też niezbyt "podchodzi", choć z drugiej strony specjalnie jej nie szukam, nie interesuję się. Lubię za to takie bardziej komercyjne czarne wokalistki - Tinę Turner, Sade, Whitney Houston, nawet 2-3 kawałki Rihanny uważam za "słuchalne" (pogrążyłem się? :-)). Ciekawą wokalistką jest też Erykah Badu. Chodzi mi konkretnie o płytę "Baduizm" (innych nie znam), utwory z pozoru dość podobne do siebie, ale sporo tam się dzieje w aranżach, no i sam sposób śpiewania dość charakterystyczny, mnie akurat odpowiada.

    A wyczucie rytmu to nasi "czarni bracia" rzeczywiście mają najlepsze.

    pzdr.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.