poniedziałek, 4 października 2010

Sinusoida

Ostatnie dni bez Internetu – męczące. Męczące dla kogoś, kto się w sieci zadomowił, ma tam bliskie osoby (tak, o Was mowa), lubi trzymać rękę na pulsie planety i wiedzieć co, kto, komu, jak i gdzie…

Bo maile czekają (ok., same spamy), bo recenzje nowych płyt, bo czyjeś życia trwają, a ja nie mogę podejrzeć. No i praca – tak, sieć też mi do pracy służy. A jednak…

Odcięli mnie. Miałem gładko przenieść się z jednego operatora do drugiego, a tymczasem problemy, walka o moją duszę i forsę, brak komunikacji, odsyłanie od Annasza do Kajfasza. A ja malutki i bezradny wobec potęg telekomunikacyjnych. Żałosna jest pozycja klienta w Polsce. Taki człowiek-orkiestra – gdzie pójdzie, tam go w trąbę zrobią.

PS

Z ostatniej chwili - mam połączenie!




9 komentarzy:

  1. Witaj po przerwie. Ja tez bez internetu jak bez ręki. Jak my kiedyś żyliśmy bez dostępu do sieci....Natka

    OdpowiedzUsuń
  2. ;) jak ja Cię rozumiem!!! :) i czuję się zaszczycona tymi "bliskimi" ;)


    Ciesz się chwilami podłączenia... ;) oby trwały! ;d

    OdpowiedzUsuń
  3. Welcome back!!!

    ...bo bez Internetu faktycznie ciężko. To jedyne medium, pozwalające REALNIE decydować użytkownikowi, co chce oglądać, czytać, czego słuchać etc.

    Koniec i bomba,
    a kto czytał ten trąba!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bez internetu nie umiem już jednej doby wytrzymać. Dlatego szczerze współczuje komplikacji...

    Ps. Piękna szata bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miało być "współczuję"... grrrr

    OdpowiedzUsuń
  6. To w takim razie cieszę się, ze już masz internet. Korzystaj, pisz, twórz - będziemy zaglądać ;-) Pozdrawiam. Ostatnio bywająca rzadziej w sieci zygza.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wypłyneły na wierzch nieznośne wspomnienia... ;)

    Nasz obecny operator w kulki leci i stanowczo wypowiadamy umowę. Koniec strzępienia nerwów.
    Ja musze mieć zdrowie do internetu !:)

    OdpowiedzUsuń
  8. W wakacje zmieniłam operatora - szybszy i większy przesył (cokolwiek to znaczy).
    A jak z bezawaryjnością będzie? Się zobaczy:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurcze! dzięki za wszystkie komentarze, nie mam czasu odpisywać, bo zrobiono ostatnio ze mnie przymusowego pracoholika...

    pzdr

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.